Wargaming postanowił przenieść swój największy hit na aktualną generację. Twórcy w przypadku Xboksa One mieli przetarte szlaki, ponieważ ich produkcja z sukcesami śmiga na Xboksie 360. Gracze od początku ubiegłego roku wskakują w metalowe demony i sieją postrach na serwerach. Tytuł w edycji na poprzednią generacje został ciepło przyjęty przez graczy, więc deweloperzy z wielką przyjemnością przenieśli dzieło na kolejny sprzęt Microsoftu.

Na wstępie warto zaznaczyć, że najnowsza wersja World of Tanks z pozoru nie zmieniła się znacząco od swoich poprzedników. Nadal gra jest nastawiona na sieciowe starcia, w których biorą udział dwie drużyny. W każdej formacji znajduje się maksymalnie 15 graczy, a podczas starć należy zdobyć bazę lub wyeliminować wszystkie czołgi rywali. Pod względem maszyn wybieramy pojazdy z pięciu klas (ciężkie, średnie, lekkie, niszczyciele, artyleria), które charakteryzują się różnymi statystykami i stylami rozgrywki. Autorzy przygotowali maszyny Amerykanów, Niemców, Brytyjczyków, Francuzów, Japończyków, Chińczyków oraz Sowietów... A warto na pewno dodać, że na dzień dzisiejszy możemy korzystać z uroków i siły ponad 350 metalowych bestii.

Oczywiście na wstępie nie dostajemy miliarda monet i nie mamy dostępu do wszystkich przyjemności. WOT to typowa gra free-to-play, którą możemy pobrać za darmo z Xbox Live, więc na początku musimy przygotować się na żmudną, trudną i wymagającą zabawę. Tutaj nikt nie nagradza za pierdzenie w stołek i oglądanie filmików na YouTube’ie. W tym miejscu potrzeba spiąć pośladki i przygotować się na taktyczną rywalizację... Każde starcie jest nagradzane, więc zdobywamy monety oraz punkty doświadczenia i małymi kroczkami możemy kupować nowe czołgi lub ulepszać posiadane. Sprawa jest bardzo prosta – albo gramy dużo i szybko dochodzimy do pożądanych niszczycieli lub wydajemy prawdziwą gotówkę i ułatwiamy sobie zabawę. Muszę jednak zaznaczyć, że przygotowany system jest bardzo sprawiedliwy i w zasadzie wszystko możemy odblokować za zdobytą w grze walutę. Jasne, że najpotężniejsze zabawki wymagają od zainteresowanych poświęcenia wielu godzin... Ale możecie mi wierzyć, że satysfakcja jest gwarantowana.

Rdzeń World of Tanks na Xboksie One jest idealnym klonem poprzednich odsłon, jednak nie jest to zła wiadomość. Taka rozgrywka sprawdza się od 5 lat, więc deweloperzy nie muszą się specjalnie męczyć i na siłę rewolucjonizować rozgrywki. Tytuł nagradza najbardziej ambitnych graczy, którzy w dodatku prędko opanują zmagania na wielkich polach bitwy. A nie jest sekretem, że akurat tę produkcję trzeba poznać dość szybko, ponieważ w innym wypadku możecie się odbić od pozycji po zaledwie kilkunastu minutach. Gra jest trudna i to niezależnie od tego czy gracie na myszce, klawiaturze, czy też spędziliście pół życia w czołgu... No może ostatnia grupa będzie miała odrobinę ułatwione zadanie, ale mimo wszystko wejście w świat czołgów nie należy do najbardziej przyjemnych. W czasach dynamicznych pojedynków na serwerach Call of Duty trudno niektórym odnaleźć się w bardzo... Spokojnych i taktycznych pojedynkach. Tutaj naprawdę trzeba dobrze poznać realia i przygotować się na specyficzną, chociaż – po opanowaniu przynajmniej podstaw – bardzo przyjemną rozgrywkę.

Surowe realia początkowych batalii w WOT pewnie dotarły nawet do członków Wargamingu, którzy w wersji na Xboksa One postanowili przygotować nowy tryb rozgrywki o nazwie Poligon. Dzięki tej innowacji gracze mogą rywalizować w pojedynkach PVE, sprawdzać własne czołgi i uczyć się gry. Ja miałem już przyjemność spędzić w czołach wiele godzin na X360 i PC-tach, więc w czterech przygotowanych scenariuszach nie znalazłem wiele przydatnych informacji, ale początkujący gracze powinni właśnie w tym miejscu rozpocząć swoją przygodę z World of Tanks. To bardzo pomocny wariant zabawy, który przygotuje śmiałków do wielu przyjemnych pojedynków w Sieci. Ciekawostką na pewno jest informacja, że Poligon mogą wypróbować nawet gracze bez złotego abonamentu Xbox Live. „Srebrni” bez problemu pobiorą WOT, zapoznają się z kampanią, nauczą się podstawowych ruchów, a później mogą wykupić abonament, aby wyruszyć na sieciowe podboje. Jest to na pewno dobry wabik dla młodych ryb, które jeszcze nie odkryły wszystkich uroków rozgrywki w Sieci.

Wspomniałem już w tekście o braku większych rewolucji, ale musicie wiedzieć, że twórcy wiedzieli co robią przenosząc grę jeden do jednego. Tytuł zapewnia nam pełną międzyplatformową rozgrywkę, więc bez najmniejszych przeszkód możecie walczyć z kumplami z Xboksa 360, wspólnie cieszyć się rozgrywką, korzystać z uroków czatu głosowego, a nawet logować się na swoje konto na obu konsolach. To wielkie ułatwienie, bo dzięki temu na serwerach nie brakuje chętnych do gry i jeśli już wcześniej zapoznaliście się z projektem na poprzedniej generacji, to teraz możecie kontynuować zabawę na nowym sprzęcie.

Byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał, że World of Tanks na Xboksie One wyładniał. Twórcy chwalą się przygotowaniem wszystkich pojazdów oraz elementów map na nowo i tę świeżość widać od samego początku. Różnica pomiędzy Xboksem 360 jest wyraźna, chociaż nie będę ukrywał, że gra prezentuje się lepiej na moim blaszaku... Autorzy upiększyli krzaczki, odrestaurowali budynki, ale pod względem oprawy wizualnej moglibyśmy oczekiwać większych wodotrysków. W wersji na Xboksa One pojawia się również opcja szybkiego streamingu rozgrywki, mamy dostęp do ekskluzywnego garażu i możemy brać udział w nowych wyzwaniach. Wielkim plusem jest dokładne odpicowanie dźwięków – Wargaming postarał się o nagranie na żywo wszystkich odgłosów silników, a ponadto dźwięk wystrzałów oraz eksplozji został wzmocniony... Już wcześniej pod tym względem WOT prezentował najwyższą ligę, a teraz jest jeszcze lepiej! Żałuję jedynie, że twórcy nie zdecydowali się usprawnić płynności rozgrywki i chociaż gra działa przyjemniej niż na poprzedniej generacji, to i tak zdarzają się odczuwalne spadki...