Jedyne GTA, które dostało Nintendo

Jedyne GTA, które dostało Nintendo

Krzysztof Grabarczyk | Dzisiaj, 10:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Studio Rockstar Games przez dekady zdobyło reputację dewelopera, który niezależnie od platformy docelowej, przynosi ogromne zyski. Wystarczy spojrzeć jak japońskie Sony promuje nadchodzące Grand Theft Auto VI na konsolę PlayStation 5. Taka premiera zdarza się raz na 10-15 lat. W przeszłości jednak zdarzył się bardzo ciekawy wyjątek. Wyniki sprzedaży zadziwiły nie tylko braci Houserów i wydawcę, firmę Take Two. Poczucie zdziwienia ogarnęło media i samo Nintendo, bo stawka toczyła się o tytuł stworzony dla jednej z najbardziej rozchwytywanych konsol w historii branży.

Nintendo DS pojawiło się na rynku pod koniec 2004 roku oferując świetną wersję klasyki, czyli Super Mario 64 DS oraz wyborną wariacją tamagochi oraz gry tekstowej, czyli Nintendog. Konsolka złożona z dwóch ekranów, w tym dolnym reagującym na dotyk robiła prawdziwą furorę w sklepach. Sprzęt od firmy hydraulika pozostawał technicznie w tyle za konkurencyjną PlayStation Portable, lecz przodował świetnymi grami. Niemniej, Nintendo wciąż zapamiętano jako firmę tworzącą oprogramowanie głównie dla rodzinnej rozrywki. Ta powszechna opinia nie słabła pomimo faktu pojawienia się niemal całej serii Resident Evil na ostatniej ze stacjonarnych platform Nintendo, czyli GameCube. Tymczasem Nintendo DS dzisiaj szczyci się zawrotną liczną ponad 154 milionów sprzedanych egzemplarzy. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Cofnijmy się do 1997 roku, gdy Gordon Hall staje na czele nowo powstałego Rockstar Leeds, dzisiaj jednego z dziesięciu zespołów podległych firmie Rockstar Games. Wtedy jednak studio Halla nosiło nazwę Mobius Entertainment Limited. Grupa wsławiła się w 2001 roku tworząc całkiem apetyczne porty gier takich jak Max Payne (na zlecenie Rockstar). Deweloperzy stworzyli ciekawy silnik graficzny pozwalający osiągnąć efektowne rezultaty na konsolach przenośnych. Firmą zainteresowało się szefostwo Take Two i tak w 2004 roku studio przeszło pod mecenat nowych właścicieli stając się tym samym Rockstar Leeds. Nikt nie miał oporów z nowym nazewnictwem, bo liczyła się pewna praca pod banderą silnego mocodawcy. Seria Grand Theft Auto była już popkulturowym fenomenem. W latach następnych powstały takie jak Grand Theft Auto: Vice City Stories oraz Grand Theft Auto: Liberty City Stories zadedykowane PSP. Jednakże, Sam Houser wierzył, że elektorat popularnej konsolki Nintendo DS pragnie dojrzałych, przyziemnych opowieści. Wraz z Hallem wpadli na pomysł, aby stworzyć nową historię spod znaku GTA. W końca ta marka wszędzie była rozchwytywana przez graczy. Słyszeli o niej wszyscy a DS schodził na pniu. Zdawałoby się, że trudno będzie o lepszą okazję do opracowania pierwszej gry w historii franczyzy zadedykowanej Nintendo. I stało się Grand Theft Auto: Chinatown Wars. 

Wielka Draka w Chińskiej Dzielnicy 

undefined

Huang Lee, główny bohater miał w teorii proste zadanie. Musiał dostarczyć drogocenny, samurajski miecz na zlecenie swojego wuja, Kenny'ego. Ojca Huanga zabito, więc należało utrzymać wysoką pozycję rodzinnej triady na ulicach Liberty City. Jako chłopak z bogatego domu uważa, że w życiu wszystko idzie gładko. Zderza się on jednak z brutalną rzeczywistością. Zostaje obrabowany, połamany i pozostawiony na pewną śmierć, której to jakimś cudem unika. Huang wyrusza więc po zemstę. Czy to opowieść, której nie widzielibyśmy już po stokroć w kinie akcji? Oczywiście, że tak. Rockstar Leeds poparli trafną tezę wedle której najlepiej sprzedają się sprawdzone motywy. Seria Grand Theft Auto nigdy nie stroniła od bardzo powszechnych motywów. Tommy Vercetti pnący się na mafijne szczyty w Grand Theft Auto: Vice City, Niko Belic skuszony amerykańskim snem czy Jason i Lucia jawnie inspirowani Bonnie Parker i Clydem Barrow'em. Rockstar Games kochają się w inspiracjach. Grand Theft Auto: Chinatown Wars nie mogło być inne, czyt. zbyt odstające od normy. W zasadzie gra powróciła do oryginalnej formuły znanej z GTA, GTA: London 1969 oraz GTA II. Twórcy użyli izometrycznego widoku kamery, lecz wykorzystali grafikę trójwymiarową. W imię poprawnego działania gry napisano aż 90 tysięcy linijek kodu - z myślą o platformie przenośnej. Tytuł robił imponujące wrażenie w ruchu. 

Do produkcji zaprzęgnięto ekonomiczne aspekty związane ze sprzedawaniem substancji niedozwolonych. Wirtualnych rynek oferował łącznie szóstkę środków, a zadaniem bohatera był zakup towaru po najtańszej cenie a następnie odsprzedaży z zyskiem. Była to nowość w całej serii zrealizowana w sposób przystępny dla graczy. Grand Theft Auto: Chinatown Wars zachowało unikalny styl starszych części obłożony celshadingiem, wówczas szalenie modnym. Kamera dało się obracać, jednak produkcja zachowała na wpół izometryczną perspektywę. W ten sposób udało się zachować względnie poprawną grafikę i nie zachwiać wydajności. Dzisiaj po kilkunastu latach od premiery można rzecz, że Chinatown Wars, pomimo ciekawych możliwości nie przypadło do gustu młodszej publiczności. Nietrudno dostrzec, że popularność tej marki wystrzeliła wraz z debiutem Grand Theft Auto III, która przyciągnęła miliony nowych odbiorców. Powrót do klasycznej formuły niekoniecznie musiał spodobać się bezwarunkowo wszystkim. Pomimo fantastycznej sprzedaży Nintendo DS, japońska korporacja miała wciąż problem z przykuciem uwagi deweloperów third-party. Na konsoli Wii nie sprzedawały się tak wytrawne produkcje jak Dead Space: Extraction czy The Conduit. Porty popularnych serii, w tym Call of Duty przypominały raczej gry na licencji niż zaawansowane technologicznie szlagiery, których - szczególnie po 2008 roku - łaknęła publiczność. 

Grand Theft Auto: Chinatown Wars - rozczarowanie dekady? 

undefined

Recenzenci rozpłynęli się w zachwytach, okazało się, że i na konsolach Nintendo dało się złożyć ciekawą narracyjnie oraz mechanicznie grę. Grand Theft Auto: Chinatown Wars bez wątpienia należało do historii dojrzałych, bezpardonowych. Jednak wydawca nie miał powodów do zadowolenia. Gra w pierwszym tygodniu od premiery sprzedała się jedynie w 90 tys. egzemplarzy. Ówczesny prezes amerykańskiego oddziału Nintendo, Reggie Fils-Aime tłumaczył, że większość mocnych tytułów na konsolach firmy miało ociężałą sprzedaż. Zasugerował, że na lepsze wyniki czasem trzeba po prostu zaczekać. W przypadku dzieła studia Rockstar Leeds niestety nic takiego nie miało miejsca. Zarządcy firmy postanowili przerzucić Grand Theft Auto: Chinatown Wars na inne platformy - w tym PSP. Gdy ogłoszono pojawienie się tej wersji, krążyły plotki o powrocie perspektywy znanej z "III" i "Vice City" - finalnie nic takiego się nie wydarzyło. Grand Theft Auto: Chinatown Wars wciąż pozostaje jedną z najciekawszych produkcji spod znaku Rockstar. Stała się tytułem unikalnym w swojej lidze. Rynek ku zdziwieniu większości nie był dla niej łaskawy. Jak zapamiętaliście tę historię? 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Krzysztof Grabarczyk Strona autora
Weteran ze starej szkoły grania, zapalony samouk, entuzjasta retro. Pasjonat sportów siłowych, grozy lat 80., kultury gier wideo. Pisać zaczął od małego, gdy tylko udało mu się dotrwać do napisów końcowych Resident Evil 2. Na PPE dostarcza weekendowej lektury, czasem strzeli recenzję, a ostatnio zasmakował w poradnikach. Lubi zaskakiwać.
cropper