Dźwięk śmierci (2025) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Nie oszukasz przeznaczenia
Grupa niepokornych dzieciaków ze szkolnego szlabanu dmie w gwizdek przyzywający śmierć. Czy uda im się uciec przed tym, co nieuchronne? A może nie wiedzą jeszcze, że już są martwi?
Fenomen "zimowego horroru" to jest coś niesamowitego. Zwykło się mówić "horroru styczniowego", ale w dzisiejszych czasach produkuje się tyle szrotu, że nie wystarczy dla nich miejsca w jednym tylko miesiącu. Przyjęło się więc wypluwać miałkiej jakości horrory w zimie, ponieważ jest to taki trochę kinowy sezon ogórkowy, więc jest szansa, że ludzie zrobią wynik, bo zwyczajnie nie będzie na co iść. Obecny miesiąc pokazuje, że nie jest to wcale słuszne założenie, bo zdecydowanie jest co obecnie oglądać, ale jeśli ktoś idzie na "horror albo film akcji", to faktycznie zbyt wielkiego wyboru nie ma. Blockbustery czekają na lepszą pogodę!
Coś jednak wciąż w tym zimowym okresie jest! Od początku roku ukazało się jakichś 6-7 horrorów lub chociaż filmów horroro-podobnych i jeśli trzy z nich były faktycznie warte uwagi, to już jest nieźle. I to naprawdę nieźle, bo jeszcze dziesięć czy dwadzieścia lat temu można było mieć względną pewność, że wybierając się na horror w styczniu, nie zobaczy się niczego, co zostanie z nami na dłużej - a przynajmniej nie z tych powodów, z których byśmy chcieli. Dlatego wybierając się na "Dźwięk śmierci", nowy horror z relatywnie znaną przecież Dafne Keen, byłem pełen nadziei, że to jeden z tych wyjątków od reguły. No i, jak to się mówi... Nadzieja umiera ostatnia.
Dźwięk śmierci (2025) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Ciekawa ta Śmierć
Podczas meczu koszykówki, jeden z zawodników, Mayson „Horse” Raymore (Stephen Kalyn) zaczyna widzieć na środku boiska głęboko spaloną postać, która zdaje się go wołać. Chwilę później zjawa znika, lecz tuż po meczu materializuje się ponownie. Wkrótce po tym w szatni odnalezione zostaje zwęglone ciało. Znajomi i przyjaciele zmarłego znajdują dziwny gwizdek, wyglądający na starożytny, aztecki artefakt. Wśród nich znajduje się Chrys Willet (Dafne Keen), starająca się wrócić na właściwe tory narkomanka, jej przyjaciółka, Ellie (Sophie Nelisse), kuzyn Chrys, Rel (Sky Yang), jego sympatia, Grace (Ali Skovbye) i jej złośliwy chłopak, Dean (Jhaleil Swaby). A ponieważ są nastolatkami i oglądamy horror, to oczywiście, że muszą wsadzić sobie ten dziwny, kamienny gwizdek nieznanego pochodzenia w usta i zadąć w niego „dla beki”. I się zaczyna.
Od tej pory, każde z nich znajduje się na celowniku śmierci, a film zamienia się w coś na wzór taniej podróby „Oszukać przeznaczenie”. I choć wszystko od tej pory można sklasyfikować jako scenopisarstwo horrorowe dla początkujących, to trzeba przyznać, że jeden pomysł scenarzysty, Owena Egertona (między innymi „Mercy Black” i „Festiwal krwi”), jest całkiem ciekawy. Otóż, najwyraźniej każde z nas, od chwili, kiedy się rodzimy, ma przypisane przez los, w jaki dokładnie sposób umrze. Użycie gwizdka śmierci sprawia natomiast, że śmierć nie zamierza czekać na nasz naturalny koniec, a rusza za nami w czynny pościg. Lecz nie jest to typowy kostucha w czarnej szacie, a wizualizacja naszej osobistej śmierci – jeśli mieliśmy zginąć przez dekapitację, gonić nas będzie bezgłowe ciało ubrane w nasze rzeczy. Jeśli ktoś miał zginąć w wypadku samochodowym, jego osobista śmierć będzie miała kształt połamanych, powyginanych w nienaturalny sposób zwłok. I to nie tak, że kiedy mroczny żniwiarz w końcu nas dogoni, znajdziemy się w odpowiedniej sytuacji dla wystąpienia tych okoliczności. Po prostu przydarzy nam się to, co było nam pisane – samemu naszemu ciału. Pozwoliło to twórcom zaprojektować kilka naprawdę krwawych, obrzydliwych scen śmierci.
Dźwięk śmierci (2025) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Postacie czy jedynie przyszłe ofiary?
Sama fabuła i postacie są raczej typową dla gatunku sztampą. Mamy główną bohaterkę po przejściach, outsiderkę, praktycznie bez przyjaciół. Jej najlepsza przyjaciółka, czyli jedyna osoba, która akceptuje ją taką, jaka jest, z chęcią rzuca się za nią w ogień i zawsze staje w jej obronie. Kuzyn to taki w miarę typowy nerd, któremu podoba się „najładniejsza dziewczyna w szkole”. Z kolei ona sama musi być obowiązkowo ze szkolnym osiłkiem i przy okazji totalnym pajacem. Trzeba jednak przyznać, że w tej generyczności, twórcom filmu udało się przemycić kilka, może i oklepanych, ale całkiem skutecznych, młodzieżowych wątków. Część z tych postaci naprawdę daje się lubić, a nawet i Deanowie tego świata skonstruowani są w taki sposób, że nawet jeśli nie da się ich polubić, to można im chociaż współczuć.
Twórcy postarali się o kategorię wiekową R i postanowili całkiem solidnie ją wykorzystywać. Już pierwsza śmierć poprzez spalenie robi całkiem niezłe wrażenie, ze zjawą wpychającą pół ręki w gardło swojej ofiary i palącą ją od środka. My, jako widzowie, widzimy zaskakująco sporo szczegółów palącego się ciała. Później film na chwilę przyhamowuje. Ma się wrażenie, że kolejne dwie śmierci są już znacznie mniej wyraziste, jakby schowane. Na szczęście, to tylko cisza przed burzą i dalej jest już tylko lepiej. Jasne, cała ta przemoc dzieje się wyłącznie na ekranie, z pomocą magii komputera, ale zazwyczaj robi całkiem pozytywne wrażenie. Chyba tylko raz naprawdę wyraźnie rzuciło mi się w oczy, że patrzę na nałożoną na faktyczny film warstwę z wygenerowaną komputerowo grafiką. Ale nawet wtedy, sam pomysł na ukazanie przemocy był na tyle ciekawy, że nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo.
W temacie zimowych horrorów, „Dźwięk śmierci” nie jest aż tak zły, jak niektórzy inni przedstawiciele tego nurtu. Jest tu trochę ciekawego gore, ze dwie, całkiem urocze sceny między młodą obsadą, a dźwięk azteckiego gwizdka naprawdę wżera się widzowi w kości. Jest to też jednak film boleśnie nieoryginalny, nie mający nic prawdziwie swojego do zaoferowania, a przez to również trochę monotonny i nie robiący wrażenia. Z braku laku można obejrzeć, choć z obecnego repertuaru zdecydowanie da się wybrać coś ciekawszego.
Atuty
- Kilka ciekawych scen śmierci;
- Interesujący pomysł na przedstawienie fatum;
- Ze dwa urocze momenty międzyludzkie.
Wady
- Okrutnie sztampowa fabuła i większość postaci;
- Mało ciekawe rozwiązanie;
- Słabe zawiązanie fabuły;
- Dosłownie wszystkie „straszne” sceny opierają się na jump scare'ach.
„Dźwięk śmierci” to jeden z tych horrorów, które możesz dopowiedzieć sobie zaraz po tym, jak poznasz zalążek fabuły. Ma kilka niezłych momentów, ale również całą masę tych totalnie przeciętnych i repetytywnych.
Przeczytaj również
Komentarze (6)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych