Planeta Singli 4: Wyspa (2025) - recenzja filmu [Netflix]. Gdy Tomasz Karolak przestaje wystarczać

Planeta Singli 4: Wyspa (2025) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Gdy Tomasz Karolak przestaje wystarczać

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 21:00

Sześć lat po zakończeniu trylogii o Ani i Tomku, Netflix postanowił odgrzać znaną formułę polskiej komedii romantycznej. Niestety, Sam Akina i Michał Chaciński w „Planecie Singli 4: Wyspa" dostarczają wiele dowodów na to, że nie każda historia zasługuje na kontynuację, a przeniesienie akcji z polskich realiów na grecką wyspę nie wystarcza, aby tchnąć nowe życie w wyczerpany materiał.

„Planeta Singli 4: Wyspa" to produkcja, która budzi mieszane uczucia już od momentu ogłoszenia jej powstania. Po sukcesie pierwszej części z 2016 roku, która przyciągnęła blisko dwa miliony widzów i stała się fenomenem kulturowym, oraz dwóch kolejnych odsłon, wydawało się, że historia Ani (Agnieszka Więdłocha) i Tomka (Maciej Stuhr) została zamknięta w sposób satysfakcjonujący. Jednak Netflix, kierując się prawdopodobnie chłodną kalkulacją rynkową, postanowił wrócić do sprawdzonej formuły, tym razem omijając dystrybucję kinową na rzecz bezpośredniej premiery w serwisie streamingowym.

Dalsza część tekstu pod wideo

Planeta Singli 4: Wyspa / Netflix
resize icon

Planeta Singli 4: Wyspa (2025) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Tropikalna ucieczka od rzeczywistości

Akcja czwartej części przenosi nas z polskich realiów na egzotyczną grecką wyspę, gdzie Ania i Tomek odwiedzają swojego przyjaciela Marcela (Piotr Głowacki), który zainwestował w hotel i postanowił nakręcić reality show dla singli. Ta zmiana scenerii, choć wizualnie atrakcyjna, okazuje się powierzchownym zabiegiem mającym zamaskować brak jakichkolwiek pomysłów na fabułę. Reżyserzy Sam Akina i Michał Chaciński, którzy odpowiadali już za dwie poprzednie części serii, próbują ożywić znudzony związek głównych bohaterów poprzez włączenie ich w detektywistyczną intrygę związaną z podejrzanym partnerem Marcela, który może być oszustem - coś w stylu „Oszusta z Tindera".

Niestety, warstwa kryminalna wydaje się nie dość, że sztuczna i niedopracowana, to służy jedynie jako pretekst do stworzenia sytuacji komediowych, które rzadko kiedy wywołują autentyczny śmiech na twarzy. Tropikalna sceneria, zamiast dodać filmowi egzotycznego uroku, eksponuje jeszcze większą sztuczność całego przedsięwzięcia. Greckie krajobrazy wyglądają jak tło do taniego programu turystycznego, a nie integralny element opowieści.

Planeta Singli 4: Wyspa / Netflix
resize icon

Planeta Singli 4: Wyspa (2025) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Aktorzy w pułapce własnego sukcesu

Agnieszka Więdłocha i Maciej Stuhr, którzy w pierwszych częściach potrafili stworzyć wiarygodną chemię na ekranie, w najnowszej odsłonie wydają się zmęczeni powracaniem do tych samych postaci. Ania przechodzi terapię hormonalną, a Tomek próbuje uratować przyjaciela przed oszustem. To już nie świeże, pełne życia kreacje z pierwszych filmów serii, lecz schematyczne figury poruszające się po znanych torach. Szczególnie widoczne jest to w scenach, gdzie aktorzy próbują udźwignąć dialogi pełne wymuszonych gagów i sytuacji komediowych, które dawno utraciły swój pierwotny urok.

Pozostała obsada, w tym Weronika Książkiewicz, Tomasz Karolak i Piotr Głowacki, mimo profesjonalizmu i doświadczenia, nie jest w stanie podnieść ogólną jakość filmu, a wszystko przez kiepsko napisany scenariusz. Ich postacie funkcjonują jedynie jako dodatki do głównej fabuły, pozbawione głębi psychologicznej i rozwoju charakteru, które charakteryzowały wcześniejsze części serii. Szczególnie rozczarowujące jest potraktowanie postaci Bogdana (Tomasz Karolak), który wcześniej dostarczał znacznie więcej humoru, w tym najzabawniejszych momentów.

Planeta Singli 4: Wyspa / Netflix
resize icon

Planeta Singli 4: Wyspa (2025) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Netflix kontra kinowa tradycja

Decyzja o pominięciu dystrybucji kinowej i premiery bezpośrednio na Netfliksie może być symptomatyczna dla obecnego stanu polskiej kinematografii. Podczas gdy poprzednie części „Planety Singli" gromadziły miliony widzów w salach kinowych czwarta odsłona została skazana na domowe oglądanie, co może świadczyć o braku wiary producenta w możliwość przyciągnięcia widowni do kin. To podejście, choć ekonomicznie uzasadnione, pozbawia film rytuału, jakim było wspólne oglądanie, istotną częścią sukcesu poprzednich części.

Jakość techniczna produkcji, choć na przyzwoitym poziomie, nie dorównuje staranności wykonania pierwszym filmom z serii. Zdjęcia Mikołaja Łebkowskiego, chociaż profesjonalne, nie potrafią ukryć teatralności wielu scen, a montaż Pawła Laskowskiego wydaje się pośpieszny, jakby twórcy chcieli jak najszybciej doprowadzić fabułę do końca. Muzyka Łukasza Targosza, która w poprzednich częściach stanowiła ważny element narracyjny, tutaj ginie w chaosie wymuszonych emocji i sztucznych sytuacji.

Planeta Singli 4: Wyspa (2025) - recenzja i opinia o filmie [Netflix]. Końcowy akord, który lepiej gdyby pozostał niezagrany

„Planeta Singli 4: Wyspa" to film, który udowadnia starą prawdę o tym, że nie każda seria powinna być kontynuowana w nieskończoność. Pomimo tropikalnej scenerii i powrotu ulubionych postaci, najnowsza odsłona przygód Ani i Tomka przypomina raczej zmęczoną próbę odtworzenia dawnego sukcesu niż świeży, pełen energii powrót do znanego uniwersum. Reżyserzy Sam Akina i Michał Chaciński, którzy w trzeciej części pokazali, że potrafią rozwijać postacie i wprowadzać nowe wątki, tym razem zdają się tkwić w pułapce poprzednich osiągnięć.

Film może zadowolić najbardziej oddanych fanów serii, którzy po prostu chcą spędzić jeszcze trochę czasu z ukochanymi postaciami, ale dla szerszej publiczności „Planeta Singli 4: Wyspa" to raczej rozczarowujący koniec podróży, która kiedyś obiecywała dużo więcej. Być może lepiej byłoby pozostawić Anię i Tomka w szczęśliwym zakończeniu trzeciej części, niż zmuszać ich do tej tropikalnej, ale jałowej przygody na greckiej wyspie.

Atuty

  • Powrót lubianej pary, czyli Maciej Stuhr i Agnieszka Więdłocha znów razem na ekranie
  • Egzotyczna sceneria greckiej wyspy dodaje lekkości i wakacyjnego klimatu
  • Obecność drugoplanowych ulubieńców (Karolak, Głowacki) dostarcza parę celnych gagów

Wady

  • Beznadziejny wątek „Oszusta z Tindera” miał uciągnąć akcję… 
  • Zmęczenie formułą - czuć, że seria wyczerpała zapas świeżych pomysłów
  • Humor bywa wymuszony, a warstwa kryminalna służy głównie jako pretekst do nie śmiesznych gagów
  • Nierówne tempo i skrótowy montaż osłabiają emocje w kluczowych scenach
  • Między bohaterami nie iskrzy jak kiedyś, przez co dialogi potrafią brzmieć schematycznie

W czasie, gdy polskie kino ma do zaoferowania coraz więcej ambitnych i oryginalnych produkcji, powrót do wyczerpanej formuły wydaje się być krokiem wstecz.

3,0
Łukasz Musialik Strona autora
Pasjonat gier od samego dzieciństwa, kiedy to swoją pierwszą konsolę dostał od rodziców. Od tamtej pory zafascynowany grami i ich światem, ponieważ jako dorosły uważa, że to nie tylko rozrywka, ale także sztuka, która może nas uczyć, inspirować i poruszać emocje. Nieustannie poszerza swoją wiedzę i doświadczenie w dziedzinie gier i konsol, aby móc dostarczać innym jak najbardziej wartościowe treści.
cropper