Apokawixa (2022)

Apokawixa (2022) - recenzja, opinia o filmie [Next film]. Bawmy się jakby jutra miało nie być

Piotrek Kamiński | 08.10.2022, 20:00

Kiedy covid sprawił, że zostaliśmy pozamykani w naszych domach, najciężej znieśli to spragnieni kontaktu, imprez i srogich ilości piguł licealiści. Syn bogatego biznesmena, Kamil, postanawia więc zorganizować dla wszystkich swoich znajomych wielką, pomaturalną imprezę nad morzem, jakiej nie przeżył dotąd nikt. Jest tak grubo, że i sąsiedzi zaczynają walić do drzwi, coś tam się pali i wszyscy tańczą, piją i generalnie dobrze się bawią. Przynajmniej do czasu...

Dowiedziałem się od jednego ucznia (Maćku, pozdrawiam), że „wixa” oznacza imprezę. Trochę mi przykro, że jestem albo tak stary, albo tak nudny, że tego nie wiedziałem. Chociaż, patrząc na przebieg imprezy przygotowanej dla nas przez Xawerego Żuławskiego, nie jestem pewien, czy nie wolę swojej nudnej codzienności. Reżyser w swoim własnym, bardzo charakternym stylu, zaprasza widzów na połączenie młodzieżowego filmu imprezowego, popandemicznego komentarza społecznego i... horroru o zombie. Nie miej jednak wątpliwości – ten film to w pierwszej kolejności komedia. Żywe trupy są jedynie narzędziami do opowiadania historii, a miejscami nawet źródłem żartów. Dobrych żartów, należy dodać.

Apokawixa (2022) - recenzja filmu [Next film]. Aż do przesady ambitnie napisane postacie

Impreza trwa

Kamil (Mikołaj Kubacki) stracił w pierwszej fali pandemii mamę. Sam trafił do psychiatryka, z którego wyszedł już z nową mamą i całym bagażem problemów natury psychologicznej. Zamknięcie w domu mocno wpłynęło na jego psychikę. Na szczęście zbliżają się matury, a po nich chwila wytchnienia. Kamil, korzystając z pieniędzy swojego taty (Tomasz Kot), postanawia zorganizować gigantyczną imprezę w należącym do nich pałacu. Zaproszeni są niemalże wszyscy jego znajomi, a i paru niezapowiedzianych gości zjawi się na terenie posesji zanim na ekran wjadą napisy końcowe.

W międzyczasie rozwijany jest również wątek apokaliptyczny. Akurat tego dnia ma miejsce zaćmienie słońca. Do kompletu wielka korporacja utylizuje nielegalnie odpady do morza, czym powoduje rozprzestrzenianie się sinicy. Ale nie takiej zwykłej...

Scenariusz nie jest tu najważniejszym punktem programu, choć miło, że Żuławski postarał się aby zapełnić go całkiem pokaźną ilością całkiem ciekawych, charakterystycznych postaci. Kamilowi podoba się koleżanka z klasy i aktywistka, Aga (Waleria Gorobets), na co dzień spotykająca się z jego kolegą Maxem (Alekrander Kaleta). Wraz z nimi na imprezę udaje się nerdowaty brat Maxa, Janek (Oskar Wojciechowski), lubiący rapować Paweł (Mikołaj Matczak), fanatyk samochodów, Mario (Mariusz Urbaniec) i jego dziewczyna, Luiza (Monika Mikołajczak). A to nawet nie wszyscy! Część ekipy dojedzie autokarem; pociągiem i paroma innymi środkami transportu nad morze wybierają się Mycha i Tola (Natalia Pitry i Alicja Wieniawa-Narkiewicz); na miejscu czeka już Jagna (Marta Stalmierska), córka strażnika miejskiego, pana Wacka (Cezary Pazura), a w lesie czai się lekko zdziczały pan Blitz (Sebastian Fabijański).

Praktycznie każda z tych postaci jest na swój sposób sympatyczna i interesująca – może z wyjątkiem Agi, dla której gadanie o ekologii jest ważniejsze niż fakt, że dwa metry od niej do drzwi dobijają się zombie. Rozumiem, że taki to typ postaci i Gorobets zagrała ją pod tym względem bardzo dobrze – a zagrać irytującą marudę też trzeba potrafić. Bohaterowie musieli przebijać się na pierwszy plan, ponieważ nie jest to typowy horror z niższej półki, w którym po kilku scenach wprowadzenia zaczyna się jatka i towarzyszy nam już praktycznie do końca filmu. Pierwsze żywe trupy pojawiają się w filmie dopiero w okolicy półmetka i to też tylko na chwilę. Faktyczna apokalipsa zaczyna się może ze dwadzieścia minut przed końcem. Przyznam, że mimo całej masy dobrze zagranych postaci, w pewnym momencie zacząłem się trochę nudzić. Na szczęście ostatni akt – kiedy przysłowiowe gówno uderzy już w przysłowiowy wiatrak – pełne jest komicznie zabawnych zdarzeń i sytuacji, które wzięły mnie absolutnie z zaskoczenia i sprawiły, że śmiałem się na sali kinowej pełnym głosem (pusta sala, więc bez wyrzutów sumienia).

Apokawixa (2022) - recenzja filmu [Next film]. Chcę więcej zombie!

Kamil - gospodarz imprezy

Jednym z problemów filmu Żuławskiego jest fakt, że to mimo wszystko wciąż film o zombie, więc większość tych ciekawych postaci, skomplikowanych relacji i potencjalnych przyszłości skazana jest na szybką i nagłą śmierć. Tak więc przez ponad godzinę oglądamy historie ludzi – często dramatyczne i wciągające - tylko po to, aby ostatecznie absolutnie nic z nich nie wynikło. Na szczęście na koniec „Apokawixa” odrzuca jakiekolwiek pretensje i po prostu jedzie z zombiakami. Nie jest jakoś nie wiadomo jak brutalnie, bo, jak już wspominałem, umarlaki również są tylko bazą, na której reżyser buduje kolejne gagi, choć trup ściele się w sumie dosyć gęsto.

Zombiaki nie reprezentują gatunkowego standardu w kwestii genezy, więc  i z wyglądem filmowcy mogli sobie spokojnie pozwolić na pewną dawkę swobody. Niemalże czarna krew, wypływająca im z ust i ran jest dostatecznie sugestywna, nie rażąc jednocześnie delikatnych kwiatuszków, dla których odrobina krwi byłaby widokiem nie do zniesienia. Szkoda, że umarlaków jest w filmie procentowo raczej mało i, że reżyser nie pokusił się jednak o mocniejsze zaakcentowanie ich obecności, podjęcie tańca z mocno skostniałym już gatunkiem.

Reżysersko Żuławski jak zawsze robi bardzo dobrą robotę. Wszyscy aktorzy spisują się zawodowo, nawet ci mniej profesjonalni, jak pojawiający się w kilku scenach Michał „Jaglak” Karmowski. Dialogi miejscami sprawiają, że człowiek ma ochotę zapaść się pod ziemię, choć jestem względnie przekonany, że taki właśnie był zamysł – dzieciaki jadą przecież na nieziemsko wielkiej ilości piguł, więc i gadają co im ślina na język przyniesie. Zdjęcia autorstwa Mariana Prokopa nie silą się zwykle na przesadny artyzm, pozostając twardo zakorzenionymi w sferze użytkowej, ale trzeba przyznać, że wyglądają bardzo przyjemnie dla oka, tworząc wspólnie ze ścieżką dźwiękową bardzo sympatyczny klimat. Nie przekonała mnie tylko do przesady wysoka częstotliwość cięć i retrospekcji, które nie różniły się za bardzo stylistycznie, ani dźwiękowo od reszty filmu, przez co obraz stawał się miejscami zbyt chaotyczny.

„Apokawixa” to całkiem udana komedia z elementami horroru. Bardzo porządna obsada i zmyślnie i z wyczuciem rozpisany scenariusz sprawiają, że widz przez większość czasu bawi się bardzo dobrze. Środkowa część filmu wytraca odrobinę tempo i można zacząć się zastanawiać kiedy wreszcie zacznie się ta apokalipsa, jednak solidny i przede wszystkim szczerze komiczny finał w pełni to wynagradzają. Ostatecznie jednak jest to film raczej podstawowy, biorący garściami z życia, ale nie komentujący go w żaden bardziej ambitny sposób. Pamiętajmy jednak, że nie każdy obraz musi zmieniać nasze życie na lepsze i zostawać z nami na dłużej. Czasami wystarczy po prostu odrobina dobrej zabawy, a tej w nowym filmie Żuławskiego jest pod dostatkiem. Polecam.

Atuty

  • Masa ciekawych, dobrze zagranych postaci;
  • Szczerze zabawny;
  • Kilka całkiem klimatycznych scen;
  • Udany mariaż horroru o zombie z komedią dla nastolatków;
  • Dużo intrygujących wątków...

Wady

  • ...które ostatecznie do niczego nie prowadzą;
  • Środek filmu trochę się ciągnie;
  • Finał z zombiakami był tak dobry, że to aż tragedia, że cały film nie mógł taki być.

„Apokawixa” nie sili się na głęboki komentarz czasów pandemii, ani rysowanie szczegółowych portretów psychologicznych ludzi nią dotkniętych. To po prostu film o dzieciakach, które dosyć już mają siedzenia na kwarantannie, więc organizują sobie imprezę jak w amerykańskich filmach. No i o zombie. Trochę.

7,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper