W taki sposób autorzy zepchnęli na margines ten element, który w "piątce" funkcjonował najlepiej, pistolet z tłumikiem zastępując bronią białą. Zabawę rozpoczynamy wyposażeni jedynie we włócznię, ale wraz z postępami na placu boju i rozbudową bazy zyskujemy możliwość wytwarzania innych narzędzi do walki, takich jak młoty, łopaty, maczety, łuki czy broń palna z limitowaną ilością amunicji. O ile włócznią walczy się całkiem przyjemnie, a gunplay bazuje na MGS V, tak mimo wszystko czuć, że rozgrywka nie była projektowana pod starcia na bliskim dystansie, co prowadzi niekiedy do frustrujących sytuacji. Największym zmartwieniem grającego nie są przy tym głupie stwory, lecz poziom wody i substancji odżywczych w organizmie postaci. Jak każda szanująca się pozycja survivalowa, również MGSurvive posiada systemy, przy pomocy których gra stara się nas na każdym kroku uśmiercić. Konieczność dbania o żołądek bohatera sprawia, że trudniejsze niż wypełnienie misji jest najczęściej dotarcie do celu, a następnie powrót do bazy. To akurat produkcja Konami robi dobrze, zachęcając w ten sposób do eksploracji nieznanych terenów, zbierania surowców, ratowania ocalałych ludzi, polowania na zwierzęta i inwestowania jak największej ilości punktów energii Kuban na rozbudowę swojej siedziby. Czerwone kryształy pozyskujemy z ciał zabitych potworów, osobliwych roślin, z czasem znajdujemy maszyny, które robią to za nas. Inwestując środki w bazę, uzyskujemy dostęp do lepszych broni i gadżetów, mocniejszych zabezpieczeń, schronów dla nowoprzybyłych rezydentów, oczyszczalni wody, narzędzi do uprawy warzyw i wielu innych ułatwiających życie przedmiotów. "Sosu" nie starczy na wszystko, więc trzeba dokonywać trudnych wyborów, a jakby tego było mało, Kuban niezbędny jest też do rozwijania postaci (zdrowie, wytrzymałość, repertuar ciosów itp.).

Metal Gear Survive recenzja

Metal Gear Survive recenzja

"They played us like a damn fiddle!"

Nie sposób ukryć faktu, że przez lwią część czasu gry wykonujemy te same czynności, a system dwoi się i troi, by utrudnić nam życie. Prawda, gry z tego specyficznego gatunku takie właśnie powinny być, lecz ciężko nie odnieść wrażenia, że producent zachowuje się nie fair. Bardzo często w misjach głównych zmuszeni jesteśmy udać się poza mgłę, za którą środowisko jest trujące i konieczne jest korzystanie z maski przeciwgazowej. Istnieje opcja, by uzupełnić poziom tlenu za punkty Kuban, tyle że nie mamy ich zwykle za wiele. W tym miejscu i wielu innych, o których wspomnę, na scenę wkraczają mikrotransakcje. Możliwość zakupu najważniejszej w grze waluty to zatem oczywistość. Narzekasz na brak tlenu? Rozwój postaci idzie relatywnie wolno? Brakuje Ci środków na rozbudowę bazy i system osłon? Z poziomu menu gry bardzo szybko możesz przenieść się do sklepu, tyle że tam nie płacisz już Kubanem, a złotówką. Kampania jest znacznie łatwiejsza, mniej frustrująca i czasochłonna, jeśli tylko wyłożysz prawdziwe pieniądze. Dalej jest jeszcze "ciekawiej". Gdy rozpocząłem uprawę ziemniaków w początkowych fragmentach gry, liczyłem, że na jakiś czas rozwiąże to problem głodu. Tymczasem okazało się, że rzeczywisty czas oczekiwania na efekty moich działań to cztery godziny! W grze to niemal wieczność, lecz w jaki sposób można skrócić cały proces, pisać chyba nie muszę. Survive, co całkiem zrozumiałe, nie posiada systemu punktów kontrolnych. Oznacza to, iż po wyczerpującej eksploracji niebezpiecznego terenu i wykonaniu zadania fabularnego, możemy łatwo zginąć, nie odnajdując drogi powrotnej na czas. Rozwiązaniem tego problemu okazuje się pigułka przywracająca postać do życia, ta sama, której podczas walki z The Sorrow w MGS 3 użył Big Boss. Niestety, trzeba wówczas sięgnąć do kieszeni, podobnie zresztą, gdy chcemy rozpocząć zabawę od nowa inną stworzoną przez siebie postacią, nie kasując przy tym obecnej. Czyli płacimy za save'a...

Producent, próbując wydać grę jak najniższym kosztem, zdecydował się wykorzystać większość assetów z MGS V, lecz nawet tutaj popełniono błędy. Otwierająca grę cutscenka z Ground Zeroes w testowanej przeze mnie wersji działała w niskiej rozdzielczości, strasząc pikselozą. Ktoś się pomylił i wrzucił fragment z X360 zamiast z PS4? W związku ze zmianą sposobu zabawy przemodelowano interfejs, dodając więcej przedmiotów do skrótowego menu, a w podręcznym iDroidzie zaimplementowano system leczenia obrażeń, podobnego do Snake Eatera. I chociaż deweloper wykonał niezłą pracę, czyniąc wszystko względnie intuicyjnym, to w sytuacjach podbramkowych nietrudno o pomyłkę. Trzeba przy tym wyraźnie podkreślić, że MGSurvive w aspektach technicznych wyraźnie góruje nad większością survivalowych produkcji z pecetowymi korzeniami, właśnie dzięki wykorzystniu rozwiązań i osiągnięć z produkcji segmentu AAA autorstwa Kojima Productions. Szkoda tylko, iż przeniesione żywcem z The Phantom Pain miejscówki wyglądają gorzej niż w oryginale, głównie przez bardzo stonowaną kolorystkę i puste pomieszczenia. Uwagę zwracają elementy stworzone już przez zespół pracujący nad Survive - projekty potworów, postaci fabularnych czy NPC-ów w najlepszym wypadku określiłbym jako "bez charakteru". Chyba jeszcze słabiej wypada sfera audio, gdzie muzyki równie dobrze mogłoby nie być w ogóle, a aktorzy głosowi to co najwyżej druga liga.