Recenzja: Sébastien Loeb Rally Evo (PS4)

Recenzja: Sébastien Loeb Rally Evo (PS4)

Jakub Wojtkowiak | 06.02.2016, 10:55

Gdybym został w środku nocy brutalnie przebudzony i zapytany, do jakiego studia tworzącego gry jestem uprzedzony, odpowiedź będzie odruchowa - Milestone. Jak po ostatnim “dziele” włochów sobie obiecałem, że nigdy więcej nie ruszę ich gier, tak głód rajdów wygrał. No i jestem - siedzę, pisząc recenzję . Grę, co do której porzuciłem wszelkie nadzieje, widząc logo twórców po zobaczeniu pierwszego zwiastunu. Tym razem bardzo się cieszę, że chociaż trochę się myliłem.

Jak sprawić, żeby Milestone zrobiło całkiem przyzwoitą grę? Trzeba im zabrać licencję WRC. Tak to przynajmniej wygląda. Sam nie wierzę i jestem w szoku, ale wychodzi na to, że Włosi w końcu stworzyli grę, która nie jest kompletnie zepsuta! Żeby nie było, nie mamy do czynienia z idealnym dziełem - ale i tak jest nieźle.

Zacznijmy od podstaw. Nie ma się co czarować, nie doczekaliśmy się następcy Richard Burns Rally. Do tego grze Milestone jest bardzo daleko. Tak czy inaczej, model jazdy to przyjemna hybryda zręcznościówki z zacięciem symulacyjnym. Hardkorowcy raczej nie spędzą przy grze setek godzin, a “niedzielni” rajdowcy odbiją się przy kolejnej nieudanej próbie pokonania tego samego zakrętu, ale wszyscy inni na pewno będą zadowoleni. Czuć różnicę między odmiennymi rodzajami nawierzchni - szczególnie miło się to prezentuje w trakcie rajdu Monte Carlo, gdzie przyczepna droga miesza się z lodowymi pułapkami, a te kończą się efektownym dzwonem (o czym z resztą niedawno przekonał się boleśnie sam Robert Kubica). Oczywiście bardzo wyczuwalna jest również różnica między konkretnymi pojazdami - czy to z napędem na przednią lub tylną oś, czy “czterołapami”.

Nawiązując do wspomnianych wyżej efektownych dzwonów, tutaj twórców zbytnio poniosła wyobraźnia. W nie było możliwości obrócenia samochodu na dach. Tutaj, przy najmniejszym błędzie, zahaczeniu o kamień czy zbyt szybkim przejeździe przez krawężnik lub rów, wykonujemy wręcz komiczne piruety. Czasami czeka nas nawet kilkanaście rolek - zakładając, że nie trafimy na niewidzialny koniec pobocza i gra nas nie przywróci na trasę. I tak źle, i tak niedobrze.

Ale przynajmniej wachlarz samochodów, które możemy rozbić, prezentuje się na prawdę okazale. Od słabszych pojazdów napędzanych wyłącznie na przednią oś, jak chociażby Peugeot 106 Rallye, przez mocniejszą grupę R5 i klasyki takie jak Delta S4 czy Lancia Stratos, po grupę WRC reprezentowaną chociażby przez Polo R WRC, Hyundaia i20 czy kultowe Subaru Impreza '95 lub Lancer Evo VI. Jakby tego było mało, znajdą się też potwory, na przykład 925-konne Suzuki SX4 przygotowane specjalnie na Pikes Peak czy samochód, w którym sam Loeb bił rekord tego legendarnego odcinka - 208 T16 Pikes Peak. A to tylko część pojazdów! W tej kwestii jest na prawdę dobrze.

Samochody wykorzystać możemy na znanych trasach rajdowych - Monte Carlo, Szwecja, asfaltowe odcinki Francji, zakurzony Meksyk i Australia, błotnista Walia, pofalowana Finlandia czy morderczy dla silników odcinek Pikes Peak. Dla mnie największą zabawę stanowiły przejazdy w Finlandii oraz zdradzieckie odcinki rajdu Monte Carlo. Milestone zaskoczyło mnie również z trybami. Zamiast samych rajdów, dostaliśmy Rallycross i różne wariacje rajdów. Będziemy jeździć też na precyzję między pachołkami, poćwiczymy refleks na specjalnie rozstawionych bramkach (do ostatniej chwili nie wiemy, przez którą mamy przejechać) czy też powalczymy o najlepsze czasy sektorów. Niby nic wielkiego, ale burzy to monotonię - co się chwali.

Świetny jest również tryb Loeb Experience, w którym poznajemy drogę do wielkości Sebastiena. Każde zawody poprzedzone są wywiadem z mistrzem, po czym odtwarzamy kroki milowe w jego karierze. Świetna sprawa! Samych wydarzeń nam z pewnością nie braknie na wiele godzin. Schemat kariery jest znany chociażby z ostatniej gry Milestone - . Eventy podzielone są na różne kategorie, które z kolei dzielą się na podkategorie - jest co robić. W miarę postępu i awansowania na drabince rankingowej świata rajdowego, będziemy też mogli startować w wyzwaniach Loeba, które zakończy udział w legendarnym wspinaniu się na Pikes Peak.

Jednak by nie było zbyt słodko, przypominamy sobie, kto grę zrobił. Największym problemem gry jest jej grafika. Już na PS3 pokusiłbym się o twierdzenie, że produkcja jest po prostu brzydka. Tutaj nawet modele pojazdów wyglądają jak pudełka na kółkach, które na domiar złego lewitują nad nawierzchnią. Do tego należy pamiętać, że gra działa w 30 klatkach, a nie 60, a i te 30 nie raz uda się zgubić, szczególnie w trybie Rallycross. To już jest niewybaczalne. Sam dźwięk też, co tu dużo mówić, nie powala. Zachowane jest charakterystyczne brzmienie każdej z grup, słychać wybuchy niespalonej mieszanki paliwowej w wydechu, ale dalej całość jest po prostu nijaka. Jak przypomnę sobie tłumaczenie “Rajdy” na “Wyścigi” to już w ogóle idzie dostać… irytacji. Tak, irytacji. Nawet w wywiadzie (jest tłumaczony przez lektora) Loeb wypowiada się, że startował w “wyścigach”. Dodatkowo, w czasie wjeżdżania na Pikes Peak, nie zwiększamy wysokości, na której się znajdujemy, tylko… PRZEŚWIT. Nie, po prostu nie. Mało tego - chcecie pograć w multi? Powodzenia. Mi praktycznie nie udawało się połączyć, a jak już połączenie zadziałało, to jego stabilność (mimo dobrego łącza) wołała o pomstę do nieba.

Wychodzi na to, że w końcu coś się rusza w temacie rajdów na PS4. Niedawno dostaliśmy WRC 5, teraz wjechał , za rogiem czai się  - można powiedzieć, że tragedii już nie ma. Szkoda tylko, że było klapą, to średniak (z potencjałem, ale dalej średniak) a na dzieło Codemasters przyjdzie nam czekać przynajmniej do kwietnia.

Kto powinien być bohaterem następnej odsłony ''Polski głos w grach wideo''?

Małgorzata Socha
46%
Maciej Zakościelny
46%
Dariusz Szpakowski i Włodzimierz Szaranowicz
46%
Pokaż wyniki Głosów: 46

Ocena - recenzja gry Sebastien Loeb Rally Evo

Atuty

  • Różne tryby
  • Ciekawe samochody
  • Pikes Peak

Wady

  • Płynność
  • Przesadzone wypadki
  • Grafika

Jakub Wojtkowiak

Brak licencji WRC zrobił twórcom bardzo dobrze. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że nazwisko Loeba, który niewątpliwie jest żywą legendą aktualnego pokolenia rajdowego, nie zostało doklejone do byle czego.

Komentarze (43)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper