Kolejne odsłony Assassin’s Creed zachwycają graczy wspaniałymi trailerami przedpremierowymi zapowiadającymi arcyciekawe wydarzenia i podnoszącymi ciśnienie. Dlatego dziwi mnie, że praktycznie każda kolejna część nie tylko nie oferuje tych przepięknych wstawek FMV w samej grze, ale też nie potrafi nas zachwycić narracją od samego początku. Z Origins jest podobnie. Pierwsze godziny to lekki chaos, urwane sceny i trochę... nuda. Paliwem dla kolejnych wydarzeń jest bowiem kolejny raz zemsta. Bajek, bo tak zwie się nasz bohater, wyrusza na krucjatę, której celem jest wymordowanie członków tajemniczego zakonu, który winnien jest śmierci jego syna. A że owa tajemnicza grupa przy okazji terroryzuje cały Egipt paląc wioski, mordując ludzi i wprowadzając swoich ludzi na szczyty władzy, będzie okazja zrobić coś dobrego dla społeczeństwa. W końcu Bajek jest ostatnim medżajem – świętym wojownikiem, dla którego honor to sprawa nadrzędna. Jednak zanim historia na dobre się rozkręci sporo wody w Nilu upłynie.

Zwiedzamy więc starożytny Egipt eliminując kolejnych oprychów i poznając postacie, tak fikcyjne jak i historyczne. To znana i sprawdzona formuła, która byłaby ciekawsza, gdyby główny bohater nie był tak szablonowy. Zazwyczaj wali na lewo i prawo patosem, a jak tego nie robi i próbuje być zabawny, zaczynają wypadać zęby. Może komuś taki wiecznie nabuzowany bohater przypadnie do gustu, ja niespecjalnie się z nim zżyłem i gdyby deweloperzy zdecydowali się go ukatrupić i kazali dokończyć grę koniem, niespecjalnie by mnie to zmartwiło. Całe szczęście pozostałe postacie nadają kolorytu całej historii. Partnerująca Bayekowi Aya z miejsca stała się jedną z moich ulubionych bohaterek w grach wideo. Dałbym się jej zdominować oj dał. Ta charakterna i niezwykle urodziwa kobieta powinna wręcz grać tutaj pierwsze skrzypce. Bardzo fajnie przedstawiono też sylwetki wyzwolonej i wiecznie napalonej Kleopatry czy despotycznego Juliusza Cezara. A wspomniałem już o antagonistach? To wiele Wam o nich nie powiem, bo to jeden z najmocniejszych elementów gry. Każda kolejna konfrontacja wygląda inaczej i solidnie napędza dość sztandarową dla serii, ale rozkręcającą się mocno w drugiej połowie gry fabułę. Scenariusz skupia się przede wszystkim na zakulisowej walce o tron Egiptu, historii Bayeka i jego bliskich oraz tajemniczego zakonu. Choć podobnie jak w poprzednich odsłonach będziemy także bardzo sporadycznie wracać do współczesnych czasów poznając dalsze losy Abstergo, to główna linia fabularna serii została zepchnięta na dalszy plan. Jeśli jej nie znacie bez problemu możecie zacząć przygodę z Asasynami od tej części. Zwłaszcza, że w grze znajdziecie pliki ze streszczeniami najważniejszych wydarzeń i małą encyklopedię o uniwersum. Dla fanów serii z pewnością wartością dodaną będzie możliwość poznania początków bractwa, jednak i ten wątek przez baaardzo długi czas tylko majaczy gdzieś w tle.

Last minute: słoneczny Egipt

Ponarzekałem trochę na bohatera, ale to wszystko blednie przy rozmachu, z jakim zaprojektowano świat. Zwiedzenie całego Egiptu podzielonego na ogromne obszary (można je przemierzać z marszu, bez loadingów) i wyczyszczenie go ze wszystkich aktywności zajmie Wam lekką ręką kilkadziesiąt godzin. Twórcy gry przerośli samych siebie tworząc świat, który tak na oko jest ze 3 razy większy od tego w trzecim Wiedźminie. Czego tu niema - przepiękne starożytne miasta pełne świątyń, ornamentów, charakterystycznych posągów i malowideł, ogromne tereny pustynne skrywające niejeden sekret i potrafiące zaskoczyć burzami piaskowymi, zaginione grobowce, mniejsze i większe wioski, budzące respekt piramidy, nekropolie, bagna, malownicze akweny wodne przepełnione drewnianymi łodziami, bagniste wydmy będące siedliskami krokodyli i hipopotamów czy w końcu monumentalne kaniony z obowiązkowymi jaskiniami i dzikimi hienami szukającymi świeżego mięsa. Wjeżdżając do Aleksandrii, największego miasta w grze, miałem takie same ciary na plecach jak wówczas, gdy po raz pierwszy postawiłem nogę w Novigradzie w trzecim Wiedźminie. Możliwość zwiedzenia znajdującej się tu Wielkiej Biblioteki czy hipodromu, na którym odbywają się wyścigi rydwanów, to coś pięknego.