Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 19.05.2020
Ostatni taniec – recenzja serialu. Zagraj to jeszcze raz, Mike
2741V

Ostatni taniec – recenzja serialu. Zagraj to jeszcze raz, Mike

Ależ Netflix ma ostatnio szczęście do seriali dokumentalnych, które z miejsca zyskują ogromną popularność, są oglądane przez miliony ludzi na całym świecie i w zasadzie można je nazwać fenomenami. Wpierw był całkowicie szalony Król tygrysów, a teraz dostępnych jest już dziesięć odcinków Ostatniego tańca.

Główną osią wydarzeń jest ostatni sezon niezapomnianej drużyny Chicago Bulls, która w sezonie 1997-1998 porwała się na próbę zdobycia trzeciego z rzędu mistrzostwa NBA, co udałoby jej się po raz drugi w historii. Serial koncentruje się przede wszystkim na najlepszym zawodniku Byków, czyli oczywiście Michaelu Jordanie.

Oczywiście nie jest tak, że w tych dziesięciu odcinkach przyglądamy się tylko temu jednemu sezonowi. Twórcy przybliżają nam całą (prawie, o czym później) karierę Michaela Jordana, a przy okazji bardzo często skaczą w czasie. Tak zbudowana narracja jest bardzo dobrym i ciekawym zabiegiem, ponieważ pozwala poznać nie tylko kontekst, ciekawostki, etc., ale też pokazuje, jak niektóre elementy na przestrzeni lat, w których Jordan królował na (a często nad) parkiecie się ze sobą w pewien sposób rymują. Nie można też nie wspomnieć o tym, że Ostatni taniec zawiera dotąd nieupublicznione nagrania z sezonu 97-98, a to również ogromna wartość.

Ostatni taniec - recenzja

Serial jest fascynującą historią, która porusza najróżniejsze tematy. Na najbardziej ogólnym poziomie jest to opowieść o amerykańskim śnie, jak najbardziej spełnionym, ale też serial nie pozostawia złudzeń, jakie koszty wiążą się z byciem na szczycie, zwłaszcza przez tyle lat. To także przypomnienie, że NBA jest częścią amerykańskiej popkultury, przy pomocy której Stany Zjednoczone tworzą i rozprzestrzeniają na cały świat najróżniejsze mity związane ze swoim krajem. To w końcu pasjonujący zapis sportowej rywalizacji, (niekiedy wręcz chorej) ambicji, wytrzymałości i determinacji. Jordan jawi się tu w zasadzie jako Bóg i takim tonie wypowiadają się o nim zwykle koledzy z drużyny, ale też przeciwnicy. Niesamowicie intrygujące jest status, jaki osiągnął Jordan, jaką gwiazdą był i to bez – co słusznie zostaje podkreślone – internetu i mediów społecznościowych. Każdy w końcu wiedział, kim jest Michael Jordan, a mnóstwo osób chciałoby być, jak on. Jego historia, od bardzo utalentowanego zawodnika, przez bycie gwiazdą i bohaterem, aż po osiągnięcie poziomu żywej legendy, jest czymś niesamowicie wciągającym, od czego nie można oderwać się nawet na chwilę: dlatego też cotygodniowe oczekiwanie na kolejne dwa odcinki było dla mnie taką katorgą.

Ostatni taniec pełen jest też fenomenalnej koszykówki – ilość kosmicznych zagrań, wsadów, asyst, zbiórek oszałamia. Nie jestem wielkim fanem tego sportu, a już na pewno nie mogę powiedzieć, że się na nim znam (o wiele więcej wiem o piłce nożnej), ale nawet laik będzie chyba w stanie zachwycić się tym, co zostało pokazane w serialu. Dla mnie niesamowicie ciekawe była zresztą nie tylko historia wielkiej rywalizacji Chicago Bulls z Detroit Pistons, a potem z New York Knicks, czy Utah Jazz i Indianą Pacers. Ostatni taniec w bardzo fajny sposób przybliża najróżniejsze taktyki poszczególnych drużyn, a ponieważ jest to wyjaśnione w dość prosty sposób, to kiedy ogląda się fragmenty spotkań rzeczywiście widać to, o czym mówią czy to sami zawodnicy, czy dziennikarze sportowi.

Serial ten nie jest oczywiście pozbawiony wad, ale w gruncie rzeczy są one niewielkie i zalet jest zdecydowanie więcej. Do mankamentów mógłbym zaliczyć chociażby to, że jednak fajnie by było, gdyby więcej miejsca zostało tu poświęcone innym członkom drużyny Chicago Bulls, nie tylko Scottiemu Pippenowi i Dennisowi Rodmanowi. Tak naprawdę wszystko kręci się tu dookoła Michaela Jordana, dla którego Ostatni taniec ma być chyba kolejnym pomnikiem. Wygląda zresztą, jakby miał on kontrolę nad tym, co i jak zostanie pokazane w serialu. Bo owszem, dość wyraźnie wybrzmiewa, że Jordan był wybitnym graczem, ale często grał indywidualnie, chociaż przyznać trzeba, że Philowi Jacksonowi (kolejna osoba, której powinno być więcej) udało się go przekonać do bardziej zespołowej gry. Widz dowie się też, że Jordan był tyranem, pomiatał co jakiś czas swoimi kolegami, nie znosił sprzeciwu, a do tego często karmił się nienawiścią – gdy tylko ktoś z drużyny przeciwnej powiedział o nim złe słowo, bądź zakpił, w kolejnym spotkaniu Jordan demolował wrogów, by pokazać swoją wyższość. Serial jednak tak naprawdę trochę się po tym prześlizguje. W jednym z odcinków jest scena, której wydźwięk tego, co Jordan mówi jest taki: „no okej, możecie mnie nazywać tyranem, ale robiłem to tylko po to, by inni spróbowali wejść na mój poziom, poza tym wygrywaliśmy trofea, więc o co chodzi?”. Prezentuje się on tu wręcz jako ofiara. Także bójka na treningu ze Stevem Kerrem (nad którym Jordan wyraźnie górował wzrostem i postawą) zostaje omówiona właściwie w trzech-czterech zdaniach. Tak samo jest z hazardem, plotkami, że jego kariera w baseballu wzięła się stąd, że właśnie w związku z hazardem został zawieszony na jakiś czas. Nie ma tu też słowa o powrocie do gry w barwach Washington Wizards (może dlatego, że Jordan nie odniósł tam większego sukcesu). Produkcja kończy się tylko stwierdzeniem, że Jordan, po sezonie 97-98, wrócił na emeryturę. Jest też jeszcze jedna bardzo wyraźny brak w Ostatnim tańcu – mianowicie nie ma tu prawie słowa o życiu rodzinnym Michaela Jordana. Owszem, jest jego ojciec, bo trudno nie wspomnieć o tym, że jego ojciec został zamordowany. Zresztą nagranie, gdy Jordan po zdobyciu pierwszego mistrzostwa po tym tragicznym wydarzeniu leży w szatni na podłodze i zalewa się łzami jest autentycznie poruszające. Przydałoby się jednak dowiedzieć czegoś więcej o jego żonie (od dawna byłej) i dzieciach oraz kontrowersjach pojawiających się również w tym elemencie życia.

Tak, jak jednak już wspomniałem, nie zmienia to faktu, że Ostatni taniec jest absolutnie fenomenalnym serialem dokumentalnym. Nie tylko o sporcie, ale o bardzo ciekawym człowieku i bardzo ciekawych czasach – większość wydarzeń rozgrywa się wszak w szalonych latach 90. i także przez to nad całością unosi się atmosfera końca epoki. Wspaniale byłoby kiedyś obejrzeć podobną produkcję o Kobe Bryancie, ale z oczywistych względów brakowałoby w niej niestety wypowiedzi samego Bryanta.

Tagi: Chicago Bulls Michael Jordan netflix Ostatni taniec recenzja serial

Werdykt
  • + Fascynująca, wielowątkowa historia nie tylko o sporcie;
  • + Dobrze pomyślana i poprowadzona narracja;
  • + Wiele poruszających momentów;
  • + Dużo świetnej koszykówki
  • - Przydałoby się trochę więcej miejsca poświęcić innym zawodnikom Chicago Bulls, zwłaszcza Pippenowi i Rodmanowi;
  • - Kontrowersje związane z Jordanem są często potraktowane po macoszemu
9.0
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz Ostatni taniec to znakomity serial dokumentalny, którego głównym bohaterem jest Michael Jordan. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów koszykówki.