Primal (2026) - recenzja, opinia o 3 odc. 3. sezonu serialu [HBO Max]. Taniec śmierci w oparach zielonej magii
Genndy Tartakovsky to artysta, który nie tyle rysuje, co rzeźbi w emocjach widza za pomocą ciszy i krwi. Po wstrząsającym finale drugiego sezonu, który pozostawił nas z sercem rozdartym na strzępy i pytaniem „co dalej?”, mistrz animacji powraca. I robi to w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Trzeci sezon „Primal” (dostępny na Adult Swim i HBO Max) to nie tylko kontynuacja - to dekonstrukcja mitu bohatera, odważny eksperyment na żywej (i martwej) tkance narracji, który udowadnia, że w świecie, gdzie słowa są zbędne, obraz może krzyczeć najgłośniej. Obejrzałem pierwsze trzy odcinki tej prehistorycznej odysei i powiem wprost - zapnijcie pasy, bo Tartakovsky zabiera nas do piekła, które jest równie piękne, co przerażające.
Trzy lata czekania. W świecie popkultury to cała epoka, podczas której nawet najgorętsze tytuły stygną w pamięci widzów. Jednak „Primal” to nie jest zwykły serial – to zjawisko, które w 2019 roku zdefiniowało na nowo granice animacji dla dorosłych. Kiedy w 2026 roku, w chłodny styczniowy wieczór, usiadłem do seansu otwarcia trzeciej serii, towarzyszyła mi mieszanka ekscytacji i lęku. Czy można wrócić do historii, która zdawała się mieć swoją definitywną kropkę? Tartakovsky udowadnia, że śmierć w jego uniwersum jest zaledwie przecinkiem. „Primal” powraca, ale nie jest to już ta sama opowieść o przyjaźni, którą pokochaliśmy. To mroczniejsza, bardziej oniryczna i brutalna wariacja na temat przetrwania, w której granica między bytem a niebytem zostaje zatarta grubą, komiksową kreską.
Primal (2026) - recenzja i opinia o 3 odc. 3. sezonu serialu [HBO Max]. Kiedy ciało jest więzieniem
Pierwszy akt tego dramatu, zatytułowany wymownie, otwiera się obrazem zniszczenia, który z miejsca ustawia ton całej serii. Nie będę zdradzał szczegółów fabularnych, by nie psuć Wam tej „przyjemności” odkrywania makabry, ale muszę odnieść się do słonia (a raczej mamuta) w pokoju. Decyzja o przywróceniu Speara do „życia” była ryzykowna. Ba, była wręcz hazardowa. W rękach mniej wprawnego twórcy motyw zombie-protagonisty mógłby stać się tanią zagrywką rodem z horrorów klasy B. Tutaj jednak służy czemuś znacznie głębszemu.
Spear, którego widzimy w pierwszych trzech odcinkach, to tragiczna skorupa dawnego wojownika. To golem, pozbawiony iskry w oku, którą pamiętamy z poprzednich sezonów. Tartakovsky z sadystyczną precyzją pokazuje nam istotę, która jest motorem zniszczenia, a jednocześnie ofiarą własnej nieśmiertelności. Obserwowanie, jak ta „pusta istota" reaguje - a raczej nie reaguje - na bodźce, wywołuje głęboki dyskomfort poznawczy. Nie ma tu miejsca na bohaterskie szarże z okrzykiem na ustach. Jest tylko tępy, mechaniczny ruch i instynkt zabijania, który został wprogramowany w martwe mięśnie przez siły, których nasz bohater nie rozumie. To fascynujące studium degradacji, gdzie fizyczna potęga kontrastuje z duchową pustką. Sceny walki, w których Spear przyjmuje obrażenia mogące powalić stado tyranozaurów, nie czując przy tym bólu, są jednocześnie groteskowe i hipnotyzujące. To balet przemocy, w którym tancerz nie słyszy muzyki.
Primal (2026) - recenzja i opinia o 3 odc. 3. sezonu serialu [HBO Max]. Zieleń nadziei czy zgnilizny?
Warstwa wizualna trzeciego sezonu to absolutny szczyt możliwości Studio La Cachette. Jeśli myśleliście, że widzieliście już wszystko, co ma do zaoferowania ten zespół, przygotujcie się na redefinicję estetyki grozy. Paleta barw uległa zmianie - dominująca czerwień krwi ustępuje miejsca toksycznej zieleni magii i szarościom martwego ciała. Tartakovsky bawi się symboliką kolorów w sposób mistrzowski. Zieleń, zazwyczaj kojarzona z życiem i naturą, tutaj staje się zwiastunem czegoś nienaturalnego, wynaturzonego.
Sposób kadrowania w tych pierwszych odcinkach zasługuje na osobny esej. Reżyser często zostawia nas sam na sam z ciszą krajobrazu, by po chwili uderzyć kakofonią dźwięków łamanych kości. Co ciekawe, w tym sezonie natura wydaje się jeszcze bujniejsza, jeszcze bardziej obojętna na losy bohaterów. Kontrast między tętniącą życiem dżunglą a gnijącym, szurającym powłóczyście protagonistą buduje niesamowite napięcie. Warto zwrócić uwagę na detale - sposób, w jaki światło pada na pozbawioną wyrazu twarz Speara, czy animację owadów krążących wokół niego, co jest subtelnym, ale przerażającym memento mori. To nie jest po prostu „ładna animacja”. To malarstwo w ruchu, gdzie każdy kadr mógłby zawisnąć w galerii sztuki nowoczesnej pod tytułem „Egzystencjalny ból”.
Primal (2026) - recenzja i opinia o 3 odc. 3. sezonu serialu [HBO Max]. Pamięć zapisana w kościach
Największą siłą „Primal” zawsze była relacja między Spearem a Fang. W otwarciu trzeciego sezonu ta dynamika ulega drastycznej zmianie, a ich fizyczna separacja staje się katalizatorem emocjonalnym dla widza. Tartakovsky stosuje tutaj zabieg narracyjny, który nazwałbym „echem pamięci”. Nasz zombie-neandertalczyk, choć pozbawiony świadomości w ludzkim rozumieniu tego słowa, doświadcza przebłysków. To krótkie, oniryczne wizje – wspomnienia ciepła, dotyku, ryku przyjaciółki.
Te momenty są absolutnie dewastujące emocjonalnie. Widzimy istotę zredukowaną do poziomu biologicznej broni, która gdzieś na dnie swojej nieistniejącej duszy wciąż szuka stada. To właśnie w tych mikrosekundach, gdy w martwych oczach pojawia się cień zrozumienia, serial uderza najmocniej. Nie potrzebujemy dialogów, aby zrozumieć tragedię rozłąki. Tęsknota jest tu namacalna, gęsta jak prehistoryczne błoto. Wątek Fang i Miry, toczący się równolegle, stanowi niezbędny kontrapunkt - przypomnienie o życiu, które toczy się dalej, podczas gdy Spear utknął w swoim limbie. To pytanie o to, co czyni nas ludźmi (lub dinozaurami): czy to bicie serca, czy pamięć o tych, których kochamy? Tartakovsky nie daje łatwych odpowiedzi, zmuszając nas do patrzenia w otchłań.
Primal (2026) - recenzja i opinia o 3 odc. 3. sezonu serialu [HBO Max]. Arcydzieło makabry
Pierwsze trzy odcinki trzeciego sezonu „Primal” to triumfalny powrót Genndy’ego Tartakovsky’ego. Twórca nie poszedł na łatwiznę, nie zaserwował nam bezpiecznej kontynuacji. Zamiast tego, zaryzykował, wywracając stolik z oczekiwaniami fanów i serwując danie, które może nie każdemu przypaść do gustu swoją goryczą, ale którego wyrafinowania nie sposób zakwestionować. To serial odważny i bezkompromisowy.
Czy zombie-Spear to kierunek, który utrzyma uwagę przez cały sezon? Czas pokaże. Jednak początek tej podróży jest obietnicą czegoś wielkiego. To opowieść o odkupieniu, które może nigdy nie nadejść, i o więziach silniejszych niż śmierć. Jeśli macie słabe żołądki, odwróćcie wzrok. Jeśli jednak szukacie w animacji czegoś więcej niż tylko rozrywki - szukacie katharsis - „Primal” w 2026 roku jest pozycją obowiązkową. To nie jest po prostu „bajka o jaskiniowcu”. To szekspirowska tragedia rozpisana na ryki i krew.
Atuty
- Odważna dekonstrukcja bohatera
- Obłędna animacja, gra kolorami i dźwiękiem (sound design) budują gęsty, duszny klimat
- Mistrzowskie operowanie obrazem w celu wywołania wzruszenia i lęku
Wady
- Wolniejsze tempo, co dla fanów ciągłej akcji z pierwszego sezonu, oniryczne i powolne sekwencje wędrówki mogą być momentami nużące
- Brak stałej interakcji między Spearem a Fang w pierwszych odcinkach może doskwierać purystom serii
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych