Chyba właśnie tym wspomnieniem żywi się żuk na drodze ku zaświatom - pędzi przed siebie po serpentynach, dudniąc jakby wpadł z systemem bose do studni, na dnie której czeka go słodka zemsta na bezlitosnym ciemiężcy.

Tak opisałbym wprowadzenie do Thumper’a, wprowadzenie, którego nie dane jest nam zaznać. Gra błyskawicznie przenosi nas do owej studni wypełnionej po brzegi  psychodeliczną ścieżką dźwiękową i nie mniej niepokojącą wizualizacją przywodzącą na myśl splecione synapsy przekazujące impulsy za pomocą basu i jęczących tąpnięć.

Czegoś takiego jeszcze nie grali, mimo że gameplay sprowadza się do lekko zmodyfikowanych mechanik z innych gier muzycznych – amplitude, audiosurf, guitar hero, jest w tym tytule wiele świeżości i uroku. Sam fakt, że twórcy nie zdecydowali się umieścić w grze standardowych utworów, a eksperymentalną ścieżkę dźwiękową, która rozwala system i służy jako drogowskaz dla gracza, jest czymś niezwykłym. Jeśli dorzucimy do tego zawrotną szybkość i wizualizację, która fantastycznie oddaje klimat muzyki – dostajemy koncentrat soku z żuka o wysokiej zawartości substancji psychodelicznej.

Poziomów jest dużo bo aż 9 podzielone są na sekcje, które można wyżyłować do maksimum uzyskując notę s/s+ . Każda sekcja trwa kilka minut zakładając przejazd bez skuch. Skucha następuje po dwukrotnym zderzeniu/kolizji ,a sekcja kończy się możliwością odbudowania pancerza, jeśli trafimy w jeden z punktów na trasie.

Oprócz standardowego wbijania punktów przez „tąpnięcie” na wskaźnik umieszczony na trasie z odpowiednim timingiem mamy też ostre zakręty z tarciem o bandę i obręcze do zbicia zarówno na trasie jak i nad nią (delikatnie unosimy się nad trasą żukiem). Każda z przeszkadzajek przy interakcji wydaje różne dźwięki, które jednak nie zawsze muszą wpisywać się w tło muzyczne, a wręcz czasem je przełamują.

Po przejściu 5-6 etapów poziom trudności rozkręca się i wprowadza bardziej złożone sekwencje ruchów, które pozwalają wbić wyższy highscore. Na końcu etapu czeka nas boss a czasem również w trakcie, między sekcjami - sub boss. Różnicą między standardową rozgrywką a bossem jest to, że musimy całą sekcję przejść bezbłędnie, żeby zmieść go z powierzchni trasy. Na początku etapu i na jego końcu mamy wolniejsze tempo i klimatyczne wejście ścieżki dźwiękowej.

Naprawdę jest się czym zachwycać, choć różnorodność poziomów mogłaby być większa. Tak czy siak Thumper graficznie i przede wszystkim jako artystyczna całość prezentuje się bardzo spójnie i efektownie.

Na VR nie grałem, ale tak czy siak tempo rozgrywki i jej płynność jak już zdobędzie się trochę skilla zrywają beret. Jeżeli wydaje ci się, że masz do czynienia jedynie z odpicowanym endless runnerem i wykluczasz tę grę na starcie – dużo tracisz. Jestem w stanie polecić tę grę wszystkim tym, którzy cenią sobie oryginalne podejście do tematu gier muzycznych i są wrażliwi na bodźce wywołujące wrażenie synestezji.