Mateusz Wróbel Mateusz Wróbel 06.10.2020
Watch Dogs Legion - gramy w tytuł Ubisoftu. To nie jest kolejne kopiuj-wklej
2105V

Watch Dogs Legion - gramy w tytuł Ubisoftu. To nie jest kolejne kopiuj-wklej

Ubisoft niespełna dwa tygodnie temu przygotował dla dziennikarzy parogodzinną wersję próbną swojej najnowszej produkcji - Watch Dogs Legion. Czy gra będzie tym, o czym marzyli fani marki skupiającej się na hakowaniu? Moje wrażenia z pokazu znajdziecie w rozwinięciu.

Niespełna dwa tygodnie temu miałem okazję przetestować najnowszą produkcję Ubisoftu, która zadebiutuje na rynku jeszcze w tym miesiącu. Watch Dogs Legion trafi na komputery osobiste, PlayStation 4 oraz Xboksa One dokładnie 29 października, a w przedostatnim miesiącu bieżącego roku kalendarzowego zawita również na next-genowych sprzętach Sony i Microsoftu. Muszę Wam powiedzieć, że jestem niezwykle zadowolony z tego, co szykuje dla nas Ubisoft. I zaznaczam, że nie jest to typowe kopiuj-wklej.

DedSec wraca do gry!

Przygotowany przez Francuzów wycinek gry objął zbiór misji fabularnych, w których pozyskiwaliśmy informacje, a następnie zajmowaliśmy się pewną osobą, która za pomocą brutalnych działań rządzi na czarnym rynku. Pierwszym krokiem było udanie się na plac budowy, na którym miejsce miała transakcja pomiędzy bandytami, a klientami. Przed tym musiałem wybrać bohatera, którym chce pokierować, bowiem jak sami zapewne wiecie, Watch Dogs Legion zaoferuje kilkadziesiąt grywalnych postaci, ale o nich za chwilę. Po udaniu się na miejsce, zgodnie z poprzednimi odsłonami hakerskiej marki, nic nie stało na przeszkodzie, aby włamać się na tamtejsze kamery i oznaczyć wrogów, tudzież tajne przejścia, dzięki którym szybciej dostanę się do wyznaczonej przez siebie lokacji.

Samo sterowanie kamerami nie różni się od tego, co widzieliśmy w jedynce i dwójce. Sterując jedną z nich, możemy z ogromną łatwością przenieść się na drugą, trzecią itd. o ile są one w zasięgu naszego wzroku i nie są zablokowane o jakiekolwiek elementy. Korzystając z rzeczonych urządzeń, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy zhakowali samochód, otworzyli drzwi, czy przeciążyli elektryczny panel w celu zwrócenia uwagi oponentów, czy ich wyeliminowania. Nowością są jednak roboty unoszące się w powietrzu - część z nich jest nieprzydatna, ale warto mieć na uwadze tych transportujących przykładowo łatwopalne materiały. Gdy je przejmiemy, zdobywamy możliwość przelecenia nimi nad głowy grupy wrogów i upuszczenie ładunku, co spowoduje wybuch.

Interesujące od pierwszych minut śledztwo

Watch Dogs Legion oferuje sporo walki, nie narzucając przy tym odbiorcy, czy ma używać pistoletów, czy też działać po cichu. Po uporaniu się z wrogami zacząłem szukać wskazówek pozwalające odtworzyć wydarzenie mające miejsce na placu budowy w niedalekiej przyszłości. Gra wymagała odnalezienia nogi robota, a następnie zmusiła nas do znalezienia przejścia, które pozwoli przejść przez zawalone gruzami miejsce. Aby to wykonać, musiałem użyć specjalnego robota, który bez żadnych problemów przeciśnie się przez szyb wentylacyjny. Będąc już przy nim, warto zaznaczyć, że dzięki niemu możemy dostawać się w trudno dostępne lokacje i hakować panele przystosowane do zasad CTOS-u, systemu sieciowego dostarczanego przez firmę Blume.

Kolejne dowody w sprawie przeniosły mnie do sporego budynku organizacji Albion - prywatnej, militarnej jednostki rządzącej w Londynie żelazną ręką. W jednym z pokoi odnalazłem pozostałą część robota, którego wspomnienia zaprowadziły mnie do opuszczonego magazynu, w którym były przeprowadzone operacje na ludziach w celu pozyskania cennych organów. Kobietę, która rządziła tymże biznesem, bliżej poznać mogłem dopiero za sprawą filmików przerywnikowych pokazujących jej brutalność wobec jej niewolników wydających się nie mieć już jakiejkolwiek nadziei na ucieczkę. W ramach ciekawostki wspomnę, że jedną z nich była Polka, młoda dziewczyna, która w co drugim zdaniu mówiła w ojczystym języku. Od razu przypomniał mi się Pan Wróbel z Red Dead Redemption 2.

Historia, choć krótka, bardzo mnie zainteresowała - playtest rozpocząłem lekko po 15:00, a skończyłem chwilę przed 19:00 - patrząc na zegarek nie zdawałem sobie sprawy, iż tak długo zagrywałem się w nowego Watch Dogsa. Oprócz uciętego wątku głównego do naszej dyspozycji oddano także parę aktywności pobocznych, typu: rekrutowanie nowych członków do grupy DedSec (aby to zrobić, musimy wykonać dwie/trzy misje opowiadające o ich historii), czy zdobywanie wielu bonusów pokonując wieżę zegarową za pomocą gadżetów. Szczególnie dobrze będę wspominał to drugie zadanie, bowiem wymagało ono od nas myślenia, a także nie lada sprytu. Dużo zębatek w owej wieży było ruchomych, a często zdarzało się, że zmieniały kierunek kręcenia się, co jeszcze bardziej upiększało rozgrywkę.

Kilkudziesięciu grywalnych bohaterów - jak to wypada w praktyce?

Jak wspomniałem wyżej, głównych bohaterów jest kilkadziesiąt. Podczas pierwszej minuty zabawy mogłem wcielić się w jednego z trzech dostępnych, lecz demko pozwalało zrekrutować jeszcze parę postaci. Każdy z bohaterów ma automatycznie przypisywane dwie bronie - jedną główną i poboczną (pistolet). Niektóre osoby posługują się pistoletami maszynowymi, inni strzelbami, ale warto zaznaczyć, że każdemu z nich możemy manualnie ustawić wyposażenie, jakim mają się posługiwać podczas starć.

Oprócz giwer, w grę wchodzą umiejętności pasywne - każdy z bohaterów odznacza się czymś innym. Przykładowo jeden z biznesmenów może w każdej chwili przywołać swój ultraszybki samochód, dzięki któremu w mgnieniu oka przemieścimy się z punktu A do punktu B. Ostatnią rzeczą w tymże aspekcie, o której warto wspomnieć, to gadżety. One również tak jak w przypadku broni są automatycznie przypisywane do każdego bohatera, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zmienić je w każdym momencie - pod warunkiem, że nie jesteśmy w trakcie walki. 

Przełączać się pomiędzy postaciami możemy tylko i wyłącznie podczas swobodnej rozgrywki, a także wtedy, gdy jeden z bohaterów polegnie w walce. Warto przypomnieć, że system permadeath jest opcjonalny, a ja na potrzeby gameplayu miałem go wyłączonego. W moim przypadku musiałem poczekać 15 minut, aż moja najulubieńsza postać wróci do świata żywych, ale gdy będę miał już styczność z pełną wersją, to na pewno rzeczoną funkcję załączę, aby jeszcze bardziej upiększyć rozgrywkę, a co najważniejsze, dbać o swoich bohaterów i spróbować doprowadzić wszystkich do końca historii. Zaznaczyć trzeba, że każdy członek grupy przebywa w naszej dziupli, a z każdą większą misją osoby te integrują się, co wywołuje uśmiech na twarzy i pokazuje, jak dobrze dbamy o swoich ludzi.

Kolejny piękny otwarty świat

Ubisoft nie zawiódł, zresztą podobnie jak w poprzednich produkcjach, w kwestii otwartego świata. Londyn po opuszczeniu Unii Europejskiej przez Anglię prezentuje się po prostu pięknie, a co najważniejsze, żyje. Będąc na rynku i innych głównych lokacjach nic nie stoi na przeszkodzie, aby podziwiać oświetlone neonami budowle, zaczepiać innych ludzi za pomocą wgranego do naszego telefonu systemu, czy także obserwować otoczenie i zachowanie grupy Albion wobec mieszkańców stolicy Anglii. NPC-e to nie tylko prostokąty przechadzające się po mieście - w najnowszym Watch Dogsie protestują na ulicach, próbują nawiązać walkę z oponentami, a to tylko garstka tego, co wyprawiają na ulicach. Gorzej sytuacja wygląda w bocznych alejkach, bo tam już bardziej świeci pustkami - z drugiej strony, kto normalny przechadza się nocą po ciemnych zakamarkach Londynu?

Graficznie Watch Dogs Legion wygląda, śmiem twierdzić, nawet piękniej, niż Assassin's Creed: Odyssey. Przysłowiowa kopara opadła mi przede wszystkim w wyżej wspomnianej piwnicy, w której musiałem zidentyfikować zwłoki. Ilość chirurgicznych narzędzi, czy nawet dokładność plam krwi robiło ogromne wrażenie, a ja sam czułem się, jakbym był świeżutkim doktorem, który właśnie odbywa praktyki. Podczas całego testu byłem pod wrażeniem ilości detali, jakie przygotował Ubisoft dla zainteresowanych najnowszą odsłoną serii opowiadającej o hakerskiej grupie DedSec. Warto pochwalić osoby odpowiedzialne za projekt świata również za to, iż nie blokują zainteresowanego. Odbiorcy mogą zajrzeć prawie w każdą dziurę, a tzw. niewidzialnych ścian nie ma co tutaj nawet szukać.

Podoba mi się również to, jak dużo scen przerywnikowych przygotowali Francuzi. Prawie każda misja - czy to główna, czy poboczna - jest poprzedzona filmikiem wprowadzającym, często rozmową ze zleceniodawcą przez komunikator. Wraz z pchnięciem zadania do przodu docieramy do punktu kulminacyjnego, czyt. kolejnego filmiku, aby potem zakończyć misję z przytupem, czyt. kolejną przygotowaną przez deweloperów scenką. Są one bardzo dobrze wyreżyserowane, postacie poruszają się realistycznie, dubbing jest miodem dla uszu (raz czuć przerażenie w głosie, innym razem lekceważenie drugiej osoby, a jeszcze w innych sytuacjach humor nie do opisania), a wszystko to w połączeniu z budującą napięcie muzyką prezentuje się idealnie. Ja sam przyznaję się, że w niektórych momentach zacząłem już tylko biec przed siebie, aby móc obejrzeć kolejną cut-scenkę. 

Źle zbalansowane giwery

Jak natomiast prezentuje się sama walka? Muszę zaznaczyć, że dość przeciętnie, ale możliwe, że było to w głównej mierze spowodowane ścinkami w transmitowaniu obrazu, występującymi najczęściej podczas wymiany ognia z oponentami. Nie miałem okazji testować zbyt wielu broni, ale pistolet maszynowy według mnie ma zbyt mały odrzut, przez co walka staje się zbyt prosta. Z kolei strzelbą możemy wyrządzić ogromne szkody także na średnią odległość, co jest lekko nie do przyjęcia. Raz przytrafiło mi się nawet, że zabijając wroga pistoletem wyposażonym w tłumik, zaalarmowałem tym samym przeciwnika znajdującego się piętro niżej - nie wiem czy to błąd, czy też Ubisoft zaimplementował mechanikę odgłosu powodowanego przez upadek ciała fizycznego, na który reagują teraz przeciwnicy.

Nie przypadł do gustu mi również model jazdy, który, widać gołym okiem, iż był tworzony przede wszystkim dla osób niegustujących w realistycznych wyścigówkach. Każdy z samochodów był nadsterowny, a szybka jazda w moim przypadku była wręcz niemożliwa, bo prawie zawsze uderzałem w inny pojazd. Powtórzę się, ale wydaje mi się, że przyczyniły się do tego także lagi.

Seria Watch Dogs wchodzi na wyższy poziom

Nie dziwię się teraz, dlaczego tak dużo osób udzielających się na portalach, tudzież forach gamingowych jest bardziej zainteresowanym nowym Watch Dogsem, aniżeli Assasynem. W tę drugą pozycję nie miałem okazji jeszcze zagrać, więc nie wiem, jak dużo tam nowości wprowadzi Ubisoft, ale wierzcie mi - Watch Dogs Legion prezentuje się obecnie wyjątkowo dobrze, począwszy od warstwy fabularnej, przez rekrutowanie głównych bohaterów, a skończywszy na pięknym Londynie na każdym kroku. Mam tylko nadzieję, że wątek z rządzącą żelazną ręką na rynku kobietą to nie jedyna tak wciągającą opowieść. 

Kończąc, myślę, że Ubisoft wziął sobie do serca niemiłe opinie fanów marki po luzackim Watch Dogsie 2, o którym większość z nas chciałoby jak najszybciej zapomnieć. Watch Dogs Legion będzie brutalny, poruszy ciekawe tematy, zaoferuje wielu grywalnych bohaterów (tych z demka polubiłem dosłownie od pierwszej minuty), a także pozwoli wykonać różnorodne aktywności poboczne, nad którymi Francuzi spędzili w końcu trochę więcej czasu. Na dzień dzisiejszy wystawiłbym grze ocenę na poziomie 9/10. 

Tagi: playtest Ubisoft Watch Dogs Legion