Co z tym PlayStation Plus. Czy subskrypcja Sony jest dziś warta swojej ceny?

Co z tym PlayStation Plus. Czy subskrypcja Sony jest dziś warta swojej ceny?

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 15:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Siedzę sobie przed ekranem monitora, wchodzę na stronę PlayStation Plus i... no kurczę, drogo. Naprawdę drogo. Otwieram cennik i mam takie wrażenie, jakbym wszedł do przyzwoitej restauracji, a kelner podaje mi kartę z cenami, przy których oczy same się robią większe.

Tylko że zamiast steka dostaję tu trzy gry na miesiąc i taką mglistą nadzieję, że Sony w końcu zakuma, o co nam chodzi. Bo z tym abonamentem to jest mniej więcej jak z kawą z automatu na dworcu - niby smakuje, niby pobudza, ale za te pieniądze to ja bym już oczekiwał czegoś lepszego niż rozpuszczalną z mlekiem w proszku.

Dalsza część tekstu pod wideo

PS Plus LOGO
resize icon

Ile to właściwie kosztuje?

Okej, zacznijmy od konkretów, bo bez tego ani rusz. Od 20 maja tego roku Sony podniosło ceny PS Plus. Dla nowych klientów, oczywiście. Nie żeby jakoś dramatycznie, ale jednak czuć. Essential - najtańsza opcja, taka baza, bez której nie pograsz online z kumplami - to teraz 41 złotych miesięcznie. Kwartalnie wychodzi 110 złotych. Rocznie? 295 złotych. Brzmi jakby mało? Zaraz zobaczycie. Extra, czyli ten pakiet co ma faktycznie sens, bo dostajemy większy katalog gier, kosztuje 65 złotych miesięcznie albo 180 złotych za kwartał. A Premium, z klasykami i streamingiem w chmurze, to już wydatek rzędu 77 złotych co miesiąc. Łatwo nie jest.

Co mnie jednak najbardziej wkurza, to fakt, że podwyżka dotyczy na razie tylko nowych subskrybentów. Starym użytkownikom Sony na razie nie ruszyło portfela - ale kto wie, jak długo to potrwa? Znamy te historie aż za dobrze. Najpierw „tylko nowi klienci", a za pół roku wszyscy dostajemy maila z nowymi cenami. W USA sprawa wygląda podobnie. Zresztą od dawna można przeczytać przemyślenia niektórych autorów w internecie, że konsolowe granie jest dla bogaczy. I wiecie co? Cholera, mają rację. Bo kiedy Game Pass Ultimate kosztuje więcej, ale dostajemy za to tytuły day-one od pierwszej sekundy premiery, to te 41 złotych za Essential, gdzie jedyne co dostajemy to trzy gry i multiplayer, zaczyna wyglądać... no delikatnie mówiąc dziwnie.

Ale jest jeszcze jeden haczyk. Sony twierdzi, że to „warunki rynkowe". Taki mamy klimat, jak napisał IGN. No pięknie. Tylko że ten „klimat" jakoś nie przeszkadza, kiedy trzeba wypuścić edycję kolekcjonerską za 800 złotych. Logika? Jaka logika.

PlayStation Plus - cennik
resize icon

Co właściwie dostajemy za te pieniądze?

Okej, listopadowa oferta Essential wygląda nieźle - Dead Island 2, Tomb Raider IV-VI Remastered i Monster Train 2. Jest w czym grzebać, szczególnie remaster klasyków Tomb Raidera to gratka dla nostalgików. Ale chwila moment. To tylko trzy gry na miesiąc. Trzy za 41 złotych. W Game Passie Ultimate macie dostęp do setki tytułów na raz, a nowe wpadają co tydzień, czasem nawet w dniu premiery. A Sony? Sony dodaje gry do katalogu w tempie, które można by określić jako... no, powiedzmy, „żółw w upale".

Za to październik w Extra i Premium to już zupełnie inna bajka. F1 25, Hunt: Showdown 1896, Earth Defense Force: World Brothers 2, Mafia: The Old Country, Horizon Forbidden West, Mycopunk, The Midnight Walk, Poppy Playtime: Chapter 2, Tales of Arise - serio, jest w czym wybierać. Problem w tym, że te gry nie zostają na zawsze. Rotacja katalogu w PS Plus działa na takiej zasadzie - dziś jest, jutro może nie być. I okej, w Game Passie też gry znikają, ale przynajmniej Microsoft rzuca nowe tytuły tak szybko, że nawet nie zdążysz zauważyć straty. A w PS Plus? Czekasz miesiąc na aktualizację i modlisz się w duchu, żeby nie zabrali czegoś, co dopiero zacząłeś ogrywać. Irytujące? Irytujące.

Jest jeszcze kwestia klasyków w Premium. PS1, PS2, PSP, nawet PS3 przez streaming - brzmi fajnie, prawda? Tylko że katalog klasyków jest delikatnie mówiąc wybrakowany. Brakuje wielu tytułów, o które gracze proszą od lat. The Sixth Axis w październiku pisał, że subskrybenci Premium „nadal nie dostają wielu oczekiwanych funkcji". Płacisz 77 złotych miesięcznie za przywilej grania w Crash Bandicoota i Spyro? No nie wiem, czy to jest deal stulecia. Chociaż z drugiej strony - dla kogoś kto dorastał na tych grach, może to mieć sentymentalną wartość. Ale sentyment sentymentem, a portfel portfelem.

Aha, i jeszcze jedno. Od stycznia 2026 Sony ogłosiło, że gry PS4 będą dodawane do katalogu „tylko sporadycznie". Czyli jeśli jeszcze siedzisz na poprzedniej generacji - cóż, masz pecha. Sony jasno daje do zrozumienia, że patrzy w przyszłość, a ty możesz sobie co najwyżej pomarzyć.

PS Plus vs. Xbox Game Pass
resize icon

Więc komu się to właściwie opłaca?

Odpowiedź brzmi to zależy. I wiem, wiem - to najgorsza możliwa odpowiedź, ale niestety jedyna uczciwa. Jeśli grasz na co dzień, multiplayer jest dla ciebie ważny, a z miesięcznych gier przynajmniej jedna cię zainteresuje - Essential ma sens. Zwłaszcza że bez niego nie pograsz online, a to jednak podstawa. Na Reddicie jeden z użytkowników policzył, że przez sześć lat subskrypcji Essential realna wartość gier, które zgarnął, przewyższa to co zapłacił. Ale to przy założeniu, że faktycznie grasz w te tytuły, a nie tylko je zbierasz do biblioteki jak jakiś cyfrowy zbieracz. Znam takich.

Extra to opcja dla kogoś, kto chce mieć backup na deszczowe weekendy. Katalog gier jest pokaźny - kilkaset tytułów PS4 i PS5. Jeśli lubisz odkrywać nowe rzeczy, albo po prostu chcesz mieć coś do odpalenia kiedy ci się znudzi główna gra - 65 złotych miesięcznie nie zabija. Szczególnie że gry w Extra zostają w katalogu dłużej niż w Game Passie. To taki spokojniejszy, mniej agresywny model. Nie dostajesz day-one hitów, ale za to to co dostajesz, zostaje na dłużej. I wiecie co? Dla wielu osób to wystarczy. Nie każdy musi mieć wszystko na premierę.

Premium? Premium jest dla hardcore'owych fanów Sony, którzy chcą mieć wszystko - klasyki, streaming, cloud gaming na PlayStation Portal. Ale tu pojawia się problem. Streaming w chmurze działa tylko w wybranych regionach i nie na wszystkie gry. A katalog klasyków, jak już wspomniałem, jest taki sobie. Za tę samą cenę co Premium, Game Pass Ultimate daje ci dostęp do biblioteki, która rośnie w tempie, jakiego Sony nawet nie próbuje udawać. Jedyny as w rękawie Sony to ekskluzywy - ale te i tak kupisz osobno na płycie. Więc co nam zostaje? No właśnie.

PS5 i PlayStation 5 - 2 DualSense i TV
resize icon

Podsumowanie

No więc PlayStation Plus w 2026 roku to usługa, która próbuje być wszystkim dla wszystkich - i jakoś żadnej z tych ról nie odgrywa przekonująco. Essential jest za drogi jak na to co oferuje. Extra jest w porządku, ale bez fajerwerków. Premium ma potencjał, ale Sony za mało inwestuje w katalog klasyków i streaming, żeby uzasadnić tę cenę. Czy warto? Jeśli jesteś w ekosystemie PlayStation i nie wyobrażasz sobie grania na Xboxie - prawdopodobnie tak, bo alternatywy nie ma. Ale czy jest to uczciwa oferta w stosunku do tego co płacimy? Tu już bym był ostrożny. Sony wyraźnie liczy na lojalność swoich fanów, a lojalność to jedno - ale kiedy za te same pieniądze konkurencja oferuje więcej, lojalność zaczyna kosztować. I to niemało.

Moja rada na koniec? Czekajcie na promocje, kupujcie subskrypcje roczne w sklepach zewnętrznych (da się znaleźć za około 200 zł Essential na rok), i przede wszystkim - nie bójcie się porównywać. Bo PlayStation Plus nie jest jedyną opcją na rynku. Nawet jeśli Sony bardzo by chciało, żebyście tak myśleli. A Wy jak sądzicie - warto czy nie? Dajcie znać w komentarzach.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper