SKLEP
Wojciech Gruszczyk 06.06.2017
Tekken 7 - recenzja gry
5784V

Tekken 7 - recenzja gry

Lata, miesiące, dni, godziny czekania. W końcu nadszedł ten dzień, gdy kolejny raz w mojej konsoli zakręciła się płytka z serią-legendą. Tekken powraac, oferując niezapomniane wrażenia na jednej kanapie, ale jednocześnie pozostawia pewien niesmak. Król powraca… Choć jego korona powinna być większa i wypełniona nieskazitelnymi diamentami.

Tekken 7
  • Platformy:  PS4   XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 02.06.2017
  • Nie
  • od lat 16 przemoc

Turniej o tytuł „Króla Żelaznej Pięści” ma w moim serduchu specjalne miejsce. Nigdy nie zapomnę wszystkich sesji ze znajomymi, gdy na trzyosobowej kanapie znajdowało się siedmiu dzieciaków, przed telewizorem leżała kolejna dwójka, a ostatnia trójka siedziała na zdecydowanie za małym parapecie. W pokoju było duszno, brakowało miejsca na postawienie choćby kubka z herbatą, ale nikomu to nie przeszkadzało. Każdy czekał na swoją kolej, z ekscytacją planował w głowie taktyki, a w ostateczności i tak w większości przypadków kończyło się na bezmyślnym klikaniu wszystkich możliwych klawiszy, darciu mordy i okrzykach radości po zakończonych pojedynkach. Tak wyglądała dla wielu era PlayStation, z której choć już dawno wyrośliśmy, to jednak już pierwszy kontakt z najnowszą odsłoną pobudził wiele pięknych wspomnień. Tekken powrócił i ponownie nie daje paluchom odpocząć.

Stary, dobry i efektowny

Z Tekkenem jest jak jazdą na rowerze. Od premiery ostatniej odsłony sporo się zmieniło, założyłeś rodzinę, spłodziłeś córkę, wyprowadziłeś się do innego miasta, a i tak chwytasz pada w łapę, bierzesz ulubionego fajtera i podstawy masz ogarnięte. Identycznie jest w przypadku Tekken 7, który choć oferuje spore odświeżenie znanego systemu walki, to mimo to każda postać ma w mniejszym lub większym stopniu znane ciosy. To nadal tytuł dla każdego, bo mamuśka stroniąca od hardcorowego grania, chwyci w łapy pada i bez najmniejszego problemu wykona kilka mocnych ciosów Niną, ale gdy do kontrolerów doczłapią się bardziej doświadczeni zawodnicy, to pojedynek przypomina szachy, gdzie zamiast figur mamy dwóch zabawnie chodzących po arenie wojowników. To wciąż bijatyka, w której liczą się najmniejsze centymetry, idealne wyczucie czasu, wyśmienita znajomość postaci, choć i tak w ostatecznym rozrachunku ten „ostateczny atak” zostanie wykonany za wcześnie, przeciwnik przejmie kontrolę i rozpocznie śmiercionośnego combosa z perfekcyjnie wykonanym jugglem… A wtedy połowa paska zdrowia znika niczym marzenia o tytule poznaniaków.

Jednak to nie tak, że Japończycy przez ostatnie lata wyłącznie oglądali zboczone porno i czytali pogróżki fanów wyczekujących na nową odsłonę. Tekken 7 przynosi spore zmiany w tych najbardziej kluczowych momentach. Znany fanom „Rage”, czyli status pojawiający się, gdy zdrowie bohatera spada do krytycznego poziomu, ma teraz jeszcze większe znaczenie, bo nie służy już tylko do wzmocnienia ataków, ale również pozwala wyprowadzać dwa specjalne ciosy. „Rage Art" to specjalna umiejętność, która sprowadza się do wklepania na kontrolerze dwóch-trzech przycisków, by następnie wyrządzić przeciwnikowi sporą krzywdę. To idealny cios do „powrotu”, a nawet często zdarza się, że pozwala po prostu powalić wroga. „Art" można zablokować, ale tylko przed odpaleniem animacji – w prostych słowach: po trafieniu musimy liczyć się z jego konsekwencjami. Drugą nowością jest „Rage Drive”, dla którego również niezbędny jest status „Rage”, ale z tej zdolności skorzystają już bardziej doświadczeni zawodnicy – wyprowadzenie „Drive” wymaga wklepania większej liczby przycisków, ale atak otwiera możliwość połączenia go z innymi combosami. W rezultacie to olbrzymia furtka dla wprawionych w bojach, którzy mają teraz szansę na powrót nawet po gorszym początku. Trzecią, wartą wymienienia nowością jest Power Crush, który pozwala „przebijać się” przez ataki oponentów, czyli jeszcze bardziej kontrolować sytuację na ekranie, jednak jego rola jest zdecydowanie mniejsza względem wspomnianych „Rage’ów”.

Już wiele miesięcy przed premierą obawiałem się, czy wprowadzenie specjalnych ataków z serii „Rage” nie zniszczy tworzonego od lat systemu, ale każdy kolejny mecz w Tekken 7 utwierdził mnie w przekonaniu, że Japończycy nie zapomnieli o zdrowym rozsądku. Jasne, że często i gęsto ten „Art" potrafi popsuć nasze plany i zamiast kończyć rywala, musimy wyciągać z kapelusza defensywną taktykę, ale działa to również w drugą stronę i wtedy… Jest po prostu błogo. Nic nie daje takiej satysfakcji jak moment, gdy jesteśmy masakrowani i zamiast patrzeć na ostatecznego kopa w ryj, przejmujemy kontrolę, po udanym „Arcie” dorzucany efektywnego combosa połączonego ze ścianą i jugglem. ALE-TO-JEST-SMAKOWITE!

System został znacząco odświeżony, ale są to zmiany na plus. Twórcy Tekken 7 na szczęście zrezygnowali z kontrowersyjnego „Bound” zastępując je bardzie wyważonym „Screw”, nie zapomnieli o „Stage Effectach”, przygotowali efektowne zwolnienia kamery na koniec walki lub gdy dwóch zawodników zaatakuje w tym samym momencie, a areny posiadają teraz dodatkowe warianty odpalane w zależności od wyniku spotkania. Nowości, choć wymagają poświęcenia kilku godzin na naukę i dostosowanie taktyk, nie frustrują. To po prostu kolejna odsłona Tekkena, która charakteryzuje się płynną i przyjemną walką. Nie można się opanować, chce się grać.

W tytule znalazło się 37 zawodników i choć lista jest przepełniona znanymi charakterami pokroju Jina, Kinga, Xiaoyu, Lawa, Paula, Yoshimitsu, czy też Bryana, Boba, Fenga, Miguela, Dragunova, to nie niektórzy mogą cierpieć z braku kilku znanych i lubianych postaci. Zestaw został tym razem poszerzony między innymi o Akumę ze Street Fightera, który choć na papierze totalnie nie pasuje do realiów Tekkena, to został w świetny sposób wprowadzony do gry. Było to możliwe dzięki wrzuceniu zawodnika do trybu fabularnego, gdzie odgrywa ciekawą rolę. Z nowych charakterów warto na pewno wymienić jeszcze żonę Heńka, Kazumi, Master Raven, czyli Raven-kobietę, słodką i kontrowersyjną Lucky Chloe, olbrzymiego Gigasa, kolejnego Jacka, Brazylijkę Katarinę, nadętego Claudio, fankę mocnych kopów Josie, czy też wojaka z Arabii Saudyjskiego Shaheena.

Historia rodziny z problemami

Deweloperzy w ostatnich miesiącach powiedzieli sporo wielkich słów dotyczących trybu fabularnego w Tekken 7. Opowieść miała zamknąć wiele niedopowiedzianych wątków z poprzednich odsłon, a jednocześnie przedstawić kilka nowych tematów, a w rezultacie to obładowana informacjami i zarazem przegadana przygoda trwająca niespełna trzy godziny. Ta seria nie jest wyznacznikiem sensownych, dopracowanych i ciekawych historii, ale tym razem Katsuhiro Harada nie zawiódł pod jednym względem – w końcu otrzymaliśmy kilka ważnych faktów z życia Heihachiego. Staruszek w trakcie swojego życia musiał podjąć kilka trudnych decyzji, a autorom udało się to naprawdę ładnie skomponować. Podobać może się na pewno samo wykonanie wydarzeń, które poznajemy w formie komiksowej wraz z efektownymi filmikami, które dynamicznie przechodzą w walkę. Nie zabrakło tutaj kilku Quick Time Eventów, a pod koniec Japończycy zaszaleli z poziomem trudności. Brakuje tutaj w kilku miejscach sensu, ale w ostatecznym rozrachunku masa konkretów dotyczących sagi rodziny Mishima wylewa się z ekranu. Bez wątpienia nie jest to tryb, dla którego warto kupić Tekken 7, a raczej mały, bardzo skromny dodatek, który pokazuje, że twórcy z Kraju Kwitnącej Wiśni dopiero raczkują w takiej formie zmagań. Zdecydowanie sprawniej radzi sobie w tym miejscu konkurencja ze Stanów Zjednoczonych, która niezależnie czy przedstawia perypetie „Skorpionów”, czy też „Nietoperzy”, to jednak robi to o niebo lepiej .

I właśnie pod względem wariantów zabawy dla pojedynczego gracza Tekken 7 jest pewnym rozczarowaniem. Obok wspomnianej historii, klienci otrzymują dostęp do skróconych do zaledwie pięciu walk zmagań Arcade, typowego tutorialu, dodatkowych fabularnych epizodów zawierających jedną walkę dla każdej postaci, całkiem przyjemnego Treasure Battle polegającego na rozgrywaniu starć „bez końca” z małymi modyfikacjami (typu przyspieszona walka), za które jesteśmy nagradzani kolejnymi fatałaszkami oraz rywalizacji z drugim graczem na jednej kanapie. Bez wątpienia każdy z przedstawionych elementów jest przyjemny, ale gdy nie macie w domu drugiego zapaleńca Tekkena, to poczujecie rozżalenie. Ukończenie Arcade i historii z dodatkowymi odcinkami zajmie kilka godzin, a później można bez większej motywacji zgarniać kolejne ubrania. Marzyliście o Team Battle, Survival lub czymś większym-lepszym-angażującym? Nie tym razem.

Nie ukrywam, że tryby offline miały tylko rozprostować moje paluchy i nauczyć odpowiedniego wykorzystywania nowych technik, ale aktualnie to w zasadzie jedyna forma rozgrywki. Jeszcze przed premierą miałem okazję zakosztować w pojedynkach online, jednak już wtedy na dziesięć prób tylko trzy-cztery dochodziły do skutku. W głównej mierze widziałem napis „The connection to the oponent has been lost”, a na domiar złego, gdy do pozycji dorwała się zgraja fanów, to ten napis jest jedyną „frajdą”, którą tytuł daje w sieciowych pojedynkach.

Twórcy obok typowych rankingowych i nierankingowych spotkań, przygotowali również turnieje, w których pokładałem ogromną nadzieję. To w sumie prosta konstrukcja, którą widzimy już nawet w grach na smartfony – maksymalnie ośmiu graczy wpada do lobby, mogą ze sobą rozmawiać, są rozlosowani do drabinki pojedynczej lub podwójnej eliminacji, a zwycięzca może być tylko jeden. Brzmi cudownie? Teraz to tylko brzmi, bo gdy jeszcze można było dołączyć do rywalizacji, to w tym miejscu nietrudno natrafić na Azjatę, który nie zasypuje nas gradem totalnie wykręconych combosów, a męczy nasze oczy i palce lagami. Brak możliwości włączenia restrykcji dotyczących przynajmniej regionu zawodników sprawia, że zmagania były (gdy jeszcze były…) niegrywalne, a warto na pewno dodać, że nawet pokój składający się z samych Europejczyków to bolesna loteria... I choć na co dzień zagrywam się w tytuły nastawione na sieciowe wrażenia, to takich lagów nie widziałem od czasów Quake III Arena i gry na modemie w latach 90. Mimo to gdy miałem okazję zagrać kilka „normalnych” turniejów, to emocji panujących w mieszkaniu nie dało się powstrzymać. Okrzyki, wyzwiska, radość i rzucanie padeł już było… W jednym z finałów spotkałem Niemca, który chciał mnie zaczarować Bobem – dwie pierwsze rundy to moje szybkie wygrane, ale później… To on się wziął do pracy. Porażka 2:3 boli solidnie. Ale chce się więcej i więcej.

Produkcja dla fanów od fanów

Te niedoróbki i braki bolą dodatkowo, gdy uświadomimy sobie, że Tekken 7 jest obładowany dobrem najwyższych lotów dla największych fanów uniwersum. Autorzy postanowili wrzucić do pozycji przepełnioną filmikami oraz grafikami koncepcyjnymi galerię, którą docenią wszyscy. To tutaj zobaczycie materiały wideo ze wszystkich wcześniej wydanych odsłon Tekkena, będziecie wspominać prezentację ulubionych bohaterów, a nawet zobaczycie proces powstawania niektórych. Jeśli wychowywaliście się na tej serii, to spędzicie w tym miejscu przynajmniej kilka godzin… Ja zazwyczaj omijam wszystkie galerie z innych pozycji, ale tutaj już teraz miałem okazję zagłębić się na dłużej w poszczególnych zakładkach prezentujących przyjemności z dawnych części. Deweloperzy postanowili nawet docenić melomanów i w Jukebox możemy bez przeszkód skomponować swój, idealny soundtrack z muzyki, którą słyszeliśmy kilka lub nawet kilkanaście lat temu. Japończycy zadbali o utwory z poprzednich części, więc jeśli nie odpowiadają Wam dźwięki przygotowane dla „Siódemki”, możecie je po prostu zastąpić.

W Tekken 7 za najmniejsze pierdnięcie jesteśmy nagradzani gotówką, którą przeznaczamy na upiększenie swojej wizytówki, kupienie specjalnego podpisu, czy też odpalenie różowego motywu obok paska zdrowia. Liczba dostępnych opcji jest przeogromna, a blogowe-modelki-fanki-tekkena z błogim podnieceniem będą kupować wszystkie czapki, okulary, koszulki, buty, czy inne spodnie, bo można odnieść wrażenie, że Harada stworzył specjalną ekipę, której zadaniem było przez ostatnie kilka lat tworzyć wyłącznie kolejne stroje. W tych wszystkich fatałaszkach idzie się zatracić, ale jest to oczywiście wyłącznie dodatek.

Studio zadbało również o wsparcie dla gogli PlayStation VR, ale przygotowane atrakcje to raczej… Strata czasu. Nie tyle dla autorów, co głównie dla graczy, bo wątpię, by ktokolwiek chciał dokładnie przyglądać się ubranym bohaterom lub rozgrywać pojedynki w specjalnym „treningu”, gdzie kamera wciąż znajduje się z boku, a my za pomocą głowy możemy nią odrobinę manewrować. Sony pewnie sypnęło groszem dla podpisu „PlayStation VR” na pudełku, ale posiadacze Xboksów One i komputerów osobistych nie mają czego żałować.

Nie jesteśmy szczególnie rozpieszczani pod względem oprawy. Tekken to po prostu Tekken z jeszcze większą liczbą efektownych błysków, jednak na pewno produkcja posiada jeden spójny charakter. Bohaterowie są odziani szczegółowo, a podobnie trudno narzekać na choćby jedną z dwudziestu aren. Lokacje to również „typowy Król” i choć trudno mi z pamięci wymienić choć jedną z miejscówek, to nawet przez chwilę w tym miejscu nie narzekałem na widoki. Twórcy bez wątpienia mogliby podkręcić oprawę, jednak ekipa postawiła na bajeczną płynność, której w „Siódemce” nie brakuje. Gra działa wyśmienicie (60 klatek!) i jedynym zgrzytem są drobne spadki animacji podczas… Ekranu wczytywania walki. To oczywiście nie przeszkadza w ostatecznym rozrachunku, bo najważniejsze jest to co dzieje się po sygnale „Get Ready For The Next Battle!”.

Miesięcznik PSX Extreme
Lista zawodników
Tekken 7 - lista zawodników
Akuma
Alisa
Asuka
Bob
Bryan
Claudio
Devil Jin
Dragunov
Eddy
Eliza (DLC)
Feng
Gigas
Heihachi
Hwoarang
Jack-7
Jin
Josie
Katarina
Kazumi/Devil
Kazuya/Devil
King
Kuma
Lars
Law
Lee
Leo
Lili
Lucky Chloe
Master Raven
Miguel
Nina
Panda
Paul
Shaheen
Steve
Violet
Xiaoyu
Yoshimitsu

NIECH ŻYJE KRÓL!? Tylko wyślijcie do niego lekarza

Tekken 7 to Tekken. Nic więcej, nic mniej. System przeszedł kolejną ewolucję, którą jednak tym razem możemy zaliczyć na spory plus, bo gra nie jest przekombinowana, a przygotowane zmiany pozytywnie wpływają na efektowność, dynamikę i przyjemność ze starć. Pojedynki są teraz jeszcze bardziej nieprzewidywalne i nagradzają tych najbardziej doświadczonych. Tutaj ponownie pierwsze kroki możne zrobić każdy, ale opanowanie zawodników do perfekcji to sztuka dla nielicznych. Japończycy przez wiele lat pracowali nad pozycją, ale niestety nie znaleźli wystarczająco czasu na przynajmniej dwa dodatkowe tryby dla samotnych wilków i zapomnieli o porządnych testach serwerów. Tekken 7 potrzebuje przynajmniej jednej łatki, która pozwoli na czerpanie pełnej przyjemności z tytułu. Gdy macie w domu drugiego fana bijatyk, to spędzicie z nim przy konsoli wiele godzin… I tym samym dotrwacie do wymaganej aktualizacji. Japończycy na szczęście zadbali o podstawy, na których mogą budować. „Siódemka” oferuje mnóstwo fantastycznych pojedynków, a dla wielu będzie to idealna okazja do odnowienia starych znajomości… To jak, wpadniecie na rundkę-nockę w Tekkena?

PS. Recka na podstawie „pełnych wrażeń” – gdy serwery jeszcze śmigały. W tym tygodniu ma pojawić się łatka i wszystko wróci do normy. Wtedy możecie liczyć na mega satysfakcjonujące zmagania w starciach rankingowych... I "plusik" do oceny.

Tagi:

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + Przyjemny i satysfakcjonujący system walki
  • + Galeria pełna przyjemności
  • + Heniek to spoko gość, czyli historia rodzinki
  • + „Stwórz sobie muzykę”
  • + Nowe postacie nie zawodzą...
  • - Brakuje dwóch-trzech trybów
  • - Problemy z serwerami
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Podstawy w najlepszym wydaniu bez odpowiednich szlifów. Tekken 7 potrzebuje usprawnienia serwerów... Japończycy nie mogą nawet myśleć o wakacjach. Chociaż walki z kumplami na jednej kanapie są przepełnione miodem. Wspomnienia wracają.
Oceń recenzję
+ +20 -