„Pionek” - wywiad z Weroniką Książkiewicz. "Będąc w 9 miesiącu ciąży, widziałam w lustrze to samo, co Dagmara"
„Pionek” to polski serial kryminalny będący kontynuacją „Ślebody”, który przenosi widzów na Górny Śląsk. Fabuła rozpoczyna się od brutalnego morderstwa studentki architektury, a sposób działania sprawcy przypomina zbrodnie Normana Pionka, seryjnego mordercy znanego jako „Wampir z Szombierek”, który odsiaduje wyrok w więzieniu. W serialu Weronika Książkiewicz wciela się w postać policjantki prowadzącej śledztwo w sprawie tajemniczego morderstwa.
PPE.pl: Czy mogłabyś na początek przedstawić, kogo dokładnie grasz w „Pionku”?
Weronika Książkiewicz: Gram Dagmarę Kocur. To komisarz policji, która jest w dziewiątym miesiącu ciąży. To dosyć istotne, bo ta fizyczność bardzo ją określa i nie do końca pomaga w ściganiu przestępców.
PPE.pl: A jak w ogóle odbierasz tę bohaterkę? Czy to, że jest w zaawansowanej ciąży i dalej pracuje na posterunku i działa w sprawie morderstw, to odwaga, czy raczej lekkomyślność i uzależnienie od pracy?
Weronika Książkiewicz: Na pewno praca to jest jej ogromna pasja. To coś, co ją niesie, cel w życiu. A jak mamy cel w życiu, to te przeszkody nie są takie straszne, prawda? Bo wiemy, po co to robimy i po co idziemy. Na pewno też nie jest to typ kobiety, która powinna już siedzieć i robić wyprawkę dla dziecka. Wybiera pracę, bo ta zbrodnia powtarza się po latach, a poprzednią sprawę rozwiązywał jej mąż grany przez Piotra Adamczyka. Dagmara ma silny charakter i na pewno nie chciałaby tej sprawy odpuścić. Wierzy, że logistycznie jest w stanie to śledztwo dobrze poprowadzić, a ma też za sobą zaufanych ludzi, więc nie wszystko musi robić fizycznie sama.
PPE.pl: Skoro mówimy o ciąży, to w „Pionku” grasz z wielkim brzuchem i zastanawiam się, jak wyglądała charakteryzacja i czy ten ciężar ci mocno przeszkadzał?
Weronika Książkiewicz: Zdradzę ci taką tajemnicę: do scen, w których jestem ubrana, miałam taki brzuch, który po prostu zakładałam na body i to była chwila i byłam gotowa. Oczywiście dodatkowy brzuch był dosyć ciężki, więc chodzenie przez 12 godzin z takim ciężarem sprawiało, że łatwiej mi było wejść w tę fizyczność postaci, bo ja to naprawdę czułam. Natomiast do scen w domu, gdzie brzuch był odsłonięty, potrzebna była charakteryzacja, która trwała jakieś 6–7 godzin. Najpierw robiony był odlew, potem brzuch był klejony i malowany wliczając w to odwzorowanie wszystkich naczynek. Taka mrówcza praca, przy której pracowało wielu osób.
PPE.pl: Też jestem ojcem i pamiętam moją żonę w ostatnich miesiącach ciąży, i muszę przyznać, że wyszło to wszystko bardzo wiarygodnie. Na przykład jak wchodzisz po schodach, jesteś zmęczona, siadasz na fotelu, pijesz wodę, albo gdy jesteś głodna i wyciągasz od kolegi ostatnie orzeszki. Zastanawiam się tylko, ile było tam miejsca na improwizację?
Weronika Książkiewicz: Moja bohaterka nie była za bardzo określona w scenariuszu. Wiadomo było tylko tyle, że jest w dziewiątym miesiącu ciąży, że jest komisarzem i że nazywa się Dagmara Kocur. Wszystko, co widzisz, podejście do roli, konkretnych sytuacji, to było coś, co wspólnie z twórcami wypracowaliśmy. Ale nie ukrywam, że będąc w dziewiątym miesiącu ciąży, widziałam w lustrze to samo, co widzi Dagmara Kocur. Przeżyłam ciężką ciążę i bardzo dużo moich doświadczeń z tamtego okresu włożyłam w tę rolę. Nie była to pięknie ubrana kobieta - nie kupowała nowych rzeczy, tylko ciągle gdzieś pożyczała ubrania. Powiem więcej, dużo kostiumów, które mam, to właściwie kostiumy Piotra Adamczyka, bo stwierdziliśmy, że będę chodziła w jego rzeczach.
PPE.pl: Czy jakieś miłe wspomnienia z czasów macierzyństwa uruchomiły się na planie?
Weronika Książkiewicz: Żadnych! (śmiech). Dla mnie ciąża była bardzo trudnym czasem. To nie jest tak, że nie kocham mojego dziecka najmocniej na świecie, ale ten stan nie był dla mnie błogosławiony w tym sensie, że było cudownie, leżałam, odpoczywałam, a mąż całował brzuszek i nosił mnie na rękach. U mnie tak nie było, było bardzo trudno. Ale Dagmara - przez to, że przechodziłam przez ten ciężki etap niejako drugi raz - pomogła mi się z tym uporać. Wcześniej, jak widziałam kobiety w ciąży zawsze myślałam: „O Boże, biedna, zaraz będzie jeszcze gorzej”.
PPE.pl: Na zasadzie, nie, nigdy więcej! (śmiech).
Weronika Książkiewicz: Dokładnie tak! Ale Dagmara mi to odczarowała. Gdy miałam sklejony brzuch i oglądałam się w lustrze poza kadrem mówiłam sobie: „Jezu, jakie to jest super, jakie to jest cudowne, jakie to jest piękne!”. Ta rola naprawdę bardzo dużo mi dała.
PPE.pl: Niedawno zagrałaś w Furiozie inną policjantkę o ksywce Dzika – czy to doświadczenie pomogło ci wejść ponownie w skórę policjantki w „Pionku”, czy są to zupełnie dwie różne parafie?
Weronika Książkiewicz: Zupełnie dwie różne. Budując rolę Dagmary razem z Michałem Gazdą powiedzieliśmy sobie, że nie chcemy zobaczyć kolejnej podobnej policjantki. Przede wszystkim zaczęliśmy od pytania, jakim ona jest człowiekiem? Staraliśmy się zbudować człowieka, a jej zawód był czymś dodatkowym. Mam nadzieję, że się nam udało i że nie jest to sztampowa policjantka.
PPE.pl: Moim skromnym zdaniem udało się doskonale, a Dagmara to jeden z największych plusów serialu. Przy okazji da się zauważyć, że coraz więcej kryminałów i seriali nie osadza już bohaterek w roli „żon policjantów". Coraz częściej to kobiety prowadzą śledztwa – mamy chociażby Chyłkę, Rojst '97, Odwilż i kilka innych, dużych produkcji z wyrazistymi rolami kobiet. Czy to jest jakiś trend, moda, czy po prostu scenarzyści odkryli, że to dobry motyw główny?
Weronika Książkiewicz: Myślę, że to pokazuje, co ludzi interesuje. Odbiorców coraz bardziej ciekawią kobiety oraz zakamarki kobiecej duszy. Myślę, że głównie z tego to wynika.
PPE.pl: W serialu pokazywane są też momenty, w których policjanci dokonują rekonesansu zwłok. Czy aktorzy muszą po takich scenach na chwilę odetchnąć?
Weronika Książkiewicz: Kiedy stoję nad serialowymi zwłokami, widzę, że to żywa dziewczyna, która jest pomalowana i którą ogrzewają, bo musi być naga i dopiero w ostatniej chwili będzie trzeba ją odsłonić. Ale kiedy mieliśmy zdjęcia w prosektorium, nie powiem, żeby to nie robiło na mnie wrażenia. Kiedyś, jakieś 20 lat temu, miałam propozycję zagrania głównej roli w odcinku serialu, która kończyła się scenami na stole w prosektorium właśnie, i nie byłam w stanie się na to zdecydować. Widziałam, że nie uniosę psychicznie leżenia na prawdziwym stole prosektoryjnym, nawet gdyby był sto razy zdezynfekowany. Po prostu nie byłam w stanie.
PPE.pl: Wracając do roli zabójcy: w filmie mamy fikcję, ale przecież znaliśmy przypadki prawdziwych seryjnych morderców, jak chociażby „Wampir z Zagłębia”, który zabił 14 kobiet. Czy to nie jest przerażające, że historia z serialu, choć fikcyjna, mogła wydarzyć się w prawdziwym życiu? Jak odebrałaś ten scenariusz, czy od razu cię zainteresował?
Weronika Książkiewicz: U mnie najpierw były zdjęcia próbne, a dopiero później dostałam scenariusz, ale czytałam go z naprawdę ogromną ciekawością.
PPE.pl: W takim razie na koniec: wracając do domu po ciężkim dniu, chcesz obejrzeć coś wieczorem w telewizji - wybierasz kryminał czy inny gatunek?
Weronika Książkiewicz: Zależy, jak bardzo jestem zmęczona (śmiech). Jeśli próbuję się oderwać od rzeczywistości, to albo oglądam kryminał, albo po prostu słucham medytacji i medytuję. Takie dwie skrajności!
PPE.pl: Dziękuję serdecznie za wywiad.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych