SKLEP
Wojciech Gruszczyk 03.02.2018
Monster Hunter World – recenzja gry. Wielkie łowy dla wszystkich
2952V

Monster Hunter World – recenzja gry. Wielkie łowy dla wszystkich

Długo czekaliśmy na ten moment. Capcom w końcu zdecydował się przenieść swoją legendarną serię na PlayStation 4, Xboksa One i komputery osobiste, ale Japończycy nie tylko wrzucają łowców na nowe urządzenia, a rozpoczynają zupełnie nowy rozdział tego uznanego IP. Monster Hunter World otwiera się na graczy i pokazuje prawdziwe oblicze. Bestia wylądowała, ujarzmisz ją?

Monster Hunter World
  • Platformy:  PS4   XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 26.01.2018
  • Napisy
  • od lat 16 przemoc

Pierwszy Monster Hunter zadebiutował w 2004 roku i był dostępny wyłącznie na PlayStation 2. Po trzech latach Japończycy opublikowali kontynuację, która zawitała wyłącznie w Kraju Kwitnącej Wiśni, by następnie rozpocząć złoty okres dla fanów Nintendo i urządzeń przenośnych. Kolejne odsłony głównej serii lądowały wyłącznie na małych konsolach lub nawet nie wydostawały się z Japonii, więc ubiegłoroczna zapowiedź Monster Hunter World nie bez przyczyny poruszyła graczy. Capcom w końcu zdecydował zaoferować wielkie bestie fanom z całego świata, a „Świat” w tytule nie pojawia się bez przyczyny.

Twórcy odrobili zadanie domowe eliminując z gry niepotrzebne systemy, przygotowując odpowiedni wstęp i ucząc „płotki” jak odnaleźć się w tym uniwersum. Gra nie tylko odświeża mechanizmy, ale przede wszystkim pokazuje, że Monster Hunter może zaoferować tonę satysfakcji.

Nowy Świat i Nowy Początek

Grę rozpoczynamy od bardzo rozbudowanego edytora postaci, który pozwala stworzyć najróżniejsze postacie, a nawet odtworzyć znane osobistości. Geralt łowcą potworów? Nic trudnego. Dodatkowo gracz otrzymuje możliwość zaprojektowania swojego kota-przyjaciela-pomocnika.

Monster Hunter World to idealny tytuł dla osób nieznających realiów serii, którzy chcą zakosztować w zachwytach. Capcom doskonale zdawał sobie sprawę, że oferując grę na nowe systemy musi pokazać markę nowym klientom i dostosować ją do realiów, a zarazem oczekiwań, bardzo szerokiego grona odbiorców. To właśnie z tego powodu najnowsza odsłona serii nie charakteryzuje się znanym, szorstkim i męczącym początkiem, który znają dobrze posiadacze małych konsol Nintendo, zagrywający się po nocach w poprzednie części. Deweloperzy wiedzieli, że ich bestie trafią na urządzenia graczy, którzy po pięciu bolesnych porażkach rzucą płytkę na aukcje internetowe, więc zdecydowali się przygotować pełnoprawną historię, która będzie miała na celu przyciągnięcie „świeżynek” i pokazanie podstaw. To nie jest pierwszy fabularny tryb w historii uniwersum, jednak bez wątpienia tak rozbudowany ze złożonymi wstawkami filmowymi i nawet znośną opowiastką. Przygoda nie porwie tłumów, scenarzyści nie dostaną Oskarów, a Janusz nie będzie opowiadał o tych wydarzeniach swoim dzieciom. To typowa do bólu i przewidywalna od początku do końca przygoda, która jednak spełnia swoje założenia – wprowadza w świat gry.

Bez wielkiego zaskoczenia, bez jakiegokolwiek zwrotu akcji, bez efektu „wow”. Łowcy trafiają do Nowego Świata, gdzie muszą zmierzyć się z pewnym kolosem, jednak nowe miejscówki wymagają odpowiedniego poznania, więc na początku wpadamy do bazy wypadowej, a później rozbijamy się po dużych lokacjach. Liczba miejsc nie zrywa kapelusza z głowy, czy też majtek z nabrzmiałego ciała łowcy, jednak każda z miejscówek została przygotowana z niebywałą pieczołowitością i szczerze mówiąc – mapy po prostu zachwycają. Zanim rozpłynę się nad opisem kwiatków i innych kamieni, musicie wiedzieć, że historia w Monster Hunter World to dopiero początek, ale nawet wyjadacze serii w trakcie rozgrywki rozprostują palce i przygotują się na solidną przeprawę, która jak zawsze nadchodzi w swoim czasie.

Niemal wszystkie misje odbieramy w Asterze, czyli wiosce-bazie wypadowej, do której trafiamy po kilku minutach rozgrywki. To właśnie tutaj możemy również ulepszyć bronie, wykuć nowy pancerz, czy po prostu porozmawiać z ekipą łowców. Twórcy wyraźnie próbowali stworzyć kilka barwnych postaci, które zapadłyby na dłużej w pamięci, ale nie mogę w tym miejscu mówić o nawet drobnym sukcesie. Żałuję również, że Japończycy nie zdecydowali się zaszaleć i zdecydowanie nie ubarwili zadań – opowieść to niby wyłącznie „podstawka” pod całą produkcję, ale Capcom w jednym momencie idealnie pokazuje, że nawet w tym IP mogą pojawić się wydarzenia, które zapamiętamy na dłużej. Mają oni w rękawie naprawdę dobry materiał pod coś więcej niż zabijanie bestii, ale jeszcze teraz w pełni nie możemy się o tym przekonać.

Nowy Świat i stary Monster Hunter

Autorzy na szczęście nie zdecydowali się w głębszy sposób zmieniać głównych założeń serii. W Monster Hunter World naszym zadaniem jest polowanie na bestie, więc po odebraniu jednego z zadań, trafiamy na wielką mapę, która jest obładowana mniejszymi zwierzakami oraz najróżniejszymi surowcami. Lokacje są rozległe, wielopoziomowe, przepełnione zakamarkami i już nawet w tym miejscu pojawiają się pewne udogodnienia – każdy teren został ponownie podzielony na obszary, ale tym razem gra została pozbawiona męczących ekranów wczytywania, a dodatkowo na tak rozległych terenach możemy rozbijać dodatkowe obozy, w których zjemy pyszności, czy przygotujemy się do wyprawy.

Łowca ma teraz ułatwione zadanie, ponieważ przemierzając tereny ponownie natrafia na ślady, wydzieliny, czy inne oznaki życia poszukiwanej bestii, jednak teraz wystarczy odnaleźć pierwszą „wskazówkę”, by następnie móc skorzystać ze specjalnego znacznika, który naprowadza na kolejny trop i w ostateczności natrafić na przeciwnika. Pod tym względem poszukiwanie potworów jest znacznie łatwiejsze, ale deweloperzy musieli zdecydować się na ten ruch z powodu ogromnych lokacji, w których na początku nietrudno się zagubić. Dodatkowo zrezygnowano z pewnych niepotrzebnych archaizmów – nie musimy się już martwić o między innymi osełkę, wędkę, czy też kilof, bo sprzęt zawsze mamy w swoim plecaku.

Myśliwy ponownie nie zdobywa punktów doświadczenia, nie gromadzi poziomów, nie polepsza statystyki siły, inteligencji, czy też zwinności. Gra kolejny raz korzysta z fantastycznego systemu, który opiera się na broniach oraz pancerzach – gracz od początku ma dostęp do 14 typów broni, nie pojawiają się jakiekolwiek ograniczenia noszenia sprzętu, a po prostu musimy go zdobyć lub raczej stworzyć. To właśnie z tego powodu wyruszamy na spotkania z olbrzymami, bo posłanie ich w zaświaty gwarantuje zebranie skór, kości, czy też najróżniejszych części, z których tworzymy hełmy, pancerze, rękawice, spodnie, buty, czy też wspomniany oręż. Wspominając o broni - autorzy korzystają z propozycji znanej z Monster Hunter 4 i Monster Hunter Generations – łowca może biegać z dwuręcznym mieczem, zestawem miecz i tarcza, młotem, lancą, sprężynowym toporem, owadzią glewią, ciężkim łukodziałkiem, długim mieczem, bliźniaczym ostrzem, rogiem łowieckim, lancopałem, ładowanym ostrzem, lekkim łukodziałkiem i łukiem.

Tagi: capcom monster hunter world recenzja

Oceń recenzję
+ +6 -
Przejdź do strony