Ekipa wyburzeniowa (2026) - recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Film akcji #1234
Jonnny i James nie rozmawiali ze sobą całe dekady. Teraz jednak będą musieli zakopać wojenny topór, ponieważ ich ojciec, prywatnie prywatny detektyw, został zamordowany. Kto jest odpowiedzialny i dlaczego? Tego zamierzają się dowiedzieć.
Jak można było zrobić film z dwoma tak zabawnymi i jednocześnie znającymi smak kina akcji aktorami i aż tak bardzo ich nie wykorzystać?! Przecież twórcy tego filmu powinni trafić do więzienia. Byłem absolutnie podjarany samym pomysłem na niego po przeczytaniu pierwszych szczegółów fabuły - tego nie dało się zepsuć. I co? I minęło kilka miesięcy, a "Ekipa wyburzeniowa" okazuje się być najbardziej podstawowym, genetycznym filmem akcji w historii. Nie ma tu absolut od nic, co warto by zobaczyć i zapamiętać.
To powiedziawszy, trzeba również przyznać, że czysto technicznie nie można panu Soto nic zarzucić - sceny akcji mają tempo, nie straszą amatorskim poziomem popisów kaskaderskich i mogą pochwalić się solidnym poziomem CGI. Do tego można dołożyć też fabułę, która mimo swojej prostoty, jest absolutnie składna i sensowna. Mało tego! Zarówno Dave Bautista jak i Jason Momoa grają abaolutnie poprawnie, a wspomagający ich Jacob Batalon i Morena Baccarin wzorowo wywiązują się ze swoich obowiązków jako postaci wspomagających. Czysto teoretycznie, "Ekipa wyburzeniowa" to po prostu porządny film akcji w starym stylu. Ale dokładnie z tego samego powodu, jest to również film absolutnie nijaki, nudny i nikomu niepotrzebny. Już tłumaczę.
Ekipa wyburzeniowa (2026) - recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Kto to pisał, AI?
W poniższym akapicie znajduje się duży spoiler, choć dotyczy zwrotu akcji tak oczywistego, że trudno w ogóle nazywać go spoilerem.
Rzecz jest banalnie wręcz prosta. Jeden brat jest wojskowym na Hawajach, drugi policjantem gdzieś w Stanach. Dowiadują się, że ich tata nie żyje i choć obaj mieli z nim raczej trudną relację, nie zamierzają tak po prostu zostawić sprawy nierozwiązanej. Ah, zupełnie przy okazji i bez związku z resztą fabuły - ich wujek (Temuera Morrison) jest bardzo wpływowym gubernatorem Hawajów i absolutnie nie miał nic wspólnego ze śmiercią ojca. Bo, jak wiadomo, znani aktorzy w drugoplanowych rolach nigdy nie są istotni dla fabuły.
Cała intryga rozwija się dokładnie w taki sposób, jakiego się spodziewasz. Nie ma tu absolutnie niczego ciekawego, czego nie oglądałbyś już w sty innych filmach akcji. Postacie poboczne można opisywać metkami takimi jak "złowieszczy szef Yakuzy" czy "bogaty bandyta, który myśli, że może wszystko". Najgorsze jest to, że nawet kiedy scenarzyście, Jonathanowi Tropperowi, udaje się stworzyć postać, którą widz chciałby oglądać - jak Pika (Batalon) - ostatecznie nie wie, co z nią zrobić. Wspomniany informator taty w pewnym momencie po prostu przestaje być istotny dla fabuły, bo spełnił już swoje zadanie i najzwyczajniej w świecie znika na całą resztę filmu, nie pojawiając się nawet w scenie końcowej. Nie rozumiem jak facet, który stworzył absolutny geniusz, jakim jest "Banshee" i bardzo dobrzy "Znajomi i sąsiedzi" mógł napisać tak generyczny scenariusz.
Ekipa wyburzeniowa (2026) - recenzja, opinia o filmie [Amazon]. Są walki, jest impreza
Trzeba natomiast przyznać, że wizualna film robi robotę... Zazwyczaj. Najgorsze jest to, że abaolutnie świetne sceny przeplatają się z kompletnymi nieporozumieniami, nierzadko w ciągu tej samej sekwencji. W finale dostajemy czadersko wyglądające akcje, w stylu strażnika podchodzącego do balustrady aby chwilę później zarobić kulkę bezpośrednio spod siebie oraz paszkwile, jak banda azjatyckich Yakuzów (jakby), którzy podbiegają do naszego bohatera - trzymającego w dłoniach karabin maszynowy - aby dostać z buta w gębę. I nie ważne, że facet stał naprzeciwko nich z pełnym magazynkiem i walczy na śmierć i życie. Lepiej wygląda zapożyczona z "Oldboya" bitka w korytarzu, więc to właśnie kręcimy. Ile sensu by w tym nie było.
Momoa i Bautista są całkiem wiarygodni jako przyrodni bracia, którzy za sobą nie przepadają. Problemem jest natomiast humor, którym obaj panowie strzelają nieustannie, jak z Kałasznikowa. To trochę ten typ humoru, co w MCU, tyle że podbity o kolosalną ilość przekleństw. I może to po prostu ja miałem jakiś gorszy dzień, nie wiem, ale wydaje mi się, że praktycznie żaden z tych gagów nie jest faktycznie śmieszny. Oglądając film, widzę, że właśnie padł tekst, który miał mnie rozbawić, ale kompletnie go nie czuję i z minuty na minutę tylko coraz bardziej odczuwam, że do końca seansu jeszcze kawał drogi...
"Ekipa wyburzeniowa" to film tak prosty, jak to tylko możliwe, czerpiący z klasyków takich jak "Tango i Cash", czy inna "Zabójcza broń". Niestety, scenariuszowi brakuje choćby ułamka uroku, którym mogą pochwalić się te nieśmiertelne akcyjniaki z dawnych czasów. Fabuła jest prosta i przewidywalna, a humor byle jaki i tylko solidny duet głównych bohaterów i zazwyczaj dobrze zrealizowane sceny akcji ratują film Soto przed byciem kompletnym nieporozumieniem. Mocno zmarnowany potencjał.
Atuty
- Momoa i Bautista jako rodzeństwo;
- W większości solidnie zrobiona, brutalna akcja.
Wady
- Byle jaki, przewidywalny scenariusz;
- Kiepskie, nieśmieszne gagi;
- Sporo nielogicznych absurdów;
- Doklejone na siłę, kiepsko zrealizowane wątki poboczne.
Niby po prostu kolejny poprawnie zrealizowany film akcji, ale kiepska fabuła i czerstwe żarty sprawiają, że seans ciągnie się i męczy.
Przeczytaj również
Komentarze (10)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych