Adam Grochocki Adam Grochocki 09.05.2016
Recenzja: Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów
1735V

Recenzja: Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów

Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz to do tej pory najlepszy film na podstawie komiksów, jaki dało nam Hollywood. Z jednej strony bardzo osobista historia Steve’a Rogersa, a z drugiej wielki game changer dla całego Kinowego Uniwersum Marvela. Czy obecna na ekranach naszych kin Wojna Bohaterów to film dorównujący poprzednikowi?

Zacznijmy od tego, że Kinowe Uniwersum Marvela doszło do momentu, w którym osoby niebędące na bieżąco mogą czuć się zagubione. Znajomość Zimowego Żołnierza jest tutaj niezbędna, ale warto też znać zakończenie Avengers: Czas Ultrona, ponieważ skład grupy Mścicieli uległ tam wielkim zmianom.

Kapitan Ameryka wraz z nową drużyną wpada na trop długo poszukiwanego wroga i  trop ten prowadzi do Lagos w Nigerii. Niestety w wyniku starcia giną cywile i wiele postronnych osób ponosi rany. Na scenę wkracza znany z Hulka (kanonicznego, z Edwardem Nortonem) Generał Ross, który mając wsparcie Tony’ego Starka i całego ONZ, wymusza rejestrację oraz usankcjonowanie ludzi obdarzonych nadnaturalnymi talentami. Po stronie nowego prawa stają Iron Man, Czarna Wdowa, Vision, War Machine i nowe twarze, o których nieco później. Lojalny wobec swojego przyjaciela z młodości Kapitan Ameryka staje po drugiej stronie, a wspierają go Hawkeye, Falcon, Scarlett Witch, Ant-Man oraz wspomniany Zimowy Żołnierz.

Nie zdradzając dalszych wydarzeń, warto przyjrzeć się samemu konfliktowi. Scenarzystom należą się wielkie brawa, ponieważ zarówno Kapitan Ameryka, jak i Iron Man otrzymali argumenty, które sprawiają, że obie strony mają rację. Od samego początku i końca obaj popełniają błędy i podejmują trudne, nierzadko kontrowersyjne decyzje, a scenarzyści kolejnymi zwrotami akcji tylko dolewają oliwy do ognia. Superbohaterowie nie zapominają, kim dla siebie są i co razem przeszli, przez co konieczność krzyżowania rękawic boli znacznie bardziej.

Mimo mistrzowskiego prowadzenia sporu, najsłabszym bohaterem trzeciego Kapitana Ameryki jest… sam Kapitan Ameryka. Steve niczym fanatyk trzyma się swoich racji i nawet nie próbuje rozważyć innych opcji. Co innego zmęczony superbohaterstwem Tony i rozdarta Natasha, która dla dobra ogółu przeczy wszystkim swoim zasadom.

Przed premierą zachwycała, ale też niepokoiła bardzo duża liczba postaci, jakie znalazły się w filmie. Oprócz Thora i Hulka, mamy tutaj wszystkich Avengersów i kilka dodatkowych ważnych osób. Na szczęście bracia Russo pamiętali, że jest to kontynuacja Zimowego Żołnierza i chociaż biorący udział w konflikcie Vision, Scarlett Witch, Hawkeye oraz War Machine mają swoje dosłowne pięć minut, to nie przyćmiewają głównych gwiazd produkcji. Cieszy nadanie charakteru Falconowi, ponieważ do tej pory Sam Wilson przewijał się tylko gdzieś tam w tle.

Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów wprowadza do MCU nowe, wyczekiwane postaci. Black Panther z neutralnego do tej pory Królestwa Wakandy, kraju będącego źródłem ultrawytrzymałego metalu Vibranium (tarcza Kapitana Ameryki), zgrabnie wpisuje się w ten międzynarodowy konflikt. Kierowany żądzą zemsty wobec jednego z bohaterów T’Challa, odgrywa ważną role i nienachalnie wprowadza nas do solowego filmu, jaki obejrzymy kilka miesięcy przed premierą Avengers: Infinity War”

Show kradnie nowy Spider-Man. Młodziutki Tom Holland nie tyle wygrał casting, co dał nam Spider-Mana, na którego czekaliśmy. Niesamowicie zabawny i roztrzepany nastolatek nie bierze niczego na poważnie, co skutkuje genialnymi scenami ze Starkiem, a także zabawnymi momentami podczas scen walki. Mimo że jego rola jest mniejsza niż Czarnej Pantery, to jednak właśnie Pająk jest tym, o kim rozmawia się po filmie. Wojna Bohaterów daje nam też wskazówkę, jak wyglądać będzie relacja Parkera ze Starkiem w przyszłorocznym Spider-Man: Homecoming.

Całość filmu bardzo dobrze spina główny antagonista – Zemo. Jest to postać drugo-, jeśli nawet nie trzecioplanowa, co wywołało masę krytyki wśród recenzentów i widzów. Nie podpiszę się pod tymi zarzutami, ponieważ przygotowywany przez Zemo plan ma swoje drugie dno i także mocno wpływa na całe uniwersum. Gdyby postać nazywała się inaczej, nikt nie widziałby problemu. Sytuacja niemalże identyczna jak w przypadku Mandaryna w Iron Man 3.

Nie zapomniałem o scenach akcji, dla których wiele osób wybierze się do kina. Bracia Russo starli się znaleźć wspólny mianownik między szalenie dynamicznymi i brutalnymi starciami wręcz z Zimowego Żołnierza oraz pełnymi spektakularnych eksplozji i walących się budynków pojedynków w filmach o Avengers.

I udało się! Scena otwierająca oraz pierwszy występ Czarnej Pantery utrzymane są w stylu poprzedniego filmu Russo, a wielka bitwa na lotnisku to już sekwencja wyjątkowo widowiskowa. Biorą w niej udział wszystkie postacie obu stron konfliktu. Każdy przynajmniej przez moment walczy z każdym, rozmach tych starć robi niesamowite wrażenie. Każdy ma tutaj coś do powiedzenia i próbuje wykorzystać słabe strony przeciwnika. To, co wyczyniają Ant-Man i Spider-Man, to prawdziwa uczta dla oczu.

Czas odpowiedzieć na zadane na wstępie pytanie. Pod względem fabularnym, Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów nie dorównuje Zimowemu Żołnierzowi. Intryga, mimo większej skali, jest o znacznie mniej skomplikowana i zakręcona. Civil War wygrywa natomiast spektakularnością i pozytywnie zaskakuje pomysłowym wykorzystaniem znanych już postaci. Jest to o wiele lepszy film z członkami grupy Avengers niż Czas Ultrona i bardzo dobry prognostyk na przyszłość Kinowego Uniwersum Marvela.

OCENA: 8

Autor prowadzi bloga http://www.geeklife.pl/, gdzie recenzuje seriale, filmy i gry.

Tagi: film Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów marvel Marvel Cinematic Universe recenzja recenzja filmowa