Steam ma ponad 7000 dem w jednym evencie. Problemem jest teraz znalezienie CZEGOKOLWIEK

Steam ma ponad 7000 dem w jednym evencie. Problemem jest teraz znalezienie CZEGOKOLWIEK

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Pamiętam czasy, gdy informacja o kilkudziesięciu darmowych demach brzmiała jak plan na cały weekend. Człowiek pobierał kilka, odpalał po kolei i właściwie miał poczucie, że przynajmniej zobaczył sporą część tego, co warto było sprawdzić. Steam Next Fest w październiku 2026 roku proponuje trochę inny rodzaj problemu. Według bieżącego trackera w wydarzeniu bierze udział ponad… 7300 dem.

A może Valve zaczyna zjadać własny ogon? Steam Next Fest miał pomagać w odkrywaniu mniejszych produkcji, pozwalać deweloperom zdobywać wishlisty i dawać graczom okazję do sprawdzenia gier przed premierą. Nadal robi wszystkie te rzeczy. Tyle że przy ponad siedmiu tysiącach kandydatów pytanie brzmi już trochę inaczej. Jak kurczę odkryć ukrytą perełkę?

Dalsza część tekstu pod wideo

Od festiwalu dem do cyfrowego supermarketu

Sam Next Fest wyrósł na wydarzenie o skali, której kilka lat temu trudno było się spodziewać. Valve organizuje go trzy razy w roku, a październikowa edycja trwa od 19 do 26 października. Każda uczestnicząca gra musi być jeszcze przed premierą i oferować grywalne demo. Dla twórców stawka jest bardzo konkretna: zainteresować gracza na tyle, żeby po kilkunastu minutach nacisnął przycisk dodania do listy życzeń.

Tylko że jeszcze kilka lat temu uczestnictwo w takim wydarzeniu samo w sobie dawało jakąś widoczność. Dzisiaj znalezienie się na liście oznacza wejście do pomieszczenia, w którym jednocześnie krzyczy kilka tysięcy osób. Jeden tracker naliczył 7312 dem w aktualnej edycji, a jeszcze przed startem pojawiały się szacunki przekraczające osiem tysięcy zgłoszonych produkcji. Z perspektywy gracza brzmi to fantastycznie. Z perspektywy małego studia trochę mniej. 

Valve oczywiście próbuje ten chaos uporządkować. Tegoroczny Next Fest dostał rozbudowane filtrowanie według gatunku, tematyki, funkcji i podkategorii, a początkowo wiele sekcji jest sortowanych losowo. Dopiero po kilku dniach Steam wykorzystuje zebrane dane, żeby mocniej personalizować rekomendacje. To rozsądne rozwiązanie, ale mówi też coś zabawnego o obecnym rynku PC…

Gry indie vs. gry indie

Przez lata łatwo było zbudować prostą historię o małym twórcy walczącym z gigantami. Duże studio ma marketing, reklamy, znaną markę i miliony dolarów. Indie ma pomysł, nadzieję, że ktoś o nim napisze i… Next Festy. Dziś nawet te małe studia potrzebują dużych budżetów do walki. 

To prowadzi do dziwnego paradoksu. Nigdy nie mieliśmy tak łatwego dostępu do tylu nowych gier, a jednocześnie coraz trudniej poczuć, że cokolwiek naprawdę odkrywamy. Otwierasz stronę Next Festu, widzisz kilkadziesiąt miniaturek, dodajesz sześć dem do biblioteki, po czym Steam pokazuje następne dwieście. Po chwili zaczyna się żonglowanie i próba upchnięcia tego w okres eventu. 

Zresztą, to sprawia, że samo wydarzenie przestaje nim być. Sprawdźcie sami - małe gry indie szukają nowych ścieżek, więc dema są dostępne jeszcze przed festiwalem i kilka tygodni po nim. Gra może mieć świetny system walki, kapitalną historię albo fantastyczny pomysł, ale najpierw musi wygrać konkurs na zatrzymanie kursora. Next Fest staje się gigantycznym egzaminem z marketingu.

Nie chciałbym jednak, żeby Valve zaczęło rozwiązywać ten problem przez mocne ograniczanie liczby uczestników. Całe piękno Steama polega przecież na tym, że obok głośnego projektu może pojawić się coś zrobionego przez dwie osoby, czego żaden duży wydawca nigdy by nie sfinansował.

Mamy za dużo dobrego problemu

Steam Next Fest nadal jest jednym z moich ulubionych pomysłów Valve. W epoce przedsprzedaży, drogich edycji i zwiastunów obiecujących wszystko dostajemy tydzień, w którym można po prostu pobrać fragment gry i samemu sprawdzić, czy warto czekać. Deweloper dostaje feedback, gracz nie wydaje złotówki, a czasami jeden wieczór wystarczy, żeby kompletnie nieznany tytuł wskoczył na listę najbardziej oczekiwanych premier.

Tylko skala zaczyna być komiczna. Ponad 7000 dem oznacza, że nikt nie „ogarnie Next Festu”. Można jedynie wyciąć sobie mały kawałek, ustawić kilka filtrów i liczyć, że akurat tam schowała się następna ulubiona gra. Kiedyś problemem było znalezienie czegoś ciekawego do ogrania. Steam rozwiązał go tak skutecznie, że teraz potrzebujemy pomocy w znalezieniu czegokolwiek wśród rzeczy ciekawych.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper