Recenzję jednej z najciekawszych gier, jakie pojawiły się na PS VR, zacznę przewrotnie, bo od narzekania. Sony chyba nie do końca ogarnęło temat obsługi wirtualnych gogli na PS5. Tak, chodzą plotki, że powstaje nowa wersja sprzętu pozbawiona większości kabli, ale na ten moment odpalenie Hitmana VR na next-genie Japończyków wiąże się z kilkoma trudnościami.

Po pierwsze - żeby podłączyć urządzenie do PS5 trzeba posiadać specjalny adapter. Po drugie - Hitman 3 w wersji na next-gena Sony nie działa w trybie wirtualnych gogli, więc musimy ściągnąć na dysk wersję na PS4. Po trzecie - niezbędne jest posiadanie starego DualShocka, bo na DualSense nie zagramy (rozwinę tę myśl dalej w recenzji). Oczywiście mowa o sytuacji, gdy chcemy posmakować przygód drugiego najbardziej popularnego Łysielca na naszym globie (tego z Brazzers wszak nikt nie pobije) na tej lepszej konsoli. Osoby, które zainwestują w grę na starszych systemach nie mają takiego problemu.

Co trzy gry to nie jedna

Hitman 3 VR - recenzja gry. Używanie garoty

Na początek spora niespodzianka - Hitman VR to nie tylko trzecia część, ale tak naprawdę cała "nowa" trylogia, którą od początku do końca zagrać możemy w goglach na głowie. Można więc łatwo zatracić na wiele godzin, co w przypadku gier na PS VR nie jest przecież normą. Pytanie czy biorąc pod uwagę ograniczenia technologiczne PS VR i cięcia w oprawie względem oryginału taka przygoda warta jest świeczki? Nie ma się co oszukiwać - pewnych efektów w wersji na gogle Sony nie doświadczymy. Cześć refleksów i efektów świetlnych wyleciała, oprawa nie jest tak soczysta i ostra, a i szczegóły w oddali straciły na jakości. Najbardziej jednak drażnią dorysowujące się elementy podczas biegu. I chodzi nie tylko o otoczenie, ale również postacie NPC-ów, które potrafią nam wyrosnąć przed oczyma.

Tyle, że to chyba jedyny babol, który potrafi wybić z immersji w Hitman VR. Cała reszta to już miód malina. Mimo wspomnianych wad gra wygląda na PS VR naprawdę dobrze, a w kilku momentach wręcz zapiera dech w piersiach. Biorąc pod uwagę fakt, że mamy misje z trzech różnych odsłon trafimy do naprawdę zróżnicowanych terenów i poza zjawiskowym Dubajem, imprezowym Berlinem czy wypełnionymi neonami Chinami zwiedzimy też chociażby lasy w Kolumbii, Miami czy zatłoczone Indie. To takie małe sandboksowe światy, które zwiedzane w FPP nabierają jeszcze większych rumieńców. Schodząc do podziemi na dyskotekę w Berlinie autentycznie miałem wrażenie jakbym tam był, w czym pomagała też odpowiednia ścieżka dźwiękowa.

W każdym zakątku świata nie brakuje zresztą elementów budujących atmosferę jak tłumy przechadzających się ludzi, kursujące gdzieś w tle środki komunikacji czy lokalne akcenty. Widok FFP dodaje momentami grze skali i pozwala jeszcze mocniej wczuć się w klimat danej miejscówki, które po prostu żyją własnym życiem. Cieszy też fakt, że podczas loadingów na PS VR nie musimy udawać się do kuchni w celu zaparzenia herbaty i zazwyczaj nie przekraczają one 15-20 sekund.

Gałki zamiast Różdżek w Hitman VR

Hitman 3 VR - recenzja gry. Spacer po wieżowcach

Wspomniałem już, że grając na PS5 nie można skorzystać z DualSense'a. Wszystko dlatego, że gra wykorzystuje light bara w DualShocku 4, aby sterować Łysym. Kamera w Hitman VR śledzi ustawienie i ruch pada, który odpowiada za ramię naszego protagonisty. Klawiszologia jest bardzo dobrze rozłożona i nieco różni się od podstawowej wersji gry, ale szybko można się przestawić. Gałkami rozglądamy się i poruszamy postacią, co możemy robić płynnie lub przeskakując między punktami, w zależności w jakim stanie jest nasz błędnik. Ale bez obaw - nie będziecie haftować za kanapę. A nawet jeśli, to w grze jest naprawdę sporo opcji, które pozwolą dostosować zabawę w VR do własnych preferencji wliczając w to nawet wielkość napisów na ekranie. 

Ciche zabójstwa, skradanie się i cała otoczka  z kombinowaniem jak ugryźć daną misję nabiera wręcz na PS VR nowego wymiaru. Co więcej - ograniczenia gogli sprawiają, że immersja jest jeszcze większa, a poziom trudności idzie w górę, bo grając w VR nie widzimy nie tylko mini-mapy, ale nieco inaczej działa też instynkt Łysego. Wiele interaktywnych elementów wyświetla się inaczej albo w ogóle, co nie ułatwia eliminacji celów. Problematyczne może być dla części gracze celowanie light barem. Nie zawsze jest ono na tyle precyzyjne, jak byśmy tego chcieli i trochę dziwi, że producenci gry nie zdecydowali się na dodanie obsługi kontrolerów PS Move. Podobno chodziło o to, że owe kontrolery oferowały zbyt mało przycisków, by intuicyjnie rozłożyć wszelkie umiejętności i ruchy Agenta 47. Mimo wszystko jednak uznaję to jako małą wadę.

Wolność i swoboda

Hitman to seria, która wręcz zachęca do tego, by ukończone poziomy atakować jeszcze raz, próbując zaliczyć je na inne sposoby. Na PS VR jest podobnie, a swoboda w wykonywaniu misji robi robotę. W recenzji chcę więc to wyraźnie zaznaczyć - Hitman VR mimo kilku ograniczeń graficznych względem podstawowej wersji gry to jedna z najlepszych gier w jakie grałem na goglach Sony. Niektóre rozwiązania jak brak sterowania za pomocą PS Move mogą wprawdzie dziwić, ale w pakiecie dostajemy wszystkie poziomy z całej trylogii. Nie znalazłem jedynie w pierwszych dwóch odsłonach trybu Eskalacji, który można wprawdzie odpalić, ale akcje obserwujemy w klasycznym widoku na płaskim ekranie. 

Co nie zmienia faktu, że bycie Łysym madafaką zakładającym garotę na szyje swoich ofiar w wersji FPP i goglach na głowie potrafi zapewnić naprawdę mocne wrażenia. A co więcej - ze względu na ograniczony interfejs i wyższy poziom trudności bycie płatnym zabójca chyba jeszcze nigdy nie było tak wciągającym i immersyjnym doświadczeniem. Po Star Wars: Squadrons to kolejna produkcja, którą każdy posiadacz PS VR powinien mieć w swojej kolekcji.