LZ1000_1

Panasonic OLED TX-55LZ1000E - test telewizora. Wysoka jakość obrazu i zaskakująca szybkość działania

Maciej Zabłocki | 26.11.2022, 08:00

Do naszej redakcji przyjechał telewizor OLED od Panasonica. To przedstawiciel najnowszej serii dedykowanej na 2022 rok, najtańszy z najlepszych modeli OLED, czyli LZ1000 o przekątnej 55". Sprzęt robi spore wrażenie już od początku, chociaż nie ustrzegł się kilku wpadek. Przejdźmy jednak do testu i sprawdźmy, co ciekawego skrywa producent w swojej najnowszej linii. Konkurencję ma niestety bardzo dużą, dlatego powinien przygotować coś, co zachęci niezdecydowanych do zakupu. Zapraszam na test. 

Chociaż Panasonic był kiedyś absolutną potęgą, jeżeli chodzi o telewizory plazmowe, to gdy tylko boom na nie przeminął, firma nieco zmniejszyła swoje zasięgi. Wielka szkoda, że tamta technologia odeszła w niebyt, bo była doprawdy fascynująca, a jakość obrazu zachwyca nawet do dzisiaj. Jeśli tylko korzystaliście jakiś czas temu z telewizora plazmowego, to dobrze wiecie o czym mówię. Panasonic obejmuje dzisiaj niewielki procent rynku, lecz dalej produkuje telewizory godne uwagi. Takim modelem jest testowany dziś LZ1000, czyli ekran OLED, który może się podobać pod kilkoma względami. Spójrzcie na parametry sprzętowe. 

Panasonic LZ1000_2

Panasonic OLED TX-55LZ1000E - specyfikacja techniczna

  • Oznaczenie modelu: OLED TX-55LZ1000E
  • Przekątna: 55”
  • Rodzaj matrycy: OLED, 120 Hz
  • Rozdzielczość: 3840x2160
  • System operacyjny: my Home Screen7.0
  • Procesor obrazu: Procesor HCX Pro AI
  • Optymalizacja dla gier: VRR/ALLM, wsparcie dla rozdzielczości 4K przy 120 Hz
  • FreeSync Premium: Tak
  • Tryb HGIG: Tak
  • HDR10+: Tak
  • Dolby Vision: Tak, ze wsparciem wariantu IQ
  • Złącza: HDMI 2.1 4x, USB 3x, Ethernet 1x, cyfrowe wyjście audio 1x, wejścia antenowe 2x,
  • eARC: Tak
  • Połączenia sieciowe: Bluetooth 5.0, WiFi 802x11 ax
  • Pobór mocy w HDR: 312W
  • Waga z podstawą: 19,5 kg

Jak widzicie, niczego temu sprzętowi nie brakuje. Znalazło się tutaj miejsce dla 120 Hz matrycy 4K, cztery złącza HDMI 2.1 z obsługą VRR i ALLM, a także trzy złącza USB, co może mieć dla niektórych niebagatelne znaczenie. Oczywiście ekran wspiera najnowsze technologie, takie jak standard Dolby Vision IQ czy HLG lub HGIG w przypadku gamingu. Ponadto matryca charakteryzuje się nieskończonym kontrastem, niskimi opóźnieniami i co najważniejsze, przepiękną, głęboką czernią. System operacyjny jest z kolei autorskim rozwiązaniem Panasonica i do tego elementu przejdziemy w dalszej części testu, bo nie obyło się tutaj niestety bez drobnych wpadek. Ale tak to już jest z nowościami, wymagają dopracowania. 

Wygląd i wykonanie - do tego elementu trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia

Telewizor, jak przystało na matryce z rodziny OLED, wykonano w zgodzie ze współczesnymi standardami. Ekran na górze jest niezwykle cienki, mierząc raptem kilka milimetrów grubości. Podobnie niemal niewidoczne są ramki dookoła matrycy, która na dole wyposażona została jedynie w diodę informującą o aktywności i niewielkie oznaczenie nazwy producenta. Niewiele niżej zaczyna się jednak wystająca obudowa, która skrywa w sobie całą elektronikę telewizora, komplet złączy i dwa znakomite, 15W głośniki, do których przejdziemy w dalszej części tekstu. Zabudowa jest, rzecz jasna, plastikowa, ale wykonana z wysokiej jakości tworzywa sztucznego. Nieco mniej spodobała mi się natomiast owalna podstawa. Co prawda, nawiązuje do charakterystycznych elementów designu starszych Panasoniców, ale tego typu kształty są dzisiaj, w mojej ocenie, mało nowoczesne i zdecydowanie warto ten telewizor powiesić (wspiera standard VESA, więc nie będzie z tym żadnego problemu). 

Urządzenie waży z podstawą ok. 19,5 kg, więc nie jest przesadnie ciężkie i w dwie osoby bardzo łatwo je przenieść. Montaż podstawy wymaga dokręcenia czterech śrub, a matrycę można delikatnie obracać w lewo i w prawo. Telewizor o przekątnej 55" ma 77,1 cm wysokości oraz 122,7 cm szerokości. Podstawa, umieszczona centralnie, mierzy z kolei 38 cm, co gwarantuje, ze sprzęt będzie można postawić także na bardzo wąskich szafkach. W zestawie znajdziecie też jednego, funkcjonalnego pilota. Jego użyteczność jest bardzo wysoka, bo pod ręką znajdziemy dostęp do każdej, najważniejszej funkcji. Chociaż ułożenie klawiszy jest estetyczne, to sam wygląd kontrolera nie przypadł mi szczególnie do gustu. Znów, mam wrażenie, design nawiązuje do klasyki, ale od telewizora OLED oczekiwałbym dużej nowoczesności, szczególnie we współczesnym salonie. Pilot wykonany jest w całości z plastiku i zasilany dwoma bateriami. W górnej części znajdują się przyciski funkcyjne dla wybranych aplikacji (a także przejście do repozytorium) - Netflixa, Rakutena, Prime Video czy YouTube. Nieco niżej znajdziemy telegazetę, panel sterujący dla menu i ustawień oraz klawisze do sterowania odtwarzaniem. Na samym dole umieszczono z kolei regulacje głośności i cyfry przeznaczone do wpisania określonego kanału. 

System operacyjny i funkcjonowanie telewizora - tutaj jest już dyskusyjnie

Chociaż początkowo byłem przekonany, że Panasonic bazuje na najnowszej wersji Android TV, lub jeszcze lepiej, Google TV, to jednak firma postanowiła podejść do tego zagadnienia nieco inaczej, dostarczając autorskie rozwiązanie. Korzystamy więc z systemu zwanego "myHome Screen 7.0" i jego użyteczność pozostawia nieco do życzenia. Zacznijmy jednak od pozytywów. Przede wszystkim, oprogramowanie działa perfekcyjnie i jest szybkie niczym rakieta. Do ustawień wchodzimy momentalnie, wybór aplikacji to kwestia sekund, a przechodzenie pomiędzy kolejnymi elementami jest bardzo płynne i pozbawione mikroprzycięć. Na głównym ekranie znajdziemy przejście do najważniejszych apek, takich jak Netflix, YouTube czy Disney+. Mamy też opcję wyboru ustawień obrazu czy dźwięku oraz przejście do rozbudowanego menu. Jego czytelność jest wysoka, ale opcji przygotowano tak wiele, że trudno się początkowo odnaleźć w całym tym gąszczu kolejnych odnośników i technicznych określeń. 

No i menu nie jest w żaden sposób atrakcyjne wizualnie. To znaczy, mam oczywiście przekonanie, że wielu użytkownikom takie surowe podejście bardzo się spodoba. To z pewnością lepszy system niż w najnowszych telewizorach LG, gdzie koreański producent obrał, w mojej ocenie, niewłaściwy kierunek. W Panasonicu całość po prostu działa i o to właśnie chodzi. Niestety, na ten moment brakuje niektórych kluczowych aplikacji, jak choćby Player.pl czy Canal+ Online, a samo repozytorium jest dość biedne. Domyślam się jednak, że z czasem będzie uzupełniane. Miałem także duży problem ze znalezieniem i konfiguracją kanałów cyfrowych dostarczanych w nowej technologii telewizji naziemnej czyli DVB-T2. Chociaż mam w pokoju gniazdko, które wspiera ten standard bez problemów i korzystam z tej funkcji na swoim podstawowym telewizorze, to Panasonic za nic na śweicie nie chciał mi odnaleźć żadnego z kanałów. Próbowałem wszelkich sztuczek, by tego dokonać, ale bezskutecznie. Zadowoliłem się więc dekoderem Netii i podłączyłem PlayStation 5. Do tego nie mogłem mieć żadnych zastrzeżeń. Co ważne, testowany dziś Panasonic wspiera multum istotnych formatów obrazu - AVI, HEVC, MKV, WMV, MP4, Flac, Apple Lossless, a nawet HLG Photo. 

Gaming na Panasonic OLED LZ1000 - całość działa doprawdy perfekcyjnie

Pod tym względem muszę przyznać, że Panasonic radzi sobie doskonale. Telewizor wyświetla rozdzielczość 4K przy 120 Hz i wspiera technologie VRR, czyli zmienną częstotliwość odświeżania obrazu, a także ALLM czyli niskie opóźnienia w trybie gry. Konsole musicie natomiast podłączyć do pierwszego lub drugiego złącza HDMI 2.1. Gdy podpiąłem PS5, Panasonic momentalnie wykrył konsole i zaproponował przełączenie ustawień obrazu. Opóźnienia wynoszą tylko nieco ponad 10 ms, więc nikt nie będzie tutaj narzekać. To wynik topowy dla całego rynku. Obraz jest krystalicznie czysty, płynny, pozbawiony ghostingu czy smużenia. Robi przy tym duże wrażenie i nie wymaga nawet szczególnej kalibracji. Jak to zwykle z matrycami OLED bywa, wyświetlane treści są bardzo czytelne, ostre i przyjemne w odbiorze. Przełączanie się pomiędzy trybami 60 oraz 120 Hz, a także różnymi formami HDR trwa zaledwie ułamek sekundy, ale to zasługa dobrze zoptymalizowanego systemu operacyjnego. No i co ważne, sprzęt zgodny jest z techniką HGIG, czyli takim specjalnym wariantem HDR dla graczy, który pozwala na wydobycie wielu szczegółów z niezwykle jasnych lub ciemnych miejsc w naszej grze. Nie brakuje też klasyki, czyli panelu do sterowania podstawowymi ustawieniami podczas grania (zwanym Game Control Board) - funkcją VRR, odświeżaniem ekranu czy trybem obrazu. 

LZ1000_gaming

A skoro już przy obrazie jesteśmy, to musicie wiedzieć, że Panasonic zaraz po wyjęciu z pudełka oferuje mocno naturalne kolory (mało nasycone), a także niewielkie ziarno nakładane na każdą scenę, które nie wygląda zbyt zachęcająco. Na szczęście producent przygotował mnóstwo różnych trybów do wyboru. Są wśród nich takie, jak normalny, kinowy, gamingowy, stworzony specjalnie dla Netflixa (uwzględniając dźwięk), czy profesjonalny lub adaptacyjny. Są też tryby przeznaczone dla Dolby Vision IQ czy dla wyświetlanych zdjęć (bo testowany dziś Panasonic może być swoistą ramką do wyświetlania fotografii lub wybranych obrazów i muzyki w trybie "My Scenery"). W samych ustawieniach, obok standardowych opcji, jak jasność czy kontrast, mamy też szereg technik do włączenia, jak choćby rewelacyjny upłynniacz obrazu. Ten, swoją drogą, jest jednym z najlepszym na rynku. Działa znakomicie i co ważne, nie powoduje żadnych artefaktów, nawet przy dynamicznych scenach. Ucieszyło mnie, gdy jednego z najczęściej pojawiających się błędów, czyli problemów z interpolacją przy pionowych pasach, nie uświadczyłem na testowanym dziś telewizorze. Sama płynność, choć niektórzy mogą ją odbierać przesadnie, jak operę mydlaną, sprawia, że obraz jest rewelacyjny, ostry i czytelny. Bardzo przyjemnie się na to patrzy i nawet po wielu godzinach testów wielokrotnie mówiłem sam do siebie - wow, jak to dobrze wygląda! 

Do jakości obrazu trudno mieć większe zastrzeżenia, gdy już dokonamy właściwej konfiguracji, albo nawet kalibracji. Skorzystałem z podstawowego kalibratora, by zbadać wartości bieli i jasność ekranu. W szczytowym momencie sięga ona 752 nitów, co jak na matryce OLED, uważam za bardzo przyzwoity wynik, chociaż daleki od osiągnięć konkurentów z matrycami z rodziny MiniLED. Biel z kolei po konfiguracji (w trybie profesjonalnym, ale na chłodnych kolorach) zbliżyła się do nominalnej wartości 6500K temperatury barwowej (było nieco ponad, bo 6556k), a to już niemal perfekcyjny wynik. Maksymalny błąd Delta E wskazał dokładnie 1,85 czyli bardzo wysoko i z pewnością nikt nie będzie tutaj narzekał. Co ważne, pokrycie palety barw sRGB wyniosło 99,9%, a DCI-P3 przekroczyło 90%. Muszę więc przyznać, że kolory, jasność, ostrość i jakość obrazu na testowanym Panasonicu stoi na najwyższym poziomie i pod tym względem to jeden z najlepszych telewizorów, jakie kiedykolwiek widziałem. Widać, że firma dalej doskonale wie, co robi i dalej świetnie jej to wychodzi. 

obraz_LZ1000

Nie mogę też złego słowa napisać o wbudowanych, 30W głośnikach. Ich jakość jest w zupełności wystarczająca (nie potrzeba zewnętrznego soundbara), a brzmienie i charakterystykę możemy dodatkowo wyregulować w ustawieniach. Co ważne jednak, grają niesamowicie czysto. Byłem doprawdy zaskoczony, gdy w czasie seansu z Netflixem, albo nawet podczas grania, doskonale słyszałem każdy wokal, każdy jeden instrument czy głębie basu. Głośność też jest w zupełności wystarczająca, bo już przy wartościach 24-26 (w skali do 100) możemy obudzić sąsiadów, a co dopiero, gdy rozkręcimy wartości powyżej 40. Możemy też włączyć funkcję grania przestrzennego, co przy rozgrywkach sportowych potęguje wrażenie obecności na stadionie, bo dźwięk dochodzi dosłownie z każdej strony. No prawdziwa rewelacja pod tym względem. Mam w domu dwa telewizory największych konkurentów - Samsunga i LG z najnowszych serii i muszę przyznać, że nawet w połowie nie grają tak dobrze, jak testowany dziś Panasonic. Nawet muzykę przyjemnie z tego urządzenia posłuchać, a to rzadkość. Swoją drogą, w aplikacjach nie znajdziemy ani Tidala ani Spotify, a to spory mankament. Jest tylko Deezer. 

Podsumowanie - OLED LZ1000 to znakomity telewizor, który nie ustrzegł się drobnych mankamentów

Omawiany, 55" model kosztuje dziś w promocji dokładnie 5999 zł w ofercie sklepu Media Expert. Czy to dużo? Patrząc na ogrom oferowanych możliwości - niekoniecznie. Jakość obrazu jest doprawdy rewelacyjna po konfiguracji, dźwięk też tutaj zachwyca, a upłynniacz obrazu jest jednym z najlepszych, jakie widziałem. Bez problemu widać nawet pojedyńcze źdźbła trawy czy szczegóły futer oglądanych zwierząt. Menu działa szybko i sprawnie, choć początkowo będzie mało intuicyjne, to szybko się do niego przyzwyczaimy. Nie ma też problemu ze wsparciem głosowym, a pilot ma wbudowany mikrofon, dzięki czemu możemy np. wyszukiwać coś na YouTube. Chociaż mamy dostęp do najważniejszych aplikacji, jak Netflix, czy Disney+, to bardzo wielu jeszcze brakuje, jak wspomniane wyżej Player.pl, Canal+Online, Spotify czy Tidal. Pilot nie za bardzo przypadł mi do gustu, podobnie jak podstawa, choć sam telewizor wykonany jest dobrze, a jego design może się podobać. No i jak to na matryce OLED przystało, ich czernie i kontrasty są niepodrabialne. Także i do gamingu niniejszy model sprawdzi się znakomicie, wspierając pełen komplet technologii dostarczanych ze złączem HDMI 2.1, a także oferując opóźnienia na poziomie ok. 10 ms. Myślę, że to ekran, który zdecydowanie warto rozważyć. Wariant 65" kosztuje teraz 8999 zł. 

Atuty

  • Świetny wygląd i jakość wykonania
  • Wsparcie najnowszych technologii, jak Dolby Vision IQ czy HDMI 2.1
  • Niskie opóźnienia przy graniu na konsoli
  • Niezwykle szybki i płynny system operacyjny
  • Czerń i kontrasty, jak przystało na panel OLED, są niezwykłe i wzmacniają zachwyt nad obrazem
  • Pełna obsługa najważniejszych aplikacji VOD, jak Netflix, Disney+, HBO Max czy nawet Viaplay
  • Dostęp do aż 3 złączy USB, 120 Hz matryca i 4 złącza HDMI 2.1 ze wsparciem VRR i ALLM
  • Bardzo dobry zestaw wbudowanych głośników
  • Znakomita i mocna karta sieciowa, która wykrywa nawet daleko umieszczone routery

Wady

  • Problemy z konfiguracją podłączenia DVB-T - telewizor nie był w stanie znaleźć żadnych kanałów
  • Mało intuicyjne ustawienia w menu, to wymaga poprawy
  • Brak niektórych aplikacji, takich jak choćby Player.pl, ale biblioteka cały czas się rozwija - ogólnie póki co mało jest tutaj aplikacji jakichkolwiek
  • Wygląd pilota, chociaż to akurat najmniejszy mankament

Maciej Zabłocki

Telewizor Panasonic OLED LZ1000E to najtańszy przedstawiciel nowej serii, co nie znaczy, że telewizor został tanio wyceniony. Wiele elementów jest tutaj zachwycających, zaczynając od głośników i bazując na jakości obrazu (szczególnie z upłynniaczem) po płynność i szybkość działania wbudowanego oprogramowania. Niestety, nie obyło się bez kilku mankamentów, jak choćby problemów z konfiguracją kanałów w technologii DVB-T2.

8,0

Komentarze (100)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper