NAS IS LIKE

Oto, co pisałem w recenzjach poprzednich iteracji serii NBA 2K:

NBA 2K15: "Niekoniecznie trzeba lubić i znać koszykówkę, by dostrzec i docenić jakościowy kunszt NBA 2K15 - w każdym aspekcie tej gry. (...) NBA 2K15 to majstersztyk, wzór do naśladowania i jezusek, który powinien wisieć nad drzwiami wyjściowymi z każdego studia deweloperskiego. Przed wyjściem, po pracy, należy na niego popatrzeć, zrobić rachunek sumienia i zastanowić się, czy aby na pewno podążamy ścieżką jednego z nielicznych mających szacunek do gracza studiów. Gdyby wszyscy tworzyli gry na modłę modelu 2K - nasz growy świat byłby znacznie piękniejszy."

NBA 2K16: "Nie wiem. Nie wiem jak oni to zrobili, ale zrobili. Nie chcę wiedzieć jak, bo to już graniczy z czarną magią, ale ekipa z Visual Concepts stworzyła jeszcze lepszy produkt (w każdym aspekcie!) niż ubiegłoroczne NBA 2K15. (...) Niemożliwe stało się możliwe. NBA 2K16 jest jeszcze lepsze od wybitnej poprzedniczki. Jeżeli nieobce są Ci gry sportowe i trzymałeś kiedyś w rękach piłkę do kosza - grzech nie spróbować 2K16."

NBA 2K17: "Genialne NBA stało się jeszcze bardziej... genialne! (...) Gra jest też czysta w swojej formie. Nie atakowała setkami podrasowanych trailerów, szumnymi zapowiedziami i obietnicami z kapelusza. Developerzy znają wartość swoją i swojej produkcji i pozwalają jej samej obronić się jakością, nie hypem. Gdyby każdy dev tak podchodził do tematu swoich produkcji, uniknęlibyśmy w branży wielu rozczarowań. Wrócilibyśmy do oldschoolowych czasów, w których pierwszy kontakt z grą był niczym odpakowywanie prezentów po wigilijnej wieczerzy. Szanuję to jak cholera. (...) Rozbudowane tryby, płynna i intuicyjna rozgrywka, ogarnięte sterowanie - aż strach pomyśleć nad czym się teraz skupią i przy czym będę zbierał szczękę z podłogi w przyszłym roku. Ale póki co król gier sportowych jest jeden i ani myśli nawet ściągnąć nogi z tronu."

Sądziłem, że szczękę będę musiał zbierać z podłogi z powodu zachwytu. Stało się, jak pewnie zdążyliście się domyślić, inaczej.

SHOOK ONES, PT. II

Od lat moim ulubionym trybem jest MyCareer. Wiecie - tworzenie zawodnika, rozwijanie kariery, uczestniczenie w życiu klubu, osobiste rozterki. Tryb ten zawsze wiązał się z grindowaniem statystyk, od których zależały umiejętności bohatera. Tych jest jak wiadomo sporo, punkty VC potrzebne do ich podnoszenia sączyły się z wolna, ale jednostajnie. Nigdy nie doskwierało znane z mmowych tworów typowe farmienie. Ot, robiło się swoje, a cierpliwość była wynagradzana. Aż do czasu. Do czasu, w którym pojawiło się NBA 2K18. To, co tutaj się wyprawia w trybie kariery, przechodzi ludzkie pojęcie... Jeżeli chcecie przeczytać dokładnie o co chodzi, zapraszam tutaj: