The Last Case of John Morley - recenzja gry. Ostatni taki detektyw

The Last Case of John Morley - recenzja i opinia o grze [PS5]. Ostatni taki detektyw

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 18:15

„The Last Case of John Morley” to mroczna i niestety nieco krótka przygodówka detektywistyczna, która nie powala ani poziomem trudności, ani zagadkami logicznymi. Za to nadrabia napięciem i klimatyczną atmosferą. 

I choć odnotowałem kilka irytujących błędów i niedociągnięć, to muszę przyznać, że przygoda skierowana wyraźnie do miłośników kryminałów noir, może być niezwykle satysfakcjonująca. Jeśli jednak oczekujesz akcji, widowiskowej walki czy rozbudowanych mechanik, to przykro mi, ale tutaj ich nie uświadczysz. Najwyraźniej nie jest to tytuł stworzony dla Ciebie, więc nie marnuj czasu i odpuść sobie dalsze czytanie recenzji.

Dalsza część tekstu pod wideo

The Last Case of John Morley [PS5]
resize icon

Ostatnia taka gra?

„The Last Case of John Morley” to pierwszoosobowa narracyjna gra detektywistyczna osadzona w latach 40., stworzona przez Indigo Studios - Interactive Stories i wydana przez JanduSoft na dwie platformy - PS5 i PC (Steam). Wcielamy się w tytułowego detektywa Johna Morleya, który po pobycie w szpitalu wraca do ostatniej, dawno „zamkniętej” sprawy morderstwa sprzed dwudziestu lat, zleconej przez Lady Margaret Fordside.​

I tu mała uwaga, a raczej ostrzeżenie dla tych, którzy być może będą chcieli kupić grę, aby zanurzyć się w jej fabule. Jej przejście zajmuje około 3-4 godzin więc traktuje ją jako pozycję „na jeden wieczór”. Przypomina dobrze zrealizowany odcinek serialu kryminalnego, który po napisach końcowych pozostawia gracza z uczuciem niedosytu. I dobrze, aby każdy z Was miał tego świadomość.

The Last Case of John Morley [PS5]
resize icon

Rozgrywka i mechanika

Trzon rozgrywki opiera się na eksploracji lokacji, analizie śladów oraz rekonstrukcji wydarzeń, a nie na walce czy zręcznościowych wyzwaniach. Jako Morley poruszamy się w perspektywie pierwszoosobowej, przeszukując pokoje, korytarze i posiadłości, czytając dokumenty, oglądając z bliska przedmioty, a swój trop musimy połączyć w logiczną całość.​

System dialogów - pełniący także rolę przesłuchań - pozwala nam na pewną interakcję z napotkanymi postaciami. Musimy wyłapywać kłamstwa i nieścisłości, co jest kluczowe, aby popchnąć fabułę do przodu. Nie jest to może poziom L.A. Noire, gdzie analizowaliśmy każdy szczegół, jak choćby mimikę twarzy przesłuchiwanych postaci (budżet na to nie pozwolił), ale rozmowy są angażujące i wymagają od gracza pełnego skupienia. Niestety muszę się do czegoś przyczepić.

Mechanicznie to dość prosta gra. Nie ma tu systemu rozwoju postaci czy rozbudowanej walki. Zamiast tego są zagadki środowiskowe i sekwencje wymagające uwagi od gracza. Poziom trudności wynika bardziej z braku „prowadzenia za rękę” niż z samych łamigłówek, co bywa satysfakcjonujące, ale momentami i frustrujące, gdy jeden pominięty przedmiot zatrzymuje progres na dłużej, niż powinien.​

W przypadku PS5 sterowanie jest intuicyjne i proste - powiedziałbym, że takie standardowe dla gier FPP. Prawy analogiem poruszamy kamerą, a lewym naszą postacią. Do tego dochodzi interakcja z otoczeniem oparta na prostych przyciskach akcji. Subiektywnie czuć „ciężar” naszej postaci, co z jednej strony pasuje do powolnego i śledczego tempa, z drugiej jednak przy dłuższych sekwencjach i backtrackingu może męczyć.​

W grze możemy włączyć polskie napisy, ale twórcom nie udało się uniknąć błędnego tłumaczenia, które ciężko jest przełknąć bez posmaku goryczy, gdy do przeczytania jest spora ilość dialogów. Choć biorąc pod uwagę, że nie jest to produkcja wysokobudżetowa, a za niedługo być może pojawi się patch naprawiający te irytujące tłumaczenie (i inne błędy), to na chwilę obecną można na to przymknąć oko. Niemniej jednak, po przejściu gry pozostaje wyraźny niesmak spowodowany jej stanem technicznym. Mam więc nadzieję, że reszta graczy nie uświadczy tych samych problemów co ja.

The Last Case of John Morley [PS5]
resize icon

Fabuła, świat i postacie

Najmocniejszą stroną gry jest jej fabuła - zbudowana wokół „zapomnianej” zbrodni, skrywanych przez dekady sekretów i psychologicznych blizn, jakie pozostawiają po sobie na ofiarach tych wydarzeń. Historia rozwija się liniowo, ale konsekwentnie buduje napięcie. Każdy nowy dokument czy odwiedzone miejsce wprowadza kolejny fragment układanki, powoli odsłaniając prawdę, która okazuje się mniej oczywista, niż sugerują pierwsze minuty, jakie spędziłem z grą.

Przedstawiony świat inspirowany jest klasyczną literaturą detektywistyczną - to miks arystokratycznych posiadłości, mrocznych zaułków i pomieszczeń, które wyglądają, jakby czas zatrzymał się w chwili popełnienia zbrodni. Dialogi i monologi wewnętrzne Johna Morleya utrzymane są w konwencji noir, co nadaje całości pewnego charakteru, jakbyśmy słuchali (dosłownie) dobrej powieści kryminalnej. Niestety, ale zdarza się, że zwroty akcji, które powinny być zaskoczeniem, wcale nim nie są. Winnym okazuje się być system podpowiedzi, który pomaga graczowi wysunąć wniosek wcześniej niż zakładał to scenariusz. Przez to, że łatwo domyślić się, co za chwilę wydarzy się na ekranie, akcja staje się zbyt oczywista, a to odbiera całą frajdę i sprawia, że budowane wcześniej napięcie znika w mgnieniu oka.

Nasz protagonista (John Morley) wypada przekonująco. To zmęczony życiem detektyw, który w śledztwie widzi szansę na walkę z własnymi problemami. Z kolei Lady Margaret Fordside, jak i reszta postaci jest zarysowana dość powierzchownie. Znamy ich motywacje, ale brakuje tu czegoś głębszego, jakiegoś punktu zaczepienia w historii, który nadałyby całości potrzebnej głębi.

The Last Case of John Morley [PS5]
resize icon

Aspekty techniczne i wizualne

Od strony wizualnej „The Last Case of John Morley” stawia bardziej na klimat i atmosferę, niż na techniczny rozmach. Nie ma się co oszukiwać - to niskobudżetowa produkcja AA z dopracowaną kompozycją kadrów, oświetleniem i mroczną scenerią niż graficzny pokaz możliwości. Projekty wnętrz, gra światła i cieni oraz przybrudzone, „zadymione” palety barw skutecznie budują nastrój starego kryminału i poczucie, że każdy przedmiot może skrywać jakąś tajemnicę.​

Na PS5 gra działa stabilnie, a gracz może wybrać czy chce grać z odblokowanym klatkażem, czy zablokować go na 30, 60 czy 120 FPS-ach. Bez blokady tytuł utrzymuje raczej stałe 60 FPS-ów w zamkniętych, liniowych lokacjach, choć niekiedy pojawiają się drobne przycinki przy doczytywaniu elementów otoczenia oraz sporadyczne kolizje obiektów. Gracz może wybrać czy chce grać z odblokowanym klatkażem, czy zablokować go na 30, 60 czy 120 FPS-ach. Nie są to błędy, które całkowicie wybijają nas z immersji czy psują radość z rozgrywki, ale przypominają, że mamy do czynienia z budżetowym tytułem, który nie przeszedł tak rygorystycznych beta testów, przez co nie jest „wyszlifowany” jak produkcje AAA.​

Udźwiękowienie stanowi drugi - obok fabuły - filar, na którym opiera się klimat gry. Minimalistyczna i nisko zaaranżowana ścieżka dźwiękowa podkreśla napięcie i melancholię bez popadania w przesadną patetyczność. Efekty dźwiękowe, jak skrzypiące podłogi i odległe kroki potęgują uczucie osamotnienia i ciągłego napięcia, przez co atmosfera gry staje się naprawdę gęsta, a gracz odczuwa autentyczny strach.

Dobra gra za małe pieniądze?

„The Last Case of John Morley” to zwięzła, skupiona na detektywistycznym aspekcie przygoda. Twórcy postawili na mroczny klimat, narrację i eksplorację, a nie na efekciarską akcję czy rozbudowane mechaniki. Grę najlepiej więc przejść za jednym posiedzeniem w całkowitej ciemności i ze słuchawkami na uszach, aby dać się ponieść historii, a ciężki klimat i dźwięk mógł w odpowiedni sposób wpłynąć na zmysły.

The Last Case of John Morley w wersji na PS5 zapłacimy 56 zł, a w przypadku PC (Steam) tylko 36 zł.

Atuty

  • Fabuła, napięcie i narracja
  • Niesamowita i wciągająca atmosfera noir
  • Klimatyczna ścieżka dźwiękowa i ogólnie dobre udźwiękowienie
  • Przystępne i logiczne zagadki

Wady

  • Widoczne niedoróbki techniczne, jak błędy z teksturami czy synchronizacją napisów
  • Brak dziennika do zapisywania kodów / informacji
  • Akcja bywa przewidywalna i łatwa do odgadnięcia
  • Błędy w polskich napisach
  • Zbyt krótka

The Last Case of John Morley to gra skierowana do bardzo konkretnego odbiorcy. Jeśli jesteś miłośnikiem klimatycznych opowieści detektywistycznych, nie przeraża Cię krótki czas gry, to na pewno warto rozważyć zakup - szczególnie w tej cenie.

6,0
Łukasz Musialik Strona autora
Pasjonat gier od samego dzieciństwa, kiedy to swoją pierwszą konsolę dostał od rodziców. Od tamtej pory zafascynowany grami i ich światem, ponieważ jako dorosły uważa, że to nie tylko rozrywka, ale także sztuka, która może nas uczyć, inspirować i poruszać emocje. Nieustannie poszerza swoją wiedzę i doświadczenie w dziedzinie gier i konsol, aby móc dostarczać innym jak najbardziej wartościowe treści.
cropper