Paweł Musiolik Paweł Musiolik 24.03.2019
Stadia nie zabije konsol, ale też nie umrze na starcie
2428V

Stadia nie zabije konsol, ale też nie umrze na starcie

Google Stadia ma zmienić rynek gier, stać się przyszłością, która poważnie zagrozi obecnemu modelowi konsol. Przykładając ucho w różne miejsca, podsłuchamy ekscytację entuzjastów streamowania gier, mocno wierzących w to, że to właśnie Google będzie tą firmą, której się uda. Czy na pewno?

Branża growa i technologiczna ma to do siebie, że wyjątkowo łatwo ją zachwycić. Często nawet tymi samymi pomysłami, o ile od ostatniej próby minęło trochę czasu. W tejże też branży są ludzie uwielbiający wystawiać kategoryczne oceny i opinie, głównie na temat wszelakich końców, rewolucji, przyszłości i hitów. Wszystko to później weryfikuje rynek, niestety dla takich osób, z reguły negatywnie w stosunku do ich wróżenia.

Granie na PC-tach umierało kilkukrotnie, handheldy chowane były równie często. Na przełomie 2012 i 2013 roku, czytaliśmy zatrzęsienie artykułów o śmierci konsol, zwycięstwie rynku mobilnego, który miał być przyszłością. Jak wyszło, wszyscy wiemy. Konsole mają się dobrze jak nigdy, dostajemy hit za hitem, a mobilne gry rozwijają się w swoim segmencie, uzupełniając poważniejsze granie na PC i konsolach.

Ouya

Z drugiej strony, hiperentuzjazm przewidywał nam gigantyczny sukces Ouya'i (tutaj możemy się wszyscy zaśmiać), powolną śmierć dużych wydawców na rzecz Kickstartera, zagładę pudełek na rzecz cyfry. No i streaming. Ten to kilkukrotnie miał być rewolucją zmieniającą gry. Onlive i Gaikai to flagowe przykłady. Pierwsza firma się zwinęła, drugiej poszło ciut lepiej — kupiła ją Sony i na jej bazie zrobiło PS Now, które sobie z boku jest, swoje zarabia, ale funkcjonuje jako uzupełnienie standardowej oferty growej Sony.

Tutaj wjeżdża Google ze swoją platformą o wyjątkowo dziwacznej nazwie — Stadia. Znowu słyszymy głosy o rewolucji teksty, że tym razem to na stówę się uda, jak nie Google, to kto?! Warto już na początku powiedzieć sobie wprost.

Absolutnie nie wiadomo, czy Stadia osiągnie sukces, czy może będzie kompletną porażką, jak wiele projektów Google'a.

Możemy ferować wyroki, wyrażać kategoryczne opinie, ale to, czego możemy być pewni, że jedna z grup za parę lat będzie mogła pośmiać się z tej drugiej. Zarówno zwolennicy, jak i sceptycy mają podstawy, by głęboko wierzyć w swoje zdanie. Ba, niektórym to wystarczy, by z wojowniczym nastawianiem przekonywać innych do swojego zdania. Jednak ja, patrząc na to z boku, widzę tylko tyle, że w branży gier robi się ciekawiej i może ona się rozrosnąć w kierunku nowych klientów.

Popatrzmy na oba obozy i ewentualne argumenty, którymi mogą chcieć przekonać do swojej racji.

Dlaczego Stadia się uda?

Google ma gigantyczny kapitał, to firma, która może sobie pozwolić na dosypywanie kasy do tego projektu przez długi czas, jeśli będzie widziała, że w dłuższej perspektywie da się na tym sporo zarobić. Tym bardziej że tutaj nie o zarobki na grach chodzi, ale o zbieranie danych o użytkownikach.

Wydaje mi się, że jesteśmy w odpowiednim momencie, by taką usługę wprowadzić do mainstreamu. Jeszcze kilka lat temu gracze z niechęcią patrzyli na gry dostępne wyłącznie w cyfrze czy oferowane abonamenty. Aktualnie GamePass chwalony jest na lewo i prawo, EA/Origin Access również nie jest wyrzutkiem. Mimo wyższych cen gracze są w stanie z racji swojej wygody (bardziej lenistwa) przejść na cyfrową przyszłość.

Również technologicznie Google jest lepiej przygotowane. Ich centra danych są już dostępne i rozsiane po całym świecie. Za rogiem czai się technologia 5G, która znacząco pomoże w łataniu białych plam połączenia sieciowego. Do tego trzeba dodać wprowadzane stopniowo coraz lepsze kodeki wideo pokroju AV1, zapewniającego lepszą jakość przy mniejszej przepustowości transmisji danych.

Dlaczego Stadia się nie uda?

Bo to Google. Firma, której zdecydowana większość projektu idzie do śmietnika. Wystarczy, że zerkniemy na listę zamkniętych przez firmę usług, to złapiemy się za głowę. Interesuję się technologią od dawna, ale nawet ja o części albo nie wiedziałem, albo kompletnie zapomniałem. Dlatego do każdej inicjatywy podchodzę z wielką dawką rezerwy.

Rozwój Internetu to jedno, ale w USA, na największym dla Google rynku, neutralność Sieci zanika, a do tego większość usługodawców oferuje limity na pobrane dane, śmieszne w skali miesięcznego pobierania danych. Przykładowe 100 lub nawet 200 GB to w dzisiejszym świecie gier wyjątkowo mało. 2-3 gry i transfer wyczerpuje się raz-dwa. Do tego dochodzą miejsca, gdzie Sieć nie jest tak rozwinięta lub z jakiegoś powodu Google nie jest zainteresowane nimi. Patrząc z naszego punktu widzenia, Polska może pochwalić się względnie nowoczesną Siecią, szybkimi łączami o dosyć niskim opóźnieniu. Jednak tylko w największych miastach.

Problemem Google'a może być także rosnąca świadomość użytkowników na temat prywatności w Sieci, a nie od dziś wiadomo, że Google zbiera o nas absolutnie wszystko. Do tego dokładamy boje z Unią Europejską, która prowadzi kilka postępowań antymonopolowych. A tutaj będzie miała spore pole do popisu, gdy popatrzymy na jeden z bajerów — opcję integracji Stadii z serwisem YouTube. Tu w teorii reklamować mogą się konkurencji Google'a. Firma może uznać, że tego nie chce i zamknąć drzwi. A to tylko rozochoci europejskich urzędników, gotowych do walki z amerykańskim koncernem.

Google Stadia — potencjalne pułapki

Usługa stoi przed wielkim wyzwaniem. Google jest chyba świadome, że zarówno granie na PC, jak i konsolach w klasycznym wydaniu nie umrze, tylko będzie sobie swoim powolnym tempem rosło. Stadia celuje zupełnie nowego klienta, w teorii mniej wymagającego, ale w praktyce także kompletnie nieprzywiązującego się do platformy/gry/usługi.

To, że streaming wyszedł z filmami i muzyką, nie oznacza, że uda się z grami. Nasz segment rozrywki jest interaktywny, więc jakiekolwiek opóźnienia będą psuły doświadczenia z gry. Nie w każdym gatunku, ale jednak w zdecydowanej większości kilkadziesiąt milisekund laga da się odczuć, bo to nałoży się dodatkowo na opóźnienia w tańszych TV (nie każdy ma hi-endowego TV za parę tysięcy) i lag w kontrolerze. I rozumiem, że są ludzie, którym dodatkowe opóźnienia nie przeszkadzają i grają sobie z upłynniaczami obrazu, starając się oszukać udawaną płynnością. Bądźmy jednak poważni.

Ja projektowi Google'a przyglądam się z zainteresowaniem, ale nie powiem, bym mu kibicował. W grach jestem konserwą — wolę pudełka zamiast cyfry, usługi abonamentowe w ogóle mnie nie interesują (uprzedzając, nie, z Netfliksa/Spotify nie korzystam), GAAS to nie moja bajka, a najlepiej gra mi się w singlowe produkcje. Stadia to ciekawostka, która — jak uważam — będzie sobie istnieć, może nawet dosyć długo, ale ostatecznie za parę lat przyjdzie ktoś, kto zrobi to lepiej. Albo okaże się, że osób mojego pokroju jest więcej i gry będą sobie trwać w tym, jak jest teraz. Wbrew opinii rozleniwionym, wierzącym w korporację użytkownikom.

Tagi: google stadia