SKLEP
347V

Super Ghouls 'n Ghosts

Rok 1985 to był dobry rok. Narodziłem się wtedy ja, ale narodziła się też wtedy gra Ghost n Goblins, która dała początek nowej serii. Port na domowego NESa podobał mi się baaardzo średnio, ale wszystko miało się zmienić gdy przygody Sir Artura trafiły na 16 bitowca.

Super Ghouls 'n Ghosts
  • Platformy:  GBA   SNES 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie

Super Ghouls 'n Ghosts to trzecia część serii. Wcześniej ukazała się wyżej wspomniana część na NESa i kolejna na Segę Mega Drive. Gra została wydana w 1992 r. i stanowiła jedną z pierwszych produkcji Capcomu na nowe dziecko Nintendo. Zadanie nie było łatwe, trzeba było okiełznać nowy sprzęt i wydać hit, który przyniesie pieniędzory. Dziś obiektywnie można stwierdzić, że sprostali wyzwaniu. Słupki sprzedaży mówią same za siebie, gdyż jest to jedna z najlepiej opchniętych gier w historii żółto-niebieskich. Zacznijmy jednak od podstaw.

Podobnie jak w poprzednich odsłonach wcielamy się w postać Sir Artura. Po raz kolejny chciałby on skonsumować związek z uroczą księżniczką Prin Prin, lecz zostaje ona porwana przez siły nieczyste i nasz dzielny rycerz nie wiele myśląc rusza jej na pomoc. Historyjka prosta do bólu, ale to właśnie cały urok dawnych produkcji. Żadne tam zastanawianie się dlaczego porwał, może miał ciężkie dzieciństwo, a może to tylko gra polityczna. NIE. Jest ten zły i okrutny, bo po prostu taki jest i z jego parszywych łap musimy wyrwać niewiastę - symbol piękna i czystości. Choć sir Artur, myślę, z chęcią by tę czystość w końcu  trochę zbrukał.

Na przeciw stajemy 7 zróżnicowanym i zmyślnie zaprojektowanym poziomom. Każdy z nich ma miejsce w zupełnie innej mrocznej scenerii. Zaczynamy na cmentarzu, by przenieść się później na okręt widmo, czy same czeluście piekieł. Nie zabraknie oczywiście klasycznego poziomu zimowego. Każdy z etapów to zupełnie inne przeszkody wytaczane przeciwko graczowi. W każdej planszy spotkamy się z zupełnie nowymi wyzwaniami, które będziemy musieli zaadaptować i pokonać.  Mechanika tychże jest na tyle zróżnicowana, że nawet wewnątrz poziomu, po checkpoincie (znajdującym się w połowie planszy) jesteśmy postawieni w zupełnie innej scenerii. Najlepszym przykładem może być plansza druga, gdzie na początku zmagamy się z duchami na okręcie widmo, by w drugiej części dryfować samotnie na tratwie omijając przeszkody.

 

Co do stawianych przed nami wyzwań to spodziewać się możemy tradycyjnie idealnie wymierzanych skoków na często bardzo małe platformy, unikaniu śmiertelnych pułapek, czasami walki z czasem, staniem w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, czyli wszystko to co w platformówkach lubimy. Gimnastyka kciuka niestety nie wystarczy, bo przyjdzie nam jeszcze stawić czoła całym hordom tytułowych ghuli, duchów i całej masie innych stworów. Najgorszym problemem w walce z potworami jest losowość ich pojawiania się. Na każdym poziomie jest jeden rodzaj potwora, którego pojawienia nie da się przewidzieć. Na cmentarzu np. spod ziemi ciągle wyłażą zombie. Tutaj nie ma pamięciówki, że "aha tu wyjdzie zombie, to się przygotuję i stanę tu, a toporem rzucę tam", NIE. One wyłażą ciągle, w różnych miejscach. Można oddać skok w pozornie puste pole by przy lądowaniu nagle wylazł zgnilec i nas ranił. Nie ma też oporów żeby wróg pojawił się bezpośrednio na nas jak np. robią to duchy czy wybuchające bulwy.

Jak się przed tym wszystkim bronić? Ano nasz protagonista dostaje całkiem spory arsenał możliwości (przynajmniej w porównaniu z pierwszą odsłoną serii). Po pierwsze, jedna z moich ulubionych umiejętności w grach wideo, podwójny skok! Dzięki niemu możemy skoczyć wyżej, dalej, a ponadto zmienić kierunek lotu i np. uniknąć niebezpieczeństwa pojawiającego się pod nogami. Mamy do dyspozycji 7 rodzajów broni. Niestety tylko 3 są użyteczne, pozostałe zupełnie niegrywalne. Do tego możemy ulepszać naszą zbroję. Co prawda, jak ulepszona by ona nie była, to i tak rozpada się po jednym ciosie, redukując nasz pancerz do bokserek. Nie mniej jednak pierwsze ulepszenie, na zbroję zieloną, wzmacnia obrażenia i możliwości używanej przez nas broni, a drugie, na zbroję złotą, dodaje specjalną umiejętność, która zależna jest od rodzaju dzierżonego oręża. Na przykład używając noża możemy przyzwać smoka, który poważnie rani naszych przeciwników, a posiadając kuszę, możemy odkrywać ukryte skrzynie.

 

Skrzynie kryją w sobie ulepszenia zbroi, bronie, ale czasem też znajdziemy w nich raniące nas wnyki lub maga, który na krotki czas zamieni nas np. w bezbronne dziecko. Oprócz skrzyń znajdziemy też sporo worków z pieniędzmi i warto je zbierać. Po pierwsze dają one punkty, za które zdobywamy dodatkowe życia i są one jakoś, dokładnie nie wiem jak, powiązane z "kontynuacjami" dzięki czemu mamy ich teoretycznie nieskończoną ilość, bo mimo, że je zużywałem, za każdym następnym razem mi ich przybywało.

No dobra, czyli gra jest wymagająca ale summa summarum, dzięki tym wszystkim ulepszeniom da się ją jakoś przejść. SKĄD! Gra jest obrzydliwie trudna! Po pierwsze giniemy po dwóch ciosach. Jak pisałem wyżej, jak lśniąca nasza zbroja by nie była, jeden cios i stoimy w bokserkach, drugi cios i jesteśmy kupą kości. Ewentualnie możemy jeszcze znaleźć tarczę, która uratuje nas przed dodatkowym jednym pociskiem jeśli trafi centralnie w nią. Jest mnóstwo losowych przeciwników na których trudno się nie nadziać. Wyzwania platformowe są bardzo wymagające, tym bardziej, że margines błędu jest bardzo mały lub żaden. Do tego oczywiście grę musimy przejść DWA RAZY. Nie dość że za drugim razem nasilenie przeciwników staje się nieco gęstsze, to jeszcze aby pokonać ostatniego bossa musimy mieć specjalną broń. Jak ją zdobyć? Musimy mieć na sobie wszystkie możliwe ulepszenia, czyli złotą zbroję i tarczę. Innymi słowy musimy przejść przynajmniej jeden etap nie będąc nawet raz trafionym, odkrywając wszystkie skrzynie. Pocieszeniem może być tylko fakt, że dostępne są 4 poziomy trudności, ale to nie wiele zmienia. Powodzenia!

Na szczęście czas umila dobrze skomponowana muzyka, a przede wszystkim główny motyw przewodni. Używane bronie bardzo ładnie brzęczą, a przeciwnicy smakowicie wybuchają. Po pokonaniu każdego bossa wiwatują nam basowe fanfary. Brakuje może jęków zombie czy skowytu kojota, ale to tylko 16bitów, więc nie bądźmy czepialscy.

Co się tyczy grafiki to sprite'y postaci są bardzo ładnie i szczegółowo wykonane. Efekty wizualne naszych ataków zarówno jak i ataków przeciwników są też bez większych zastrzeżeń. Mamy laserowe sztylety, ładnie buchają ognie, satysfakcjonującą wybuchają potwory. Tła są średnio ciekawe, a czasem ich w ogóle nie ma, ale zastosowano technikę "pararel scrolling". Na pewno bardzo przyjemnym zabiegiem jest obracanie się całej planszy dookoła w jednym z leveli.

Podsumowując - wszystkim wytrwałym retro maniakom grę gorąco polecam. Jest piekielnie trudna i sponiewiera, ale jest na tyle ciekawa, że z chęcią poddajemy się tym torturom, a nóż tym razem uda się dojść dalej.

Tagi:

Werdykt
  • + Grafika
  • + Muzyka
  • + Projekt leveli
  • + Poziom trudności - boli ale chcesz więcej
  • + Umiejętności Sir Artura
  • - Zbędne bronie
  • - Poziom trudności może zdruzgotać
  • - Przechodzenie gry dwa razy to zuchwale tani chwyt i mało mnie obchodzi, że ta seria tak ma
Czarny Ivo
Czarny Ivo Bardzo fajna, ale do pierwszych 150 zginięć
Oceń recenzję
+ +16 -

Miesięcznik PSX Extreme