Człowiek kontra pszczoła (2022)

Człowiek kontra pszczoła (2022) – recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Pojedynek godny Jasia Fasoli

Piotrek Kamiński | 27.06, 21:00

Trevor został właśnie skazany na 3 lata więzienia za zniszczenie domu, dzieł sztuki i ogólnie wszelkiej własności ludzi, których posesją miał się opiekować pod ich nieobecność. Nie jest złym człowiekiem. To raczej cichy, spokojny, choć lekko niezdarny facet, kochający ojciec. Jak więc do tego wszystkiego doszło? Cóż… była taka jedna pszczoła (dokładniej trzmiel. Widziałem, że ludzie mocno się o to czepiają w internecie, ale przecież trzmiel to też typ pszczoły, więc może bez przesady?).

Rowan Atkinson jest piekielnie inteligentnym aktorem o nienagannych manierach. To dosyć niesamowite, jak bardzo niepodobny w życiu codziennym jest do swojej najsłynniejszej postaci, Jasia Fasoli. Jego publiczne wypowiedzi za każdym razem robią na mnie ogromne wrażenie, jak wtedy, kiedy mówił o wolności wypowiedzi, albo ostatnio o tym, że komedia nie powinna brać jeńców, ponieważ nie byłaby wtedy zabawna. Polecam posłuchać go sobie na przykład na YouTube. Zagrał w życiu kilka poważnych ról, lecz to właśnie Jaś, a później Johnny English dały mu największy rozgłos. Nawet w Polsce każdy dzieciak w latach dziewięćdziesiątych wiedział kim jest pan Fasola i jak jeździ swoim samochodem, czy pływa. Podobno powstaje nawet właśnie jakiś nowy projekt z ulubionym pierdołą świata, lecz zanim go dostaniemy, Netflix proponuje nam serial (właściwie to film podzielony na krótkie, około 10 minutowe odcinki), w którym Atkinson ewidentnie wzoruje się na tamtej postaci. Jeśli nie bawi cię niedorzeczny, kompletnie odrealniony humor z tamtej produkcji, to możesz skończyć czytać już tutaj – to nie jest serial dla ciebie. Jest… specyficznie.

Człowiek kontra pszczoła recenzja (2022) - Jakbym już to gdzieś widział

Trevor próbuje załatwić pszczołę ciosami karate

Trevor jest rozwodnikiem. Bardzo kocha swoją nastoletnią córkę i chciałby móc zabrać ją na wymarzone wspólne wakacje na wyspę Wight. Podejmuje więc pracę w firmie zajmującej się domami ludzi, kiedy ci wyjeżdżają, na przykład na wakacje. Jego pierwszymi klientami jest para kompletnych snobów, mieszkająca w wypasionym domu pełnym gadżetów, nowoczesnych mebli, drogich jak diabli dzieł sztuki, pilotów, ekranów i innych interfejsów. Mają też pieska, którego trzeba karmić bardzo konkretnymi rzeczami i pilnować aby nie wchodził do niektórych pomieszczeń (i nie walił kupy w salonie). Właściciele wyjeżdżają na tydzień. Krótko. Co złego mogłoby się stać?

Już oglądając pierwsze minuty pierwszego z dziewięciu odcinków widz mimowolnie zaczyna sobie wyobrażać, jak wszystkie te piękne (i drogie) rzeczy, które pokazują mu Christian (Julian Thind-Tutt) i Nina (Jing Lusi), zostaną doszczętnie zniszczone. Fabuła nie jest pod tym względem odkrywcza – wpuszczamy analog Jasia Fasoli do pełnego różnych ciekawych rzeczy miejsca i rozwalamy wszystko jak leci. Jest w niej jednak zaskakująco dużo serca. Ponieważ Trevor jest absolutnie miłym człowiekiem i wykonuje tę pracę dla dobra swojej córki. Kiedy mu nie idzie najpierw nas to bawi, ale w momencie, w którym zdaje sobie sprawę jak bardzo dał ciała, robi nam się go szkoda. To powiedziawszy, szersza fabuła jest trochę zbyt prosta, za wygodna i po prostu mało angażująca. Tym, co trzyma nas przy ekranie jest tytułowy pojedynek z pszczołą i kolejne niedorzeczne (a czasami naprawdę bardzo sprytne) pomysły Trevora jakby się tu jej pozbyć. Stopniowo jego psychika zaczyna siadać, a kolejne próby poradzenia sobie z owadem stają się coraz bardziej nieproporcjonalne do sytuacji i tragiczne w skutkach.

Człowiek kontra pszczoła recenzja (2022) - Zarówno pszczoła, jak i dom są przeciwnikami Trevora

Upadek zakończony powodzeniem

Humor w serialu Davida Kerra – do którego scenariusz napisali sam Atkinson oraz Will Davies – jest absurdalny do granic możliwości, przerysowany i niedorzeczny. Siadając do seansu trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że owszem, nikt normalny by się tak w tej sytuacji nie zachował, ale to właśnie dlatego całość jest tak zabawna. Miejscami roztargnienie Trevora jest jednak trochę zbyt odklejone od rzeczywistości, nawet jak dla mnie. Jak moment, w którym ganiał pszczołę tuż obok dziwnej, podwieszonej na sznurkach rzeźby… z włączonym mikserem w dłoni. Na szczęście tego typu przegięć nie ma jakoś bardzo dużo, a te w końcowej fazie potyczki można łatwo usprawiedliwić załamującym się zdrowiem psychicznym bohatera. Częściej nasz bohater ma po prostu pecha, albo jest gapą i nie zauważa czegoś, co zaraz się na nim zemści. Większość gagów jest tyleż skuteczna, co raczej przewidywalna, choć przyznam, że parę razy dałem się zaskoczyć. To właśnie w tych momentach śmiałem się najmocniej. Jak na przykład, kiedy bliżej końca Trevor w końcu postanawia zrobić dla pszczoły coś miłego.

Sama pszczoła została oczywiście wykonana w programie graficznym i czapki z głów dla artystów, którzy stworzyli owada jednocześnie bardzo realistycznego i bardzo charakternego, sympatycznego wręcz. W przyrodzie pszczoły nie zachowują się jak ta tutaj, więc widz od początku zdaje sobie sprawę, że nie ogląda prawdziwego zwierzęcia, lecz poza tym, wykonana została pierwszorzędnie. Puszyste futerko, które pięknie reaguje z wodą, brudzi się masłem orzechowym, do tego mała główka i czerwona ssawka do podżerania. Sympatyczny stworek.

Dom, w którym dzieje się akcja serialu również jest ważnym elementem całej układanki. Jego właściciele poszli w bardzo nowoczesny design. Praktycznie wszystko działa na fotokomórki, łącznie z szafkami w kuchni. Gabinet Christiana otwiera się wpisując odpowiedni kod na panelu dotykowym, a pod prysznicem można sobie puścić muzyczkę i LEDy. Natomiast na stole w salonie znajduje się, na oko, jakieś 10 różnych pilotów, których Trevor oczywiście nie rozróżnia. Nietrudno się domyślić, że nasz główny bohater nie ma głowy do technologii – jedna z przyczyn jego upadku. Na szczęście właściciele domu dysponują wielką, książkową instrukcją obsługi swojego domu. Na nieszczęście Trevor położył ją na kuchence gazowej, kiedy grzał psu jedzenie.

„Człowiek kontra pszczoła” to bardzo prosta produkcja. Nieskomplikowana historia, banalne, acz skuteczne gagi, pasująca do tego wszystkiego muzyka i niepodrabialna twarz Atkinsona spajająca wszystkie te elementy w jedną całość. Oglądałem dzisiaj rano z synem i choć na początku nie miał ochoty na serial, bo wolał pograć, ostatecznie obaj bawiliśmy się dobrze, nie mogąc uwierzyć jakież to kolejne szkody Trevor wyrządza domowi, sobie, psu i swojej pszczole. 

Atuty

  • Rowan Atkinson jak zawsze jest złotem;
  • Sympatyczna pszczoła;
  • Zazwyczaj prosty, ale skuteczny humor;
  • Kilka niespodziewanych, bardzo zabawnych gagów;
  • Solidna ścieżka dźwiękowa.

Wady

  • Fabuła jest raczej słabo nakreślona i dzieje się niejako przy okazji;
  • Humor Atkinsona jest tak absurdalny, że dla niektórych może być wręcz zbyt przesadzony i przez to nieśmieszny;
  • Mam wrażenie, że wszystko to widziałem już w „Jasiu Fasoli”.

Piotrek Kamiński

„Człowiek kontra pszczoła” to prosty, niezobowiązujący film komediowy udający serial. Atkinson jak zawsze jest bezbłędny, a żarty, choć niezbyt oryginalne, wciąż powinny dać radę rozbawić widza0. Na rodzinny wieczór filmowy będzie jak znalazł, ale po wszystkim zapomni się o nim raczej szybko.

7,0

Komentarze (53)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper