Wojownicze Żółwie Ninja: Ewolucja - Film (2022)

Wojownicze Żółwie Ninja: Ewolucja - Film (2022) – recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Gady, mózgi i magia

Piotrek Kamiński | 06.08, 20:00

Świat chyli się ku końcowi. Krang i jego rasa kończą dzieło zniszczenia. Nawet Wojownicze Żółwie Ninja nie są w stanie ich powstrzymać. Ostatkiem sił udaje im się wysłać Casey'ego Jonesa w przeszłość, aby ostrzegł ich młodsze wersje przed zagrożeniem. Lecz czy młode, beztroskie żółwie będą chciały słuchać?

Komiksy o żółwiach ninja były mroczną, brutalną satyrą historii o superbohaterach. Kompletnie absurdalny origin story, dziwni wrogowie o imionach takich jak Shredder – którego na kartach komiksu zabili zaraz po debiucie – litry krwi. Wtedy również zadebiutował Casey Jones, wiecznie wkurzony facet w hokejowej masce, tak brutalny, że nawet Raph uważał, że coś z nim jest nie tak – w jednym ze swoich pierwszych występów zamordował przez przypadek nastoletniego chłopca. Po czym ktoś stwierdził, że tego typu komiks będzie świetnym materiałem na serial animowany dla dzieciaków. Wystarczy tylko zmienić... wszystko. Żółwie zaczęły być wesołkami i żreć na potęgę pizzę, dorobili się własnego hasła, żeby młodzież miała co krzyczeć na podwórku, Shredder przemówił głosem wujka Phila z „Bajera w Bel-Air” i regularnie dostawał wpierdziel zarówno od żółwi, jak i własnego szefa, umieszczonego w brzuchu robo-manekina, kosmicznego mózgu, Kranga. Z biegiem lat marka stawała się coraz bardziej infantylna. Dostaliśmy dwa filmy live-action, z których w drugim żółwie w ogóle nie korzystały ze swoich broni, bo dzieci mogłyby się zasugerować (ach, te lata dziewięćdziesiąte), okropny serial live-action, kolejny film – tym razem animowany komputerowo - i regularnie wypuszczane seriale animowane. Ostatnia nosi tytuł „Rise of the Teenage Mutant Ninja Turtles” i to właśnie jej kontynuacją jest dzisiejszy film.

Wojownicze Żółwie Ninja: Ewolucja - Film (2022) – recenzja filmu [Netflix]. Oklepana fabuła, ale za to jaka animacja

Leo ledwie uszedł z życiem

Fabuła filmu nie ma w sobie za grosz oryginalności. Tak w ogóle, w ogóle. Już po samym wstępie z pierwszego akapitu jesteś w stanie dopowiedzieć sobie całą resztę filmu. Wystarczy zastanowić się, co byłoby najbardziej sztampowym możliwym rozwinięciem tej opowieści i gwarantuję, że trafisz. Przyznam, że nie widziałem serialu, którego fabułę kontynuuje film, więc zdziwiło mnie, że główni bohaterowie dysponują mistycznymi mocami. Leo potrafi otwierać portale podobne do tych z gry, cóż, „Portal”, Raph wizualizuje sobie większą wersję siebie zrobioną z energii, zwiększając swój zasięg i siłę, Mikey jest czymś w stylu magicznego mnicha – to on wysyła Jonesa w przeszłość – a Donny... Donny ma kijek. Jak zawsze najnudniejszą możliwą broń. 

Co ciekawe, mimo raczej dziecinnego humoru i specyficznej kreski, film jest całkiem mroczny. Już na samym początku obserwujemy śmierć jednej z postaci (co prawda podróż w czasie wszystko naprawi, ale jednak widok rozpadającego się na molekuły żółwia w pamięci zostanie). Później, kiedy Krang atakuje, animatorzy serwują nam widoki pokroju kosmicznych macek wpychających się jednemu z żółwi do mózgu, mutacje niczym ugrzeczniona wersja „Resident Evil”, a nawet jednego z Krangów z dziurą na wylot w głowie, która zabrała mu jedno oko.

Skoro jesteśmy już przy animacji, to wypada pochwalić twórców, bo reżyseria i jakość samej animacji robią bardzo dobrze wrażenie. Ciekawe ujęcia, bardzo płynna, pełna skoków, uników, ciosów, gibka animacja, ciekawa paleta barw. Przyjemnie się to ogląda, a od czasu do czasu można naprawdę wyprostować się w fotelu podziwiając kunszt animatorów. Same projekty żółwi przeniesione zostały żywcem z serialu i są nawet interesujące. Każdy z żółwi jest bardzo charakterystycznie „swój”. Raph jest wielkim mięśniakiem, Leo raczej chudy i zwinny, z czerwonymi obwódkami wokół oczu, jak to u niektórych gatunków wodnych żółwi bywa, Michaelangelo najmniejszy i wyraźnie najmłodszy, a Donatello, stereotypowo, z technologicznymi gadżetami tu i tam aby widz nie zapomniał przypadkiem, że patrzy na naukowca. Krang za to wyszli jacyś tacy... bryłowaci, kostkowaci. Nie podobał mi się ich design, ale przyznam, że w akcji robili wrażenie.

Wojownicze Żółwie Ninja: Ewolucja - Film (2022) – recenzja filmu [Netflix]. To żółwie zdecydowały, które ujęcie pójdzie na plakat

Nie moja April O'Neil

Aktorzy w oryginalnej wersji językowej robią solidną robotę, choć nie jestem pewien, czy Ben Schwartz (filmowy Sonic) jest najlepszym wyborem na Leonardo. Co prawda ten Leo tutaj to nie poważny, stoicki lider żółwi, którego widzowie mogą kojarzyć z innych filmów i seriali. To wiecznie nieogarnięty śmieszek, z charakteru bardziej podobny do klasycznego Mikey'ego niż samego siebie. Rolę lidera pełni tutaj Raph. Trochę dziwi mnie to mieszanie w ustalonych charakterach i rolach bohaterów, bo przez to Raph stracił swój gorący temperament, Leo i Michaelangelo to właściwie ten sam żółw tylko z inną bronią i kolorem opaski i tylko Donny wciąż jest tą samą postacią co zawsze. 

Humor w filmie jest szalenie nierówny. Z jednej strony mamy fajne, zabawne gagi, jak chociażby wszystko, co ma jakikolwiek związek z ogonem Splintera, używanym regularnie jako bicz, lina, sprawiającym miejscami wrażenie jakby miał swój własny mózg, z drugiej infantylne do bólu dialogi i wyszkolona nie gorzej od swoich zmutowanych kolegów, robiąca salta z dachów budynków, zezująca przy wysiłku April O”Neil psują trochę finalny efekt. A właśnie, April!

Ja wiem, że to tylko kreskówka, że takie czasy, że reprezentacja, a #OscarsSoWhite, ale co oni zrobili z jedną z ulubienic dorastającej młodzieży lat dziewięćdziesiątych?! Ani rudej czupryny, ani rozpiętego tylko lekko powyżej pępka żółtego kombinezonu, ani lekko zachrypniętego głosu. Zamiast tego generyczna ciemnoskóra dziewczyna robiąca dziwne miny. Chwilę po tym jak poznajemy ją w filmie, kradnie akurat legitymację od jednego profesora/naukowca i przewieszona przez stół, wyprężona jak struna, byle sięgnąć do plakietki, robi wielkiego, rozbieżnego zeza, bo najwyraźniej jest w tym coś zabawnego. Nawet mój ośmiolatek stwierdził, że dziwna jakaś jest. Nie ma w niej nawet cienia tamtej dawnej, ikonicznej April.

Nowe, filmowe „Żółwie Ninja” są całkiem ciekawym miksem kompletnie dziecinnej rozrywki dla najmłodszych z bardziej dojrzałymi motywami i ponadprzeciętną animacją. Fabuła nie urwie nikomu dolnej części pleców, ale jest absolutnie poprawna, a sam film niedługi. Zdecydowanie można obejrzeć, jestem pozytywnie zaskoczony.

Atuty

  • Świetna animacja i reżyseria;
  • Sporo zabawnych gagów;
  • Interesujący mix dziecinnego zachowania żółwi i bardziej dojrzałych motywów;
  • Porządna obsada, pasująca do tego nowego wcielenia postaci.

Wady

  • Absolutnie nic nowego, a więc przewidywalnie i w konsekwencji trochę nudnawo;
  • Niektóre żarty boleśnie infantylne i nieśmieszne;
  • Wymieszali charaktery żółwi, moim zdaniem niepotrzebnie i na szkodę postaci;
  • Nieudane projekty części postaci.

Piotrek Kamiński

„Wojownicze Żółwie Ninja: Ewolucja – Film” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Dorosły widz nie znajdzie tu niczego nowego, czy chociaż względnie oryginalnego, ale świetna animacja, dobrze dobrane głosy i sporo niezłego humoru sprawiają, że warto dać tej iteracji zmutowanych gadów szansę. A jak ktoś ma kilkuletniego brzdąca, to już w ogóle!

6,5

Komentarze (68)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper