Skażenie (2026) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Turbo kordyceps z przymrużeniem oka
Eksperyment z międzynarodowej stacji kosmicznej rozbił się na ziemi. Większość niebezpiecznego materiału organicznego spaliła się przy wejściu w atmosferę, lecz część przetrwała. Rząd USA szybko zabezpieczył zgubę, lecz teraz, pół wieku później, zapieczętowany grzyb zaczął mutować...
David Koepp w dzisiejszych czasach może nie kojarzyć się tak pozytywnie, jak zapewne powinien. W końcu spod jego maszynopisu wyszły "hity" takie jak ostatni "Jurassic World", ostatni "Indiana Jones" i ostatnia "Mumia". Oddając jednak cesarzowi co cesarskie, wypada również pamiętać, że jest on również współautorem sukcesów pierwszego "Jurassic Park", przezabawnego "Ze śmiercią jej do twarzy", pierwszego "Mission Impossible" oraz "Spider-Mana" i "Życia Carlita". Facet ma za pazuchą więcej udanych scenariuszy, niż połowa dzisiejszych scenarzystów dorobi się do końca swojej kariery.
"Skażenie" w pierwszej kolejności było książką autorstwa Koeppa właśnie. Żadna ambitna literatura, a prosta opowieść na lekko przemaglowany już temat. Tym, co odróżnia tę opowieść od innych historii tego typu jest humor. Kiedy w 1859 roku przyrodnik Alfred Wallace odkrył zainfekowane kordycepsem insekty, było to odkrycie tyleż fascynujące, co przerażające, bo skoro matura mogła kontrolować w ten sposób populację owadów, to czemu nie naczelnych?! Lata później do tematu wróciło "Z Archiwum X", przedstawiając wizję opartego na krzemie grzyba, który infekuje ludzi, po czym ich zabija i roznosi się dalej. Później Naughty Dog poszło jeszcze o krok dalej i zaproponowało mutację jak najbardziej prawdziwego kordycepsa, który dzięki wyższym temperaturom na świecie dostosował się i mógł przeżyć, a nawet prosperować w ludzkim ciele - czyli, tak na dobrą sprawę, "the Last of Us" jest o globalnym ociepleniu. A później przyszedł Koepp i spytał co by było, gdyby do tego realnego zagrożenia dodać jeszcze żarty.
Skażenie (2026) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Teacake i Naomi kontra zombie
Po kilkuminutowej scenie wprowadzającej, w której poznajemy zagrożenie ze strony, hmm, kosmicznego grzyba i widzimy w jaki sposób agenci Totalnie-Nie-Mulder i Totalnie-Nie-Scully (Liam Neeson i Lesley Manville) sobie z nim poradzili, akcja filmu przeskakuje o blisko pół wieku do przodu. Na terenie dawnej bazy wojskowej, w której zamknięto ostatnią próbkę grzyba, znajduje się obecnie firma wynajmująca powierzchnie magazynowe. Niebezpieczne przedmioty zostały bezpiecznie zapieczętowane gipskartonem (just go with it) i świat niemal o nich zapomniał. Niestety, rosnące z roku na rok temperatury sprawiły, że system bezpieczeństwa zaczął dawać o sobie znać. A nie ma nic gorszego, kiedy siedzisz w pracy i nagle zaczynasz słyszeć powtarzający się, irytujący dźwięk niewiadomego pochodzenia...
Na scenę wkracza Teacake (Joe Keery), młody chłopak po przejściach, którego dwie główne przywary to brak asertywności i potrzeba ciągłego uzewnętrzniania się. Sprawia to, że jest on odbierany przez innych raczej ciamajdowato, lecz jeśli pozwolić mu bliżej się poznać, okazuje się, że to bardzo sympatyczny, uczynny i niegłupie chłopak. Nigdy w życiu nie przekona się o tym jego przełożony, Griffin (Gavin Spokes), prawdopodobnie największy oblech w promieniu stu kilometrów i chodząca definicja szemranego cwaniaczka. Co innego Naomi (Georgina Campbell), młoda, samotna matka o bystrym, dociekliwym umyśle. To właśnie połączenie ich wybuchowej mieszanki charakterów wprawi w ruch całą fabułę, a od ich współpracy zależeć będzie dalszy los całego świata. Film ewidentnie pcha ich ku sobie, ale tak jak uważam, że oboje są bardzo sympatyczni na ekranie, tak nie czułem aby była między nimi romantyczna chemia. To prawdopodobnie moje jedyne, duże zastrzeżenie co do "Skażenia", ponieważ wątek ten zdaje się być istotny dla filmowców, a ja, jako widz, kompletnie go nie czuję.
Skażenie (2026) - recenzja, opinia o filmie [Kino świat]. Zabawmy się w apokalipsę
Fabularnie rzecz jest niesamowicie wręcz prosta, ale to nie o fabułę jako taką tu chodzi, a o frajdę wynikającą z rozkręcającego się z minuty na minutę chaosu. Na ekran w regularnych odstępach wkraczają kolejne, mało istotne postacie poboczne, których głównym zadaniem jest stać się pożywką dla grzyba. Widz z wypiekami na twarzy ogląda kolejne niefortunne zbiegi okoliczności i coś, co można opisać chyba wyłącznie jako przejawy boskiej interwencji, bo to, że naszym bohaterom raz za razem udaje się uniknąć zakażenia, to jest chyba najcięższy plot armor, jaki w życiu widziałem. Jeśli bolą cię takie rzeczy i nawet w czarnej komedii wymagasz, aby kolejne wydarzenia miały jakiś tam logiczny sens, to raczej nie jest to film dla ciebie.
Warto mieć jednak na uwadze, że "Skażenie" jest filmem, który nie traktuje siebie zbyt poważnie. Otwierająca film scena mogłaby to sugerować, lecz już chwilę później, gdy widzimy pierwsze zarażone zwierzęta i sposób, w jaki rozprzestrzeniają one zarazę, jasnym staje się, że to jest film do pośmiania się i może ewentualnie do wykrzywienia twarzy w grymasie, kiedy ilość zgniłych flaków na ekranie przekracza granicę naszej tolerancji tego typu obrazów. I nie chodzi nawet o to, że dzieje się coś zabawnego - powiedziałbym wręcz, że, parafrazując Adasia Miałczyńskiego, w tym filmie nie wydarzyło się nic śmiesznego. Liczy się jednak sposób pokazania tych kompletnie nieśmiesznych sytuacji. To ich tempo, rytm i nadają im humorystyczny charakter, a reakcje postaci tylko go dodatkowo podkreślają. Reżyserowi udała się tu trudna sztuka zrobienia bardzo prostego w założeniach filmu, który po prostu chce się oglądać, bo to dobra zabawa.
"Skażenie" to zdrowy miks komedii z horrorem, lekkie kino rozrywkowe dla odrobinę starszej już młodzieży i lubiących typowo amerykański humor dorosłych. Sympatyczna obsada i nieustannie ewoluująca akcja sprawiają, że to film który po prostu dobrze się ogląda... A później wychodzi z kina i się o nim zapomina. Istota w prostocie, jak to mówią.
Atuty
- Bardzo sympatyczna para głównych bohaterów;
- Dużo skutecznego humoru;
- Elementy gore podane jako komedia;
- Solidne tempo;
- Finałowe "(Don't fear) the ripper" w wersji Leo.
Wady
- Kilka dziwnych decyzji scenariuszowych;
- Raczej mało romantyczny romans głównych bohaterów;
- Może trochę zbyt prosta i jednowątkowa fabuła?
Joe Keery i Georgina Campbell ratują świat przed raz szczwanym jak lis, a innymi razy powolnym jak leniwiec grzybem z kosmosu. Dobra, bardzo niewymagająca, lekko obrzydliwa rozrywka.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych