Monster Hunter Rise Soundbreak

Monster Hunter Rise: Sunbreak - recenzja i opinia o grze [Switch, PC]. Więcej, mocniej, ale czy lepiej?

Wojciech Gruszczyk | 05.07, 22:02

Capcom kontynuuje swoją wyjątkową tradycję i do mocnej odsłony serii Monster Hunter proponuje graczom wielki dodatek. Już teraz łowcy mogą wyruszyć do nowego świata, gdzie ponownie zmierzą się z potężnymi bestiami. Jak jednak wypada Monster Hunter Rise: Sunbreak? Przeczytajcie naszą recenzję.

Systematycznie na Nintendo Switchu wracam do dobrych gier, ale tylko nieliczne produkcje w ostatnim czasie włączałem tak często, jak Monster Hunter Rise. To właśnie dzięki spędzeniu w grze blisko 60 godzin, mogłem bez problemu sprawdzić zawartość z wielkiego dodatku, bo ponownie Capcom zapewnił wielkie rozszerzenie umiejscowione po głównym wątku. Ukończenie historii nie jest jednak wystarczające, by móc grać w recenzowany Monster Hunter Rise: Sunbreak, ponieważ dodatek wymaga ukończenia misji siódmego poziomu („Wężowa bogini grzmotu”), do której dotrzecie dopiero po wielu godzinach od poznania zakończenia fabuły. W konsekwencji nowy świat mają odwiedzić wprawieni w bojach wojownicy, jednak nawet w tej sytuacji deweloperzy zapewnili pewien wstęp do wydarzeń.

Monster Hunter Rise: Sunbreak recenzja - zaprasza do nowego świata, ale…

Monster Hunter Rise: Sunbreak - recenzja - mój strój

Akcja Monster Hunter Rise: Sunbreak zaprowadza graczy do nowego świata – mając za sobą wspomniane zadanie, we wiosce pojawi się nowa postać, która poprosi naszego bohatera o wsparcie. Okazuje się, że część bestii zaczęło się dziwnie zachowywać, potwory są bardziej agresywne, podróżują do nowych regionów, a gdzieś tam w tle pojawia się jeszcze wydarzenie sprzed wielu lat, które ma powrócić i sprowadzić na społeczność spore kłopoty.

Opowieść ponownie nie jest specjalnie rozbudowana i można ją traktować jako dodatek do głównej rozgrywki – tutaj kolejny raz najważniejsza jest walka z kolejnymi bestiami. Niestety, choć twórcy zapewniają zupełnie nowy HUB zwany Posterunkiem Elgado, gdzie spotykamy barwnych bohaterów, to jednak w głównej mierze misje są rozgrywane we wcześniej odkrytych lokacjach – twórcy zapewnili dwa nowe tereny: cytadelę oraz dżunglę. Trudno narzekać na miejsca, ponieważ ponownie wyglądają świetnie i miło odkrywa się tereny szukając bestii lub różnorodnych surowców, ale szczerze mówiąc: liczyłem na więcej.

Monster Hunter Rise: Sunbreak - walka z łukiem

Założenia recenzowanego Monster Hunter Rise: Sunbreak nie zmieniają się specjalnie względem podstawki, więc ponownie zbieramy zadanie z miejscówki i następnie wyruszamy na misje, jednak teraz questy rangi mistrzowskiej (Master Rank) zostały podzielone na sześć poziomów. Twórcy wyraźnie nie chcieli przesadzić i dopiero pod koniec czwartej gwiazdki odczułem, że warto podchodzić do wydarzeń na poważnie, wymienić sprzęt i może nawet zająć się zebraniem kilku dodatkowych surowców na wymianę broni. Klasycznie nie musimy zapoznać się ze wszystkimi misjami, by pchnąć fabułę do końca – Japończycy kolejny raz traktują historię jako dodatek, a prawdziwa zabawa zaczyna się w momencie, gdy po prostu wykonujemy kolejne zadania i cieszymy się z ekscytujących pojedynków. W rozszerzeniu znalazło się ponad 120 zadań rangi master, ale na szczęście deweloperzy zdecydowali się porzucić pomysł z męczącymi i totalnie niepotrzebnymi zadaniami Furii.

W Monster Hunter Rise: Sunbreak nie musimy walczyć z kolejnymi falami bestii, ale zamiast tego deweloperzy opracowali „zadania zwolenników”. W prostych słowach są to misje solo, podczas których możemy pomóc przykładowo Fioraynie (główna bohaterka z Sunbreak), Minoto czy też Fugenowi. Konsekwencją niesienia pomocy przyjaciołom są „zwiady pomocnicze”, w których mamy okazję wybrać kompanów i także w tym wypadku wykorzystujemy do pomocy SI – w zasadzie obie propozycje ze sobą dobrze współgrają zapewniając jednocześnie ponad 50 questów. Jest to jedyna opcja, by cieszyć się wyzwaniami nastawionymi na pojedynczego gracza, ponieważ wszystkie pozostałe misje rangi master oraz związane z fabułą możemy wykonywać z żywymi kompanami u boku – jest to dla mnie dobra zmiana, ponieważ deweloperzy nie wymuszają, by gracze wyruszali na bestie w pojedynkę. W dodatku, gdy macie zgraną ekipę, to tak naprawdę wszystkie najważniejsze zadania z rozszerzenia poznacie ze znajomymi. Muszę tutaj jednak wspomnieć, że zostałem pozytywnie zaskoczony działaniami SI, bo na początku obawiałem się, że sztuczna inteligencja będzie bardziej przeszkadzać niż pomagać, ale Capcom znalazł czas na dopracowanie towarzyszy i nie tylko potrafią oni posługiwać się swoją bronią, ale w odpowiednim momencie wycofują się lub też wskakują na zwierzaki. W trakcie rozgrywki odniosłem wrażenie, że Japończycy powinni wprowadzić te zadania na stałe, ponieważ jest to naprawdę dobra odskocznia względem klasycznego solo lub rywalizacji online – w końcu nie zawsze posiadamy odpowiednie połączenie sieciowe, a w takiej sytuacji zawsze możemy liczyć na pomoc towarzysza.

Monster Hunter Rise: Sunbreak recenzja - wymęczy? Od pewnego momentu...

Monster Hunter Rise: Sunbreak - towarzyszka

Siadając do Monster Hunter Rise: Sunbreak byłem gotowy na przygotowane atrakcje, więc dopiero pod koniec czwartej gwiazdki poczułem, że poziom trudności został zwiększony, ale nie musicie się obawiać, że Capcom tym razem nie męczy. Szczególnie zadania pod koniec fabuły zapewniają odpowiedni poziom wyzwań i tak naprawdę dopiero w tym momencie możemy poczuć, że wyruszyliśmy do nowego świata.

Największym odświeżeniem rozgrywki w recenzowanym Monster Hunter Rise: Sunbreak są zdecydowanie przełączane umiejętności – gracze stworzą teraz dwa zestawy skilli, pomiędzy którymi możemy płynnie (w trakcie walki) przeskakiwać, a dodatkowo pojawiła się opcja nowego uniku. Przed wyruszeniem do boju zdolności ustawiamy w menu, tak by następnie jak najlepiej wykorzystywać możliwości broni i choć opanowanie nowego systemu wymaga trochę czasu – po kilku pierwszych walkach będziecie żonglować atakami niczym doświadczeni wojownicy i małymi krokami przejmiecie kontrolę nad nowymi bossami.

Japończycy wsłuchali się w opinie społeczności, by odświeżyć wszystkie gatunki oręża i Monster Hunter Rise: Sunbreak zapewnia przyjemne poczucie świeżości, którego pewnie szczególnie brakowało graczom, którzy spędzili w świecie podstawki kilkadziesiąt godzin. Pojedynki w najnowszej odsłonie nabrały dynamiki, są bardziej efektowne i w pewien sposób na pewno znacznie bardziej przyjemniejsze. Tutaj naprawdę widać, że deweloperzy nie zmarnowali czasu, a wsłuchali się w opinie społeczności – ataków jest znacznie więcej, mamy do nich płynniejszy dostęp i dzięki temu łatwiej stworzyć ciekawe zestawy ruchów... Przyjemnie jest eksperymentować i po prostu dobrze bawić się na serwerach gry. Wśród pozytywnych zmian dostrzeżecie między innymi ulepszenie Owadzich Glewii, które w końcu stają się użyteczne – od razu na serwerach dostrzegłem pierwszych graczy biegających z tym sprzętem. Twórcy w tym miejscu odrobili zadanie domowe, ponieważ nie tylko wszystkie bronie otrzymały nowe umiejętności, ale przede wszystkim odniosłem wrażenie, że sprzęt jest teraz bardziej użyteczny.

Monster Hunter Rise: Sunbreak recenzja - zabawa zaczyna się po zakończeniu opowieści

Monster Hunter Rise: Sunbreak - piękna bestia

Monster Hunter Rise: Sunbreak oferuje także szereg broni oraz pancerzy rangi mistrzowskiej i choć zespół pozbył się niepotrzebnych umiejętności Furii, to zastąpił je ozdobami – za ich pomocą poprawiamy statystyki lub wpływamy na możliwości na placu boju. Jest to kolejny ciekawy dodatek, który choć w najmniejszym stopniu nie jest rewolucją w gatunku oraz całej branży, to jednak dobrze sprawdza się w grze Capcomu, ponieważ kolejny raz dodaje do produkcji element rozbudowania. W produkcji znalazły się również przykładowo złote kablobaki, które zwiększają liczbę upuszczanych materiałów z potwora po ataku jazdą na wiwernie, zapewniają łatwiejsze dosiadanie bestii oraz szybszą regenerację paska kablobakaa

W produkcji nie mogło zabraknąć nowych bestii – w samej historii należy wybić trzech bossów (Garangolm, Lunagaron, Malzeno), ale nie będę ukrywał, że największe wrażenie zrobił na mnie Astalos. Latająca wiwerna z Monster Hunter Generations wygląda fenomenalnie, ponieważ jej skrzydła mienią się od promieni słońca i potwór nie tylko wygląda zjawiskowo, ale pozwala stworzyć piękny zestaw. Zupełnie nowym potworem jest Garangolm, który charakteryzuje się bardzo masywnym ciałem – jego design tak bardzo przypadł mi do gustu, że już na początku rozszerzenia powtórzyłem kilka zadań, by móc założyć fatałaszki stworzone dzięki jego surowcom. Wszystkich stworów jest naprawdę sporo, a musimy pamiętać, że podobnie jak w przypadku miejscówek – w recenzowanym Monster Hunter Rise: Sunbreak powrócili wcześniej poznani przeciwnicy. W konsekwencji gra zawiera pokaźny zestaw stworów – część znanych okazów również zostało dostosowanych do realiów. Podczas gry odniosłem także wrażenie, że deweloperzy znacznie częściej dopuszczają do sytuacji, w której nawet trzy duże bestie walczą ze sobą na małej mapie, a gracze mogą wykorzystywać te sytuację do dosiadania oponentów.

Japończycy jednocześnie nie zawiedli w jednym aspekcie – rozgrywce po ubiciu ostatniego bossa z fabuły. End-game zapewnia graczom zupełnie nowy typ zadań, które pokazują charakter dodatku, ponieważ tym razem wcześniej poznane bestie nie wybaczają najmniejszych błędów. Agresywne stwory są niezwykle wymagające i mówiąc szczerze: lepiej nie podchodzić do nich bez odpowiedniego przygotowania. Nagrody są jednak wyjątkowe, ponieważ rozgrywka końcowa oferuje dostęp do zupełnie nowych surowców i sprzętu 10 poziomu... A dodatkowo zainteresowani mogą cały czas powiększać swoją rangę mistrzowską i ten samonapędzający się kombajn działa i zapewnia ogrom satysfakcji.

Monster Hunter Rise: Sunbreak recenzja - Czy warto zagrać?

Capcom stanął przed stosunkowo prostym zadaniem, ponieważ deweloperzy już wcześniej opracowali świetne podstawy, a teraz cała zawartość została odpowiednio rozbudowana. Twórcy może i nie zapewnili kilku dodatkowych miejscówek, ale ogólnie trudno mi nie odnieść wrażenia, że recenzowany Monster Hunter Rise: Sunbreak to książkowe rozszerzenie opracowane przez Japończyków do swojego hitu. Deweloperzy zapewniają masę kapitalnych starć – choć na atrakcje trzeba sobie zasłużyć i przebrnąć przez początek.

Ocena - recenzja gry Monster Hunter Rise: Sunbreak

Atuty

  • Japończycy ubarwili i przyspieszyli walki, które są jeszcze przyjemniejsze
  • Sporo nowych zestawów i broni do wykucia
  • Rozbudowany i męczący end-game
  • Szybkie przeskakiwanie pomiędzy umiejętnościami zapewnia sporo frajdy i ubarwia zabawę
  • Zadania z towarzyszami sterowanymi przez SI to ciekawy i dobry dodatek
  • Kapitalny design stworów
  • Sporo mniejszych i większych zmian, które pokazują, że deweloperzy wsłuchali się w opinie fanów
  • Brak zadań Furii

Wady

  • Tylko dwie nowe lokacje
  • Akcja zapewnia odpowiednie atrakcje dopiero na czwartym poziomie rangi mistrzowskiej
Wojtek Gruszczyk

Wojciech Gruszczyk

Grałeś w Monster Hunter Rise i dobrze się bawiłeś? W Monster Hunter Rise: Sunbreak będzie jeszcze lepiej lub przynajmniej równie dobrze. Japończycy wsłuchali się w opinie społeczności, by przyspieszyć i urozmaicić najważniejszy element gry – walkę. I ponownie produkcja zachęca do rywalizacji, zbierania, pojedynków, szukania i powtarzania tych czynności do czasu wyładowania konsoli.

Galeria

Komentarze (13)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper