Mała Wielka Koza (2026) - recenzja filmu [UiP]. Najlepsza animacja o koszykówce od czasu Kosmicznego Meczu
Tak, od czasu pierwszego „Kosmicznego meczu” nie było tak fajnej animacji o koszykówce. Choć produkcja z Michaelem Jordanem dalej pozostaje moim numerem jeden, twórcom "Małej WIelkiej Kozy" udało się stworzyć wciągającą produkcję ze świetnie wykreowanymi bohaterami, w którą zresztą zaangażowany był jeden z najlepszych graczy w historii NBA – Stephen Curry.
Film, za którym stoją twórcy animowanego Spider-Mana (filmy z serii Spider-Verse), łączy klasyczną historię „od zera do bohatera” z widowiskową animacją i dynamiczną akcją. Fabuła koncentruje się na Willu Harrisie - niewielkiej kozie z ogromnymi marzeniami o grze w rykokosza, fikcyjnej, pełnokontaktowej dyscyplinie sportu przypominającej połączenie koszykówki i swoistego survivalu, w którym rywalizują zwierzęta z całego świata. Will, choć mniejszy i słabszy od dominujących w lidze potężnych przeciwników, wierzy, że może udowodnić światu, iż rozmiar finalnie nie ma znaczenia.
Koza dzięki połączeniu przypadku, talentu i szczęścia dołącza do drużyny, której zawsze była fanem, by wraz ze swoją idolką - dziesięcioletnią weteranką ligi, czarną panterą Jett - zdobyć mistrzostwo, którego kocica mimo ogromnego talentu nigdy nie zdobyła. W wygraną przestali nawet wierzyć mieszkańcy miasta, w którym rozgrywają swoje mecze Kolce. Co gorsza, drużyna nie wygrała ani jednego meczu w obecnym sezonie i to jej pomóc ma właśnie niepozorna, mała koza. Nie będzie to łatwe zadanie, bo drużyna boryka się z problemami, których na pierwszy rzut oka nie widać.
Mała Wielka Koza (2026) - recenzja filmu [UiP]. Koza vs schematy
Największym atutem filmu Sony Pictures Animation jest bez wątpienia warstwa wizualna. Animacja jest barwna, dynamiczna i pełna energii, zwłaszcza w scenach meczów. Twórcy wykreowali świat, który tętni życiem i jest po prostu wiarygodny - pełen różnorodnych zwierzęcych postaci, efektownych aren, w których ogień, lód, pękający parkiet czy spadające stalaktyty mogą być większą przeszkodą niż obrona przeciwników, i przesadzonych, komiksowych akcji. Sekwencje sportowe są szybkie, widowiskowe i zaprojektowane tak, by trzymać widzów w napięciu. W tych momentach film naprawdę błyszczy, co nakręca zresztą duet komentatorów dogryzających sobie nawzajem.
Dlaczego więc „Kosmiczny mecz” nadal pozostaje moim numerem jeden? Produkcja podąża dobrze znaną i wyświechtaną ścieżką. Historia outsidera, który dzięki wytrwałości zdobywa szacunek drużyny i pokonuje przeciwności losu, jest przewidywalna i oparta na schematach znanych z wielu filmów sportowych i animowanych. Pod tym względem nie ma tu niczego nowego. Przesłanie o wierze w siebie i pracy zespołowej jest pozytywne i wartościowe, zwłaszcza dla młodszych widzów, ale dla dorosłych odbiorców może okazać się zbyt oczywiste. Nie sposób też nie wspomnieć, że momentami chaotyczne tempo oraz nadmiar bodźców w scenach akcji przytłaczają, jakby twórcy załączali tryb ADHD. Na szczęście w filmie nie brakuje też spokojniejszych momentów budujących więź między bohaterami.
Mała Wielka Koza (2026) - recenzja filmu [UiP]. Hej tu NBA
W polskiej wersji językowej możemy usłyszeć między innymi Marcina Gortata i muszę przyznać, że przekład został zrealizowany doskonale. Sporo żartów udało się znakomicie przenieść na nasz język, aluzje dotyczące pokolenia Zetek mnie osobiście bardzo śmieszyły, podobnie jak humor sytuacyjny. Każdy z członków drużyny Willa jest na swój sposób zabawny – Jett to gwiazda, która z racji wieku zmaga się z bólem w krzyżu, Modo jako niezrównoważony waran z Komodo to skóra żywcem ściągnięta z Dennisa Rodmana, a mamy też strusia Olivię z kompleksami i uzależnioną od mediów społecznościowych, nosorożca opiekującego się dwiema przemocowymi córkami czy żyrafę marzącą o tym, by zostać raperem.
Sporo tu również smaczków związanych z NBA, które z pewnością ucieszą wielu fanów amerykańskiej ligi. Nie brakuje też aluzji do realnych wydarzeń z historii, że wspomnę o wątku pewnej chciwej korporacyjnej świni zarządzającej klubem czy wątku narcystycznych gwiazd, które de facto przejmują rolę głównego trenera, robiąc z niego marionetkę. Zresztą historia ma drugie dno, bo wspomniany już wyżej Stephen Curry w młodości często słyszał, że jest zbyt chudy i zbyt niski na grę w koszykówkę. Mamy tu więc również autobiograficzny wątek.
Ostatecznie „Mała Wielka Koza” to film, który nie redefiniuje gatunku animacji sportowej i podąża wytartymi szlakami scenariuszowymi, ale dostarcza świetnej, pełnej energii rozrywki, którą zrealizowano na najwyższym poziomie. Doskonała pozycja na rodzinny seans, nawet, jeśli nie jesteście fanami koszykówki.
Atuty
- Dynamiczna, efektowna animacja
- Mecze i areny
- Pozytywne przesłanie
- Charyzmatyczne postacie
- Humor
Wady
- Przewidywalna, schematyczna fabuła
- Momentami chaotyczne tempo i nadmiar bodźców
Efektowna wizualnie i pełna energii animacja sportowa z czytelnym, klasycznym przesłaniem, która mimo przewidywalnej fabuły dostarcza masę zabawy dużym i małym.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych