DiRT Rally w pierwszej kolejności zadebiutowało na PC, z czego użytkownicy konsol nie byli zadowoleni. Jak się jednak szybko okazało wersja gry, która trafiła na Steama w formule early access funkcjonowała jako swoisty poligon doświadczalny dla graczy, którzy pełnili rolę betatesterów. Wraz z kolejnymi miesiącami produkcja była polerowana i wzbogacana o nowe trasy, auta i aktualizacje, na co spory wpływ mieli również fani. Deweloper od początku chciał bowiem stworzyć tytuł we współpracy ze społecznością. A ta domagała się zerwania z festyniarską otoczką towarzyszącą ostatnim odsłonom serii i powrotu do klasycznych rajdów. Poślizg względem pecetowej wersji wyszedł graczom konsolowym na dobre. Użytkownicy PS4 i XONE dostali tak naprawdę kompletną wersję gry pozbawioną wszelkich niedoróbek i grzechów towarzyszących pecetowej premierze. Nic tylko instalować i grać.

Nikt nie mówił, że będzie lekko

Już na samym początku recenzji pragnę zauważyć, że DiRT Rally to w dużym uproszczeniu Dark Souls świata rajdowego. Przesadzam? Uwierzcie mi, że nie. Nikt z nami nie zamierza się tu pieścić i obchodzić jak z jajkiem. Już sam fakt, że w menu czeka na nas 21 filmów instruktażowych z poradami jak "przetrwać" w świecie gry może świadczyć o tym, że na każde zwycięstwo będziemy musieli zapracować. Napisałem "zwycięstwo"? Wróć. Widziała świnia niebo. Swoją przygodę w trybie kariery rozpoczynamy autem zakupionym za dostępną gotówkę. A że na starcie mamy jej tyle co kot napłakał, to oferta jest ograniczona do aut z niższych klas. W zakupionej furze spędzimy kilka pierwszych godzin gry. Początkowo sukcesem będzie zajęcie miejsca w pierwszej ósemce na koniec sezonu. I to z pocałowaniem ręki. Nie gwarantuje to awansu do wyższej ligi, więc jest bardzo prawdopodobne, że będziecie musieli ukończyć kilka razy te same mistrzostwa zanim znajdziecie się na podium i zaczniecie ścigać o większe pieniądze. 

Pieniądze i przejechane kilometry to najważniejsze elementy, dzięki którym powoli acz sukcesywnie pniemy się w górę. Im więcej jeździmy danym autem tym lepsze usprawnienia dla niego zdobywamy. Redukcja wagi, lepszy silnik, możliwość grzebania w ustawieniach zaawansowanych, poprawa przyczepności itd. Bez usprawnień auta praktycznie nie jesteśmy w stanie wygrywać. Jednak dzięki temu, że nie zmieniamy samochodów jak rękawiczek poznajemy dokładnie ich słabe i mocne strony, uczymy się jak reagują na daną nawierzchnię czy sytuację na trasie. 

Na każde zwycięstwo będziemy musieli zapracować. Napisałem "zwycięstwo"? Wróć. Widziała świnia niebo

W DiRT Rally wszystko ładnie się zazębia – ulepszony samochód to szansa na wyższe miejsce w wyścigu, a to równa się z większą kasą, za którą możemy kupić mocniejsze fury i startować w silniejszych klasach. Mamona będzie nam też potrzebna do zatrudnienia ekipy mechaników. Początkowo możemy zatrudnić tylko jednego gostka, ale wraz z przejechanymi kilometrami odkryją się cztery kolejne sloty. Im droższy specjalista tym lepiej będzie potrafił zająć się naszym autem w strefie serwisowej i szybciej naprawi konkretne uszkodzenia. Każdy mechanik jest bowiem opisany parametrami niczym w RPG. Jeden lepiej radzi sobie z naprawianiem silnika inny zawieszenia. Poza szefem mechaników, który zwiększa swój poziom doświadczenia i umiejętności z każdym wyścigiem, pozostałych pracowników zatrudniamy na konkretną ilość rajdów i po jakimś czasie musimy przedłużyć bądź zerwać z nimi kontrakt. Ale to wciąż nie koniec zależności. Im dłużej trzymamy z nami danego specjalistę tym więcej slotów na perki staje przed nami otworem. Każdy mechanik oferuje trzy takie sloty, ale trzeba przejechać z nim tysiące kilometr, aby je odblokować. A co dają perki? Powalają zmniejszyć czas potrzebny na zdobycie ulepszeń do aut. Czy wspomniałem już, że wszystko się tu zazębia?

Im więcej kilometrów zrobimy tym lepsze usprawnienia do samochodu odblokujemy. Górne zdjęcie pokazuje, ile kilometrów trzeba przejechać by odblokować sloty na perki mechaników.

Cierpliwość jest cnotą

Grindowanie - przygotujcie się na to, że aby zdobyć kasę na zakup nowych fur tudzież awansować do wyższej klasy zawodów będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość. Tej - przyznaję szczerze - czasami i mi zaczynało brakować. Deweloper troszeczeczkę przegiął z ilością czasu jaki trzeba poświecić na kolejne awanse. Kariera jest bardzo żmudna i powtarzalna, co niektórych może do gry zrazić. W DiRT Rally trzeba nauczyć się cieszyć z małych sukcesów. Pobicia rekordu na trasie, uzyskiwania coraz lepszych miejsc w tabeli i ogólnie poprawianiu własnego skilla. Pomaga w tym fakt, że w trakcie mistrzostw przeciwnicy również borykają się z przeciwnościami losu. Dawno już nie grałem w tytuł, który byłby na płaszczyźnie rywalizacji tak nieprzewidywalny. Lider klasyfikacji może wycofać się nagle z wyścigu  z powodu awarii silnika. Zdarzało się, że podczas jednego rajdu składającego się z 8 tras podium zmieniało się jak w kalejdoskopie. Komuś odpadło koło, ktoś uszkodził skrzynie biegów lub złapał kapcia. Dlatego warto walczyć do końca. A nuż rywala szlak trafi! Bądźcie jednak wyczuleni na to, że produkcja Codemasters nie wybacza błędów. Nie znajdziecie tu opcji przewijania czasu po kolizji z drzewem, a jeśli zechcecie zrestartować wyścig dostaniecie karę finansową. Po wypadnięciu z trasy możemy oczywiście do niej powrócić resetując auto, ale to z kolei wiąże się z kilkunastosekundową karą, która przekreśla szanse na wysoką pozycję.