Roger Żochowski Roger Żochowski 28.08.2020
Graliśmy w Little Nightmare 2 - Limbo spotyka Ico w horrorowym sosie
662V

Graliśmy w Little Nightmare 2 - Limbo spotyka Ico w horrorowym sosie

Szwedzkie studio Tarsier zaskoczyło w 2017 roku bardzo udaną koncepcją pierwszej odsłony Little Nightmares i w sumie każda osoba, którą namówiłem na zagranie w przygody Six dziękowała mi potem za polecenie tej nietuzinkowej produkcji. Sequel przynosi nam więcej tego samego, ale z pewną bardzo istotną dla rozgrywki nowością. 

Kontynuacja platformówki łączącej udanie reprezentowany gatunek z horrorem została ogłoszona na zeszłorocznym gamescomie i dopiero teraz twórcy gry udostępnili dziennikarzom grywalne demo. Sequel już na starcie wprowadza nową grywalną postać, Mono, chłopca ukrywającego twarz pod brązową papierową torbą, który swoją przygodę rozpoczyna w lesie skąd próbuje dostać się do miasta. Gra toczy się w mrocznym świecie zniekształconym przez tajemniczą wieżę sygnałową, z której nadawana jest transmisja przez naszego nowego arcywroga. Dodajmy, że śledzimy historię będącą niejako kontynuacją pierwszej części, w której bohaterką była ubrana w płaszcz przeciwdeszczowy Six. Dziewczynka powróci zresztą w sequelu w roli naszego kompana, ale o tym za chwilę. 

Mroczna bajka

Graliśmy w Little Nightmare 2 - fabuła

Gameplay Little Nightmares II z pozoru nie odbiega zbytnio o tego z pierwszej części. To w dalszym ciągu horror w konwencji puzzle platformera. W wielu momentach trzeba wykorzystywać środowisko w celu rozwiązywania różnych prostych puzzli, a pomaga w tym naprawdę udana fizyka obiektów. Aby torować sobie drogę dalej trzeba przesuwać różne obiekty, wspinać się (co bardzo istotne - łapiąc się krawędzi nie robimy tego automatycznie - musimy wdusić spust), skakać, huśtać na linach, bawić ciężarem i grawitacją, schylać, by wejść w różnego rodzaju jaskinie i szczeliny, czy w końcu chwytać przedmioty.

Te ostatnie w demie przydawały się choćby do dezaktywacji pułapek ukrytych w stercie liści - uderzając patykiem w "ściółkę" mogliśmy zlokalizować metalowe wnyki. Ogromną siekierą ciągniętą oburącz za sobą rozwalaliśmy drewnianą ścianę. Z kolei rzucając znalezionym butem wisielców udawało się oszukać pułapkę, która zamiast nas łapała wspomniany trzewik w sieć na drzewie. Ale niebezpieczeństw na nasz czyhających jest znacznie więcej, więc trzeba też uważać gdzie się chodzi - przecięcie nogą linki sprytnie napiętej przy ziemi może doprowadzić do zrzucenia na nas ogromnej skrzyni, a wówczas z bohatera zostaje mokra plama. 

Łowca i zwierzyna

Graliśmy w Little Nightmare 2 - Łowca

Spore znaczenie w rozgrywce ma również opcja skradania. W pewnym momencie dema trafiamy na lokalnego madafake, Łowcę, uzbrojonego w latarkę i wielkiego obrzyna. Naszym zadaniem jest ukrywanie się w trawie, unikanie snopów światła i bieganie od skrzyni do skrzyni, które służą jako tymczasowa osłona przed strzałami oddawanymi przez naszego kata. Te oczywiście niszczą skrzynie, więc trzeba poruszać się naprawdę szybko używając sprintu gdy Łowca nas namierza lub przeładowuje broń. Podczas sekcji skradanych trzeba też uważać na ptaki, które mogą zdradzić naszą obecność, tudzież nurkować w wodzie (mamy oczywiście ograniczoną pojemność płuc) unikając wzroku oprawcy. Finału starcia z prześladującym nas wrogiem nie chcę zdradzać, ale gwarantuję, że każdemu się spodoba. Nie ukrywam, że w chwilach zagrożenia, gdy mamy naprawdę niewiele czasu na działanie i ucieczkę, gra potrafi podnieść ciśnienie. 

Największe problemy w demie sprawiały mi momenty, w których musiałem określić kąt nachylenia lin do huśtania czy odległości od przepaści. Z racji tego, że nie jest to gra dwuwymiarowa, a jedynie taką czasami imituje, można bez problemu poruszać się postacią w głąb ekranu. Czasami nie do końca jasna jest jednak perspektywa i to jak trzeba skoczyć, by złapać się jakiego elementu otoczenia. Na szczęście checkpointy są tak częste, że nawet przy 10 próbie nie zdążymy się grą znudzić.

Do tanga trzeba dwojga

Graliśmy w Little Nightmare 2 - kooperacja

W pewnym momencie dema gracz spotyka wspomniana Six, już bez żółtego płaszcza, a możliwość współpracy i rozwiązywania zagadek środowiskowych w duecie wprowadza zupełnie nowe elementy do zabawy. Dziewczynę możemy złapać za rękę i prowadzić niczym w Ico. Możemy ją również nawoływać, gdy zostaniemy rozdzieleni. Często musimy najpierw utorować jej drogę do dalszej części poziomu otwierając np. składany most, by następnie oddać skok w stronę wyciągniętej przez nią ręki. 

W niektórych momentach postacie wspierają się wzajemnie podsadzając do wyższych partii poziomu, przesuwając razem ciężkie przedmioty, otwierając sobie szuflady (i tworząc tym samym pułki do wspinania) czy łapiąc różne wiszące elementy pokroju dźwigni, które otwierają przejścia dopiero pod ciężarem dwóch osób. Niestety w demie nie widziałem nigdzie opcji grania w duecie z drugim graczem, więc najpewniej gra pozostanie tytułem dla jednego osobnika. A szkoda, bo widzę tutaj ogromny potencjał, by wykorzystać mechanikę zabawy w kooperacji. 

Mroczna stylistyka i stonowana kolorystyka budują genialny klimat. Gdy w pewnym momencie trafiłem do pewnego starego domu otoczonego wodą, w którym przy kolacji zasiadała dość specyficzna rodzinka, a w piwnicy zamaskowany Łowca obdzierał ze skóry jakąś zwierzynę, poczułem się jak w Resident Evil VII. Fajnie też, że zaglądając w każdy kąt można natrafić na różne znajdźki - w demie były to nowe nakrycia głowy dla Momo, więc z czasem można było zdjąć z czachy tę papierową torbę. 

Premiera gry zaplanowana została na 11 lutego 2021 roku. Jeżeli dobrze wspominacie takie gry jak LIMBO czy Ico i podoba się Wam stylistyka przypominająca momentami styl Tima Burtona, zapiszczcie sobie tę datę w kalendarzu.

Tagi: Bandai Namco Little Nightmares II Tarsier Studios