SKLEP
Wojciech Gruszczyk 06.11.2017
Call of Duty: WWII - recenzja gry
4652V

Call of Duty: WWII - recenzja gry

Seria Call of Duty po niemal dekadzie strzelania wraca do przeszłości, by zaprowadzić graczy w sam środek II wojny światowej. Sledgehammer Games stanęło przed bardzo trudnym zadaniem, ale twórcy nie zawiedli wysokich oczekiwań fanów. Do ideału nadal brakuje, ale od dawna czekaliśmy na tak przemyślaną produkcję. 

Call of Duty: WWII
  • Platformy:  PS4   XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 03.11.2017
  • Pełna
  • od lat 18 wulgarny język przemoc

Uniwersum Call of Duty jest rozwijane przez trzy zespoły, a każde studio ma trzy lata na stworzenie nowej odsłony. Twórcy mogą wspomagać się dodatkowymi łapami od wewnętrznych ekip Activision, jednak to w Treyarch, Infinity Ward oraz Sledgehammer Games powstają najważniejsze prace. W ubiegłym roku bardzo głośno i namiętnie narzekałem na futurystyczny Call of Duty: Infinite Warfare, jednak samo Activision doskonale zdawało sobie sprawę, że był to o jeden „skok w kosmos” za daleko. Wydawca nie mógł jednak wykonać niezbędnego ruchu w 2014 czy też 2015 roku, ponieważ w tamtych latach deweloperzy zajmowali się już realizacją wcześniej założonych celów. Na szczęście plan wydawniczy ułożył na tyle ciekawie, że po niemal dekadzie czekania wracamy na front II wojny światowej, a jest to bez wątpienia jedna z najlepiej zrealizowanych produkcji tego uniwersum ostatnich lat. Zanim jednak przejdę do podsumowania i ponownie będę mógł oddać się przyjemnemu strzelaniu, opowiem Wam o pewnej historii.

Filmowo, brudno, mocno, czyli opowieść z Call of Duty: WWII

Kampania w Call of Duty: WWII rozpoczyna się od ikonicznego lądowania w Normandii, gdzie od samego początku zostajemy wrzuceni w wir dobrze zrealizowanej, ciekawej i efektownej opowieści. Głównym bohaterem wydarzeń został Ronald „Red” Daniels, który jest członkiem amerykańskiej 1. Dywizji Piechoty i za wszelką cenę stara się odnaleźć w tym wielkim, wojennym chaosie. Nie będzie dla nikogo specjalną niespodzianką, że takie przyjemności wykreowane przez Sledgehammer Games trwają osiem godzin, jednak autorom udała się mała sztuka – przez cały ten czas trudno o choćby najmniejszą sekundę nudy, ponieważ na każdym kroku oprócz realizacji zróżnicowanych celów, mamy jeszcze okazję wskoczyć za stery śmigłowca, kontrolować Shermana, prowadzić z oszałamiającą prędkością samochody jednocześnie strzelając do przeciwników, wielokrotnie kontrolujemy wielkie działa, niszczymy mocarny sprzęt nazistów, ubijamy wielu wrogów z ukrycia, mamy okazję zamienić się w doświadczonego snajpera, czy po prostu w staroszkolny sposób niszczymy kilka czołgów. Przygoda jest oczywiście od podstaw zbudowana na wielkich skryptach, ale trudno choćby przez chwilę narzekać na skalę wydarzeń, ponieważ udało się zachować zdrowy rozsądek i pokazać okrutną wojnę. Nie zawsze jest wystarczająco mrocznie, jednak przyjęta stylistyka w dobry sposób obrazuje wojenny świat – często przejeżdżamy przez zniszczone do granic możliwości miasta, które potrafią rozbudzić wyobraźnię. Deweloperzy skupili się na realizmie, który nie jest zniszczony przez przesadną fikcję. 

Pod względem rozgrywki nie możemy tutaj mówić o kolosalnej rewolucji. W głównej mierze eliminujemy odrobinę durnych oponentów, którzy czasami wpadają pod celownik, jednak wartym odnotowania elementem jest fakt, że autorzy całkowicie zrezygnowali z automatycznego odnawiania zdrowia! W tej sytuacji musimy szukać apteczek lub korzystać z pomocy kompanów – współtowarzysze broni dostarczają między innymi amunicję, granaty, czy też właśnie małe zestawy leczenia. Od czasu do czasu w przygodzie pojawiają się również sekwencje QTE, podczas których musimy nacelować analogiem w „kółeczko” lub wciskać z dziką furią odpowiedni przycisk – tych momentów nie jest specjalnie wiele i zostały one dobrze wkomponowane w akcję. Twórcy w kilku misjach potrafią porządnie zaskoczyć akcją i przygotowanymi mechanikami, jednak już bez wchodzenia w niepotrzebne spoilery – Call of Duty: WWII oferuje naprawdę dobrze zrealizowaną, świetnie napisaną kampanię, której to poznanie jest sporą przyjemnością. Nadal nie jest to poziom z serii „dla samej historii możesz kupić tę grę”, jednak jest to najlepsza opowieść w tym uniwersum na przestrzeni wielu ostatnich lat.

Trudno, z wielkim zaskoczeniem, niepotrzebnym chaosem, czyli multiplayer z Call of Duty: WWII

Gra jednak na szczęście nie kończy się po tych ośmiu godzinach, a dla wielu nadal to oczywiście tylko i wyłącznie wstęp. Tryb sieciowy został tym razem mocno odświeżony, bo już na samym początku jesteśmy witani kwaterą główną – pod tą tajemniczą nazwą kryje się sporej wielkości HUB, w którym gracze mogą się spotykać, przygotować do rozgrywki, czy też wziąć kolejne misje. Deweloperzy oczywiście nie odkrywają na nowo koła, bo bardzo podobną propozycję zobaczyliśmy już między innymi w Destiny, ale bez wątpienia „baza wypadowa” została dobrze zrealizowana.

To właśnie w tym miejscu możemy również wybrać jeden z dostępnych trybów – twórcy serwują standardowy klasyk w postaci Deathmatch Drużynowy, Dominacja, Znajdź i Zniszcz, Zabójstwo Potwierdzone, Deathmatch, Umocnij Punkt, Zdobądź Flagę, Futbol Rusztowy (wariacja Uplinku), ale bez wątpienia największą innowacją w całej grze jest „Wojna”. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się zupełnie świeży wariant rozgrywki, który został stworzony przy współpracy z Raven Software. Autorzy serwują graczom fabularyzowane zmagania, podczas których dwie drużyny muszą realizować powierzone cele – standardowo, gdy jeden zespół musi przykładowo zbudować most, to przeciwnicy nie mogą im na to pozwolić. Gdzie tkwi atut? W intensywności, bo autorom udało się dobrze zbalansować zmagania, a w trakcie rozgrywki wykonywanie kolejnych zadań sprawia sporą radochę. Za każdym razem realizujemy z góry założony scenariusz – między innymi eskortujemy czołg, przejmujemy budynek, podkładamy ładunek, zbieramy paliwo – a obie drużyny mają okazję wskoczyć w buty broniących oraz atakujących. To bardzo satysfakcjonująca zabawa, bo dzięki dobrze dobranym celom wielokrotnie miałem już okazję wziąć udział w misjach, w których cel został zrealizowany przez jeden z zespołów w dosłownie ostatniej sekundzie… Taka walka jest przeładowana emocjami, a to oczywiście bardzo pozytywnie wpływa na odczucia. Każda operacja – pod tą nazwą kryją się mapy w trybie wojna – jest podzielona na kilka fragmentów, które są ciekawie zróżnicowane i sprawiają, że znacznie częściej niż w poprzednich odsłonach Call of Duty, sięgałem po różne klasy. Czasami bardziej przyda się snajper, innym razem szybka maszynówka, a na końcu żołnierz z ciężkim sprzętem, więc chętnie wskakuje w buty innych wojaków starając się realizować strategię zespołu. A to właśnie taktyka jest kluczowym elementem nowego wariantu, ponieważ w trakcie wojny zdecydowanie częściej niż w typowej dominacji trzeba wykorzystywać atuty żołnierzy, planować działania i wspólnymi siłami je realizować.

Śmiało mogę przypuszczać, że nawet deweloperzy zrozumieli siłę tego trybu, więc w podstawowej wersji gry otrzymaliśmy wyłącznie trzy operacje. Ta liczba zostanie rozbudowana przez dodatki, co pewnie skłoni wielu graczy do sięgnięcia po Przepustkę Sezonową. Pierwsze DLC zostało zaplanowane na początek przyszłego roku, lecz nim gra zostanie rozszerzona, warto wspomnieć o samym strzelaniu, bo nawet w tym miejscu Sledgehammer Games postanowiło zaskoczyć – wymiana ognia jest teraz trudniejsza, nasz wojak szybciej gryzie glebę, a co za tym idzie, teraz znacznie trudniej wskoczyć do pomieszczenia i wymordować jedną serią trzech przeciwników. Względem poprzednika produkcja zwolniła, jednak twórcy oczywiście nie zapominają o korzeniach serii, więc akcja jest dynamiczna. Gameplay sprawia sporo frajdy, bo choć na początku trudno wykręcić obłędne ratio, to jednak każda godzina spędzona na serwerach wywołuje nie tylko uśmiech na twarzy, ale przede wszystkim ogromną satysfakcję.

Tak jak w kampanii nie brakuje mocnej atmosfery i można poczuć wykreowaną otoczkę, tak to wszystko ginie już w „standardowych trybach”. Twórcom nie udało się przenieść choćby krzty oczekiwanego klimatu, bo typowa Dominacja do bólu przypomina zmagania z poprzednich odsłon. Gra otrzymała sporo skromnych miejscówek, przez które rywalizacja na wielu frontach jest przesiąknięta większym lub mniejszym chaosem. To przeszkadza szczególnie w momencie, gdy ta skromna Wojna potrafi zaoferować zdecydowanie lepiej przemyślane i ciekawsze zmagania. Wyraźnie zabrakło tutaj odrobinę rozwagi, chociaż domyślam się, że jest to ukłon w stronę najwierniejszych fanów, którzy właśnie liczą na takie strzelanie w trybie sieciowym.

Deweloperzy pokusili się o kompletne kreowanie bohatera (wybieramy nie tylko płeć ale również różne elementy wyglądu), a w dodatku dorzucili do gry pięć historycznych dywizji z czasów II wojny światowej. Niezależnie czy wybierzemy Dywizję Powietrznodesantową, Dywizję Piechoty, Dywizję Górską, Dywizję Pancerną, czy też Korpus Ekspedycyjny, możemy korzystać z tych samych broni, jednak poszczególne klasy charakteryzują się treningami (specjalne dodatki wpływające na mobilność żołnierza, przykładowo szybsze przeładowanie, noszenie dwóch broni, brak resetowania serii po śmierci) oraz umiejętnościami (przypisane zdolności typu szybszy bieg, mocniejsze obrażenia od wybuchów, ciche poruszanie się). Oczywiście nie możemy w tym miejscu mówić o skakaniu po ścianach, czy też korzystaniu z super-mocy, egzoszkieletów i innych niepotrzebnych bzdetów, bo autorzy nie zapominają o podwalinach produkcji. Teraz żołnierz może korzystać z broni głównej z dodatkami, broni dodatkowej, różnych granatów, a nowe elementy wyposażenia odblokowujemy dzięki zdobytym poziomom doświadczenia, jednak nowość musimy jeszcze wykupić – przykładowo generał dywizji (52 lvl) może nosić karabin BAR, ale na jego odblokowanie musimy przeznaczyć specjalną walutę, którą zgarniamy za zdobyte poziomy. Broni nie jest specjalnie dużo: 7 karabinów, 6 pistoletów maszynowych, 3 pistolety, 4 lekkie karabiny maszynowe, 4 karabiny snajperskie oraz 4 strzelby, ale w wielu przypadkach możemy znaleźć specjalne warianty pukawek, nie zapominając jednocześnie o dodatkach mocno wpływających na rozgrywkę. Studio nie pominęło scorestreaków - za seryjne mordowanie oponentów możemy przykładowo wyposażyć się w miotacz ognia, zadbać o bombardowanie zapalające, odpalić działa przeciwlotnicze, skorzystać ze zwiadu lub koktajlu Mołotowa. W konsekwencji trudno tutaj mówić o nudzie, bo nie brakuje jeszcze sporo najróżniejszych kamuflaży, czy też innych elementów do odblokowania, a wszystkie smaczki trafiły teraz do lootboxów. Zanim wyciągniecie widły i wyruszycie do ataku – w Call of Duty: WWII wszystko odblokujecie bez wydawania dodatkowej gotówki, ponieważ w tytule znalazł się przemyślany system kontraktów oraz wyzwań. W obu przypadkach możemy przed rozpoczęciem strzelania podjąć się zadań (przykładowo ustrzel 20 headshotów w 20 minut), a za realizację celów otrzymujemy skrzynki oraz premie do doświadczenia. System zachęca do zabawy, ale bez najmniejszego problemu możecie o nim zapomnieć – w takiej sytuacji po prostu nie zdobędziecie „Epickiego MP-40”, specjalnych strojów, wizytówek, cieszynek, czy też innych emblematów.

W tytule znalazło się 9 map, które przedstawiają realia II wojny światowej, ale tak jak już wspomniałem, trudno tutaj liczyć na bardzo różnorodne strzelanie. Większość map to małe miejscówki nastawione na bliską akcję. Wspominając o lokacjach, trudno nie napisać kilka słów o oprawie, która w całej grze jest dość… Nierówna. Miałem okazję na początku grać na PlayStation 4 Pro i trudno narzekać w kampanii na twarze bohaterów, prezentację broni, czy też niektóre lokacje, ale jednocześnie wielokrotnie wpadałem do zdecydowanie gorzej zrealizowanych miejsc. Podobne wrażenia oddaje tryb sieciowy, jednak na głębszą analizę oprawy pokuszę się w osobnym wpisie – miałem już okazję zagrać również na Xboksie One X, więc w stosownym czasie podzielę się konkretami. Z drugiej strony ciężko choćby w najmniejszym stopniu narzekać na udźwiękowienie – muzycy nie zapomnieli o genialnych utworach, które brzmią w słuchawkach w kluczowych momentach, a podczas rozgrywki stale słyszymy dopracowane odgłosy broni, czy też mocne wybuchy. Polski wydawca zadbał o rodzimy dubbing, w którym usłyszycie między innymi Józefa Pawłowskiego oraz Marcela Sabata – młodzi aktorzy nie wyznaczają nowych standardów, czasami nie potrafią odpowiednio zaakcentować kwestii, ale muszę jednak zaznaczyć, że podczas rozgrywki nie szukałem w panice zmiany dubbingu na angielski.

W trakcie kilkudniowych testów napotkałem na sporo problemów z serwerami. Autorzy nie potrafili okiełznać liczby chętnych i choć jeszcze przed debiutem nie było tak źle, to jednak z czasem „pacjent” miał coraz to większe problemy z lagami, dołączeniem do rozgrywki, czy też wyrzucaniem z serwerów. Autorzy zapowiedzieli oczywiście stosowną łatkę, jednak pewnie dopiero za kilka dni będziemy mogli stwierdzić, czy wszystkie dolegliwości zostały wyleczone.

Mroczno, konkretnie, czyli zombie z Call of Duty: WWII

Ostatnim elementem układanki zatytułowanej Call of Duty: WWII jest oczywiście tryb z biegającymi truposzami. Twórcy zapowiadali „najstraszniejszą historię w serii” i choć przeciwnicy wyglądają naprawdę konkretnie, to nie liczcie na horror. To typowe strzelanie do kolejnych hord oponentów, wykonywanie skromnych poleceń, lecz nawet w tym miejscu nie można odmówić deweloperom wykorzystania w pozytywny sposób okoliczności – zombi naziści, eksperymenty, tajemnicza intryga? Biorę to w całej okazałości. Na dobry początek wpadamy do bawarskiej wioski, gdzie mamy odzyskać bezcenne dzieła sztuki, ale oczywiście największym problemem nie jest znalezienie fantów, a pokonanie „potężnego zła”. W trakcie rozgrywki możemy wcielić się w czterech międzynarodowych ekspertów od najróżniejszych zabytków i mam tylko nadzieję, że w ostatecznym rozrachunku autorzy nie zniszczą klimatu, który został smakowicie zarysowany.

Konkretny powrót na stare-znane śmieci 

Call of Duty: WWII nie rewolucjonizuje serii, ale jest jej jednym z najlepszych przedstawicieli. Brudna kampania, świetny tryb Wojny, ciekawe starcia z biegającymi truposzami – każdy z wymienionych elementów został w odpowiedni sposób przystosowany do realiów II wojny światowej i prezentuje mocną jakość. Można nadal popracować nad zawartością (dłuższa kampania, więcej trybów/map, dłuższy rozdział w trybie zombie, większe mapy w trybie sieciowym), ale zaprezentowana przez Sledgehammer Games produkcja wyróżnia się z tłumu poprzedników. Nadal nie możemy mówić o „nowym poziomie”, ale bez wątpienia Call of Duty: WWII oferuje przyjemną rozgrywkę, która może zadowolić najwierniejszych fanów strzelania.

Tagi: activision call of duty: wwii recenzja sledgehammer games

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + Dobrze zrealizowana i ciekawa kampania
  • + Różnorodne zadania w historii
  • + Tryb Wojna oferuje świetną rozgrywkę
  • + Wciągający system żołnierza - zadania napędzają
  • + Trudniejsze i przyjemniejsze strzelanie
  • + Tryb zombie z potencjałem
  • + Wyśmienite udźwiękowienie - te wybuchy!
  • - Nie pogardziłbym dłuższą historią
  • - Zdecydowanie za mało scenariuszy w trybie Wojny
  • - Niepotrzebny chaos w "standardowych" trybach
  • - Początkowe problemy z serwerami
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Po Call of Duty: Infinite Warfare nie liczyłem na wiele, a nawet miałem wrażenie, że seria ma już swoje najlepsze lata dawno za sobą. Na szczęście Sledgehammer Games pokazało, że to wielkie uniwersum Activision ma jeszcze wiele do zaoferowania.
Oceń recenzję
+ +22 -

Miesięcznik PSX Extreme