Minecraft: Story Mode to twór na wskroś dziwaczny. Z jednej strony, jako gracze, mamy pewien punkt zaczepienia. Studio Telltale Games stało się w ostatnich latach synonimem filmowych gier przygodowych wypchanych po brzegi trudnymi wyborami moralnymi. Nadal jednak nie możemy odwrócić wzorku do faktu, że jest to Minecraft. Gra, której wielu spośród nas nie tknęłoby nawet kijem. Bo przecież dla dzieci, bo głupoty, bo let’s playe w sieci. Warto jednak skupić się na autorach i dać im pewien kredyt zaufania., bo choć zapewne nie będzie to historia, która wyrwie nas z butów albo doprowadzi do łez, to ma potencjał, by przywrócić do życia naszego wewnętrznego dzieciaka.

Tales from the Minecraft

Naturalnie, mając na uwadze licencję, jest to tytuł znacznie bardziej przyjazny dzieciom i rodzinie, niż większość tytułów od Telltale. Nie uświadczymy tutaj krwi, brutalności ani zagmatwanych problemów, których natura nie jest jednoznacznie czarna lub biała. W grze kierujemy losami postaci o imieniu Jesse. Może to być, zależnie od naszych preferencji, chłopiec lub dziewczynka. Nasz bohater, wraz ze swoimi przyjaciółmi – osiłkiem Axelem, rezolutną Petrą i strachliwym prosiakiem Reubenem, wybiera się na specjalny konwent o nazwie EnderCon. Tam, ekipa bierze udział w konkursie na najfajniejszą budowlę, gdzie konkurują z zespołem nieprzyjemniaczków odzianych w skórzane kurtki przywodzących na myśl młodocianych cwaniaczków z amerykańskich liceów.  

Amerykańskie liceum jest tutaj słowem kluczowym. Minecraft: Story Mode rozpoczyna się niezwykle przewidywalnie, a pierwszy epizod sprawia wrażenie takiego przygodowego widowiska na młodzieży. Czy to źle? Absolutnie nie, bo w gruncie rzeczy takiego tytułu brakowało w portfolio studia. Ponadto, pomimo nieco innej grupy docelowej, scenarzyści stanęli na wysokości zadania . Historia napisana jest bardzo sprawnie, dzięki czemu starsi gracze również nie powinni się zanudzić i mogą ją odebrać jako miły przerywnik od poważniejszych tematów. Zwłaszcza, że od połowy  odcinka atmosfera nieco się zagęszcza.  Na ekranie rozgrywa się intryga i zdrada, a we wszystko wplątana zostaje legenda o czterech wielkich bohaterach tego świata, którzy pokonali niegdyś mitycznego Ender Dragona.

Jeden z naszych redaktorów zalicza w tle gościnny występ w formie plakatu na ścianie.

Rozmawiaj, zwiedzaj i... buduj

Projektanci z Telltale bardzo fajnie zaimplementowali do gry sztandarową mechanikę oryginalnego Minecrafta, czyli… crafting. Jesse, kilkukrotnie podczas dwugodzinnej przygody, musiał stanąć przy stole, by tworzyć nowe przedmioty mające pomóc grupie w radzeniu sobie z przeciwnościami. Jest to właściwie zakamuflowany system wyborów. Od tego co stworzymy zależy to, co stanie się później. Sprytnie! Postanowiono również przenieść na grunt przygodówki mechanikę walki z potworami i tu jest niestety znacznie gorzej. Poruszamy się po szynie, przełączając między stojącymi obok siebie przeciwnikami próbując przy okazji trafić ich mieczykiem. Czas reakcji jest nienajlepszy, więc przeciwnicy bez problemu mogą nas sięgnąć zanim skończy się animacja ciosu protagonisty. Na szczęście ma on dużo życia i o przegranej raczej nie ma mowy.

Szczerze powiedziawszy, obawiałem się nieco o samą stronę wizualną tego projektu. Ludki z gry Mojangu nie należą do najbardziej ekspresyjnych modeli, a wszystko jest mocno sztywne ze względu na swoją klockową naturę. Tutaj Telltale kompletnie olało konwenanse rządzące oryginałem i postanowiło nadać wszystkiemu nieco więcej życia. Postacie mają ekspresję i poruszają się znacznie bardziej dynamicznie. Niestety studio nadal nie ujarzmiło swojego starego silnika. Minecraft: Story Mode potrafi nieco spowolnić. Żeby było zabawniej, w moim przypadku, miało to miejsce w najbardziej spokojnych momentach całej opowieści. 

Cukier, słodkości i różne śliczności...

Grałbym w Minecrafta, gdyby miał kampanię

Minecraft: Story Mode to tytuł, któremu z pewnością warto dać szansę, nawet jeżeli nie jesteśmy fanami oryginalnej produkcji Notcha.  Gra skierowana została do zdecydowanie młodszego odbiorcy, jednak zdarzyło mi się kilka razy uśmiechnąć pod nosem, a perypetie Jessy’ego i spółki przypominały mi stare odcinki Scooby-Doo oglądane w dzieciństwie. Bawiłem się dobrze, a końcówka odcinka zwiastuje przygodę na jeszcze większą skalę.  Odpalając tę grę obawiałem się nieco, że trafi mi się generyczna przygodówka, która mogłaby właściwie nosić jakąkolwiek inną nazwę, lecz przyczepiono jej znaną markę tylko po to, aby „hajs się zgadzał”. Telltale nie idzie na łatwiznę.


Drużyna Kamienia, naprzód!

"Zakończył się sezon" i nadszedł czas na podsumowanie całości. Nie bez powodu ująłem początek tego zdania w cudzysłów. Minecraft: Story Mode ma dziwaczną strukturę. Może od razu wyrzucę to z siebie, bo ten temat cały czas siedzi mi z tyłu głowy. W przypadku The Walking Dead: Michonne dano scenarzystom zbyt mało przestrzeni do pracy, a w Minecrafcie okazało się tych epizodów zdecydowanie zbyt wiele. Twórcy bardzo sprawnie zamknęli całą historię w 4 odcinkach, ale wzięli już od graczy pieniądze za przepustkę sezonową. Jak rozwiązali ten problem? Bardzo nieumiejętnie. W 5 części rozpoczęto kompletnie nową historię, a "sezon" wydłużono do 8 epizodów. Sęk w tym, że za 3 kolejne będziemy musieli dodatkowo zapłacić.

Jeśli chodzi o samą historię, to podtrzymuję swoje zdanie z recenzji wstępnej. Scenariusz jest odrobinę sztampowy i przepełniony kliszami, ale wydarzenia na ekranie śledzi się bardzo przyjemnie. Młodzi odbiorcy będą zachwyceni. Szczerze powiedziawszy, to kompletnie nie narzekałem na nudę, a kilka celnie wymierzonych żartów sprawiło, że nawet zaśmiałem się kilkukrotnie na głos. Jedyną poważną wpadką w całej serii jest pewna fatalna sekwencja z labiryntem w czwartym odcinku. Dla równowagi kilkanaście minut później mamy najfajniejszą scenę akcji w całym sezonie, która zmywa nieco ten drobny niesmak błądzenia po marnie zaprojektowanym gąszczu korytarzy. Cała seria kończy się bardzo efektownie i, co zaskakuje, potrafi nawet poruszyć serce tak, jak mają to w zwyczaju serie od Telltale. Mało tego - ta druga historia zaczyna się całkiem ciekawie, choć niestety zakończona została cliffhangerem i aby poznać dalszy ciąg przygód Jessy'ego będziemy musieli zapłacić dodatkowe pieniądze.

Dobrze zbudowana bajka

Bardzo cieszy fakt, że Minecraft nie jest tu jedynie nazwą przylepioną na siłę, by ściągnąć do gry jak najwięcej małolatów zainteresowanych tą marką. Przez wszystkie odcinki regularnie, choć nieprzesadnie często, wykorzystujemy mechanikę znaną z oryginalnej gry. Czasem trzeba połączyć jakieś przedmioty na stole do craftigu, a przy niektórych okazjach stukać w klawisz i oglądać jak bohaterowie budują kolejne konstrukcje z klocków. Bardzo fajnie wykorzystano również estetykę oryginalnej gry w budowaniu świata, który rządzi się znanymi z Minecrafta zasadami, ale jednocześnie prezentuje się bardzo wiarygodnie. Dorzućmy do tego bardzo przyjaźnie wyglądających i mocno ekspresyjnych bohaterów i mamy przed sobą ciepłą i przyjemną historyjkę, którą fajnie rozgrywać z maluchami.

Oczywiście nie porównujmy Minecraft: Story Mode do bardziej dorosłych serii Telltale, bo mija się to z celem. Seria nie aspiruje tu do niczego więcej, niż przekazania w miarę ciekawego i przyjaznego dzieciakom scenariusza, który wprowadzi ich w mechanikę gier tego studia. Na tym poletku sprawdza się znakomicie i choć poszczególne odcinki mają swoje wzloty i upadki, to z pewnością warto się tą grą zainteresować.