658V

Od czego zależą ceny gier w Polsce? Część druga.

Zachęcony pozytywnym przyjęciem poprzedniego tekstu (link) oraz szeregiem pytań, które się pod nim pojawiły postanowiłem napisać suplement. Jego tematem przewodnim będzie dystrybucja cyfrowa oraz mechanizmy stojące za promocjami, zarówno tymi w sklepach „fizycznych” jak i w dystrybucji cyfrowej.

Zacznijmy więc od gier dystrybuowanych bez pudełek. Jest to kanał niezwykle korzystny dla wydawcy zachodniego, a także dla twórców. Wydawca jest w stanie zaoszczędzić na wielu częściach składowych ceny produktu pudełkowego, przede wszystkim na transporcie, produkcji części składowych (box, płytka, papiery wszelakie), kosztach lokalnego sprzedawania produktu do sieci sklepów czy, częściowo, na lokalnym marketingu. Jedynym istotnym dodatkowym kosztem są opłaty związane z procesem certyfikacji cyfrowej produktu na platformach PSN, Xbox Live czy Steam, ale w skali produktu AAA, który ma sprzedać się np. w 2+ milionach egzemplarzy są one niewielkie. Koszty patchowania, wydawania DLC itd. muszą być natomiast ponoszone niezależnie od formy, w jakiej podstawowa gra jest dostarczana do klienta, możemy je więc pominąć. Cyfrowa dystrybucja jest też „zbawieniem” dla twórców niezależnych. Mogą oni w ten sposób dotrzeć ze swoją grą do szerokich mas odbiorców nie wiążąc się kontraktem z dużym wydawcą. Wystarczy zrobić grę, opłacić i przejść proces certyfikacji. W międzyczasie wystarczy wydać pieniądze na marketing szeptany i zainteresować swoim produktem media branżowe. Jeśli gra okaże się dobra/dziwna/innowacyjna/nietypowa (niepotrzebne skreślić), to szansa na sukces znacząco wzrośnie. W tym kanale siła marki też ma swoje znaczenie, ale odnoszę wrażenie, że m.in. z racji relatywnie niskich cen i większej „hardkorowości” przeciętnego odbiorcy, w cyfrowej dystrybucji łatwiej się przebić po prostu jakością samej gry. Sukcesy Limbo, Super Meat Boya, Braida i wielu innych pozycji tylko to potwierdzają.

Musimy jednak pamiętać, że każdy kij ma dwa końce, o czym świadczy przypadek doskonałej gry z Xbox Live pod tytułem FEZ. Jej twórcy zdecydowali się wydawać ją samodzielnie, bez wsparcia wielkiego wydawcy. Po premierze okazało się, że gra potrzebuje patcha, bo część userów miała problemy z sejwami. Łatka została stworzona, przeszła certyfikację, naprawiła problemy, ale jednocześnie stworzyła trochę nowych. Firma Polytron przygotowała więc kolejny update, który ich zdaniem ostatecznie naprawiłby wszystkie usterki aplikacji. Z racji braku dostępu do kapitału jakiejś firmy-matki nie była jednak w stanie zapłacić Microsoftowi za ponowny proces certyfikacji, więc… wystosowała oświadczenie z przeprosinami dla fanów i zaniechała starań o naprawienie swojego produktu. No dobrze, skoro dystrybucja cyfrowa jest tak korzystna zarówno dla wielkich naszej branży, jak i dla małych, niezależnych developerów, to dlaczego ceny na PSNie w przypadku produktów mających swój Blu-Rayowy odpowiednik ceny są tak wysokie? Ja widzę dwa podstawowe powody tego stanu rzeczy.

Po pierwsze Sony oraz inni wydawcy nie chcą zrażać do siebie wielkich sieci handlowych. Dopóki nie będą w stanie przenieść większości swojego biznesu do kanału cyfrowego muszą dbać o dobre relacje z detalistami. W innym przypadku skończy się to tak jak z PSP Go1, po tym jak sieci handlowe zorientowały się, że nie będą w stanie dalej zarabiać na nabywcach tej wersji PSP. Momentalnie zredukowały one swoje zamówienia i potem cały czas dbały, aby mieć na stanie kilka razy więcej egzemplarzy zwykłego PSP ze slotem na dyski UMD. Dodatkowo ich doradcy klienta rekomendowali rodzicom zakup takiej właśnie wersji dla ich pociechy. Stąd też japoński koncern wybiera na razie najbezpieczniejsze rozwiązanie, oferując gry premierowe po prostu w cenie SRP. Dzięki temu produkt w wersji fizycznej, a więc umożliwiającej odsprzedanie lub wymianę produktu po tym jak klient się nim znudzi, okazuje się na półce w markecie kosztować 20-40 zł mniej. Jest to z perspektywy graczy absurdalne, ale musimy z tym żyć. Pierwsze jaskółki zmian w postaci np. MGS HD Collection na PS Vita, które w sklepach chodzi po 149 zł, a na PSN jest dostępne za 99 zł już przyleciały, ale wiele jeszcze wody upłynie w Wiśle zanim koncern Sony zaryzykuje zmianę polityki. Po drugie polskiemu oddziałowi Sony zdaje się niezbyt zależeć na zwiększaniu zakupów przez PSN w naszym kraju. Przedstawiciele SCEP dawali to kilkukrotnie do zrozumienia w wywiadzie udzielonym kilka miesięcy temu jednemu z magazynów (nie chcę robić kryptoreklamy, zapewne jesteście w stanie sami sobie odkopać ten niezwykle ciekawy materiał). Oni zarabiają na grach pudełkowych, jak sami twierdzą mocno pracują, aby zwiększać ich popularność m.in. poprzez polonizowanie wszystkich produktów, relatywnie niskie ceny sugerowane i szeroką dostępność w we wszystkich sieciach handlowych i sklepach internetowych. Natomiast jedynym przychodem, który osiągają w związku z PSNem jest sprzedaż zdrapek. Prowizja z transakcji przeprowadzanych z kont zarejestrowanych na terenie naszego kraju idzie natomiast bezpośrednio do centrali. Dopóki więc polski oddział będzie miał coś do powiedzenia, to ceny gier w dystrybucji cyfrowej będą wysokie. Mowa oczywiście jedynie o tych tytułach, które mają odpowiedniki pudełkowe.

Tagi: ceny gier hamburgier polska

Przejdź do strony