The Muppet Show (2026) - recenzja filmu [Disney+]. Filc, anarchia i puder, czyli wielki powrót Muppetów
W epoce cyfrowej sterylności i algorytmicznie generowanej rozrywki, premiera „The Muppet Show” na platformie Disney+ w 2026 roku wydaje się aktem niemal rewolucyjnym. To nie jest po prostu kolejna pozycja w bibliotece streamingowego giganta, ale hałaśliwy, kolorowy i cudownie analogowy krzyk buntu wprost z pluszowych gardeł, zamknięty w intensywnym, 32-minutowym odcinku specjalnym. Kermit, Panna Piggy i reszta ferajny Jima Hensona wracają w skondensowanym formacie, by udowodnić, że w świecie CGI wciąż jest miejsce na lalkowy teatr absurdu, choć tym razem kurtyna podnosi się w nieco innej rzeczywistości - takiej, w której Sabrina Carpenter śpiewa z kurczakami, a Seth Rogen próbuje przekrzyczeć Zwierzaka.
Nie ma chyba w popkulturze dźwięku bardziej kojącego, a zarazem zwiastującego totalną, niekontrolowaną katastrofę, niż pierwsze akordy tematu muzycznego, który tym razem otwiera nie długi metraż, a sprinterski wyścig z czasem antenowym. Kiedy na ekranie pojawia się logo Disney+, a tuż po nim słyszymy ten charakterystyczny, wodewilowy rytm, serce widza - niezależnie od metryki - zaczyna bić w tempie narzucanym przez pałeczki Zwierzaka. Najnowsza produkcja, która zadebiutowała w lutym 2026 roku jako półgodzinny odcinek specjalny, staje przed zadaniem karkołomnym. Upchnąć całą magię klasycznego show w ramy formatu, który kończy się, zanim na dobre zdążymy się rozsiąść w fotelu. Po seansie mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że Muppety żyją. I w tym krótkim metrażu radzą sobie wyśmienicie, choć pozostawiają widza z ogromnym niedosytem. To, co dostajemy, to energetyczny strzał dopaminy - hybryda musicalu i skeczu, gdzie Kermit Żaba walczy nie o życie, ale o zmieszczenie się w czasie antenowym.
The Muppet Show (2026) - recenzja i opinia o filmie [Disney+]. Skondensowany chaos w szponach „Myszki Miki”
Podstawowym pytaniem, jakie stawia sobie każdy krytyk przy okazji tak krótkiej formy, jest kwestia esencji. Czy w zaledwie 32 minuty da się oddać ducha oryginału, czy też dostajemy teledyskowy skrót? Odpowiedź jest zaskakująco pozytywna. Ten odcinek to destylat teatru absurdu. Twórcy, świadomi ograniczeń czasowych, zrezygnowali z rozbudowanej fabuły na rzecz czystej, gagowej dynamiki. Czwarta ściana nie tyle jest łamana, co w ogóle nie zostaje zbudowana. Scenografia ma rozmach, ale montaż jest bezlitosny - tu nie ma miejsca na przestoje. Widzimy szwy, czujemy fakturę filcu, a tempo narzucone przez format sprawia, że chaos na ekranie wydaje się jeszcze bardziej autentyczny i nieokiełznany niż zwykle.
Jednakże, oglądając ten materiał, nie sposób nie zauważyć pewnego pośpiechu. Z jednej strony mamy cudowną energię Gonzo, który musi wykonać swój kaskaderski numer w rekordowym tempie, a z drugiej - poczucie, że niektóre wątki zostały brutalnie ucięte. Statler i Waldorf, moi osobiści faworyci, dostali tutaj zaledwie kilka wejść, i choć ich szyderstwa są celne jak zawsze, chciałoby się posłuchać ich dłużej. To taniec na linie - twórcy musieli zbalansować nostalgię z nowoczesnym, niemal TikTokowym tempem narracji. Mimo to, produkcja zachowuje swoją duszę. To wciąż opowieść o grupie odmieńców, którzy w pół godziny potrafią narobić więcej zamieszania niż większość seriali przez cały sezon.
The Muppet Show (2026) - recenzja i opinia o filmie [Disney+]. Między skeczem a piosenką
Siłą napędową Muppetów zawsze byli goście, a w formacie 32-minutowym ich obecność musi być maksymalnie wykorzystana. Sabrina Carpenter, ikona współczesnego popu, nie ma czasu na budowanie relacji - wchodzi, błyszczy i kradnie show w ekspresowym tempie. Jej interakcje z Panną Piggy to mistrzostwo świata w kategorii „krótkodystansowe starcie div”. Piggy, zazdrosna o każdą sekundę czasu ekranowego, wznosi się na wyżyny swojego egocentryzmu, a ich wspólny numer muzyczny to kampowa perełka, która prawdopodobnie stanie się viralem. Carpenter doskonale rozumie konwencję krótkiej formy - każdy gest i mina są przerysowane, idealnie pasując do lalkowych partnerów.
Z drugiej strony mamy Setha Rogena, który w te pół godziny wnosi tyle luzu, ile inni potrzebują na pełny metraż. Jego charakterystyczny śmiech rezonuje z rechotem Fozziego, tworząc duet idealny, choć boleśnie krótki. Rogen zdaje się bawić konwencją, rzucając meta-żarty o tym, jak mało mają czasu na puentę. Warto jednak odnotować, że nagromadzenie gwiazd w tak krótkim czasie sprawia, że niektórzy ulubieńcy z drugiego planu - jak Dr Ząb czy Rowlf - stają się zaledwie tłem. To cena, którą płacimy za ten format. Intensywność kosztem głębi.
The Muppet Show (2026) - recenzja i opinia o filmie [Disney+]. Przystawka przed daniem głównym?
Ostatni akt tej recenzji muszę poświęcić refleksji nad sensem takiego formatu. Czy 32-minutowe Muppety w 2026 roku wystarczą, aby zaspokoić głód fanów? Widzę tu powtarzający się motyw. To doskonała przystawka, która zaostrza apetyt. W świecie binge-watchingu, taki krótki metraż jest jak ożywczy haust powietrza. Nie ma tu miejsca na nudę, na „fillery”. Każda minuta jest wypchana treścią po brzegi. Reżyseria jest dynamiczna, szanuje teatralny rodowód, ale dostosowuje go do współczesnej, szybkiej konsumpcji treści.
Nie można jednak ignorować faktu, że jest to produkt Disneya, skrojony pod algorytmy - krótki, intensywny, idealny do wielokrotnego oglądania. Brakuje tu może miejsca na tę nutę melancholii, która zdołała wybrzmieć w dłuższych formach, ale w zamian dostajemy komediową bombę energetyczną. Szwedzki Kucharz w kuchni, która płonie po dwóch minutach, czy Laboratorium Muppetów, które wybucha szybciej niż zwykle - to esencja Muppetów w pigułce.
The Muppet Show (2026) - recenzja i opinia o filmie [Disney+]. Podsumowanie
Specjalny odcinek „The Muppet Show” to triumfalny, choć boleśnie krótki powrót królów komedii. To 32 minuty czystej radości, które udowadniają, że jakość nie zależy od metrażu. Disney+ zaserwował nam deser, po którym marzymy o całym torcie. To pozycja obowiązkowa - idealna na szybką poprawę humoru, choć zostawiająca widza z okrzykiem: „To już koniec?!”.
Atuty
- Znakomite, szybkie tempo (zero nudy)
- Skondensowana dawka humoru i muzyki
- Świetnie wykorzystano gości w tak krótkim formacie czasowym
Wady
- Zdecydowanie za krótki (tylko 32 minuty!)
- Marginalizacja niektórych postaci drugoplanowych
- Brak miejsca na głębsze, bardziej nastrojowe momenty
Muppety wciąż potrafią przywrócić tę magię i sprawić, że przez te pół godziny świat staje się choć trochę śmieszniejszy.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych