Netflix ma ogromny HIT. 21,2 mln widzów wybrało historię bez wielkiej marki
Netflix przez lata nauczył nas, że najłatwiej sprzedać coś, co widz już zna. Kolejny sezon, wielka ekranizacja, znane nazwisko w tytule albo marka przywieziona z innego zakątka popkultury. Tymczasem na samym szczycie światowego rankingu siedzi teraz rybak z Nowej Fundlandii, który ma zdecydowanie większy problem niż kiepski połów.
Below zebrało w drugim tygodniu 21,2 mln wyświetleń, utrzymało pierwsze miejsce globalnego zestawienia anglojęzycznych seriali Netflixa i ustanowiło przy okazji rekord tygodniowej oglądalności dla kanadyjskiej oryginalnej produkcji platformy. I przecież nie mówimy tu o marce nagłaśnianej przez lata.
Wystarczy dobry haczyk
Netflix ma dziś tak gigantyczny katalog, że największą sztuką bywa samo zatrzymanie kciuka widza na miniaturze. Below świetnie radzi sobie już na tym etapie. Małe rybackie miasteczko. Tajemnicze stworzenie pod powierzchnią. Rodzina w niebezpieczeństwie. Sekrety sprzed lat. Człowiek od razu wie, jaki rodzaj wieczoru się szykuje.
Sześć odcinków również pomaga. Twórca Jesse McKeown zamknął historię w zwartej limitowanej opcji, a Netflix wrzucił całość od razu. Josh Hartnett gra Calvina Penneya, upartego rybaka wciąż żyjącego tajemniczą śmiercią ojca. Gdy okolice Snook’s Arm zaczyna terroryzować nieznane morskie stworzenie, Calvin łączy siły z badaczką graną przez Mackenzie Davis. I dalej wchodzić w to nie zamierzam, bo warto poznać tę historię samemu, Drodzy Czytelnicy!
Below bierze znajomą konstrukcję kina o potworach, wrzuca ją w zimną krainę i dodaje obsadę wystarczająco mocną, żeby widz nie oglądał wyłącznie po to, by wreszcie zobaczyć mackę. Hartnett, Davis i Charlie Heaton są rozpoznawalni, ale, kurczę, umówmy się - żadne z tych nazwisk nie zmienia serialu automatycznie w wydarzenie na milionowe wyświetlenia. To nie tak, że wrzuci się Heatona na plakat i ludzie biegną do kin.
Coś, czego jeszcze nie znamy
Wokół streamingu przez ostatnie lata powstało przekonanie, że trzeba przychodzić z gotową publicznością. Ekranizacja gry, kontynuacja popularnego filmu, kolejna książkowa marka, reboot albo sezon serialu, który zdobył widzów trzy lata wcześniej. Wszystko ma już jakiś punkt zaczepienia. Below pokazuje, że znajomość logo nie jest jedyną drogą do kliknięcia.
Widać to szczególnie mocno obok powracających hitów. The Gentlemen wróciło po świetnie przyjętym pierwszym sezonie, ale druga odsłona rozpoczęła oglądalność znacznie niżej niż poprzednia. The Diplomat ma za sobą nagrody, wierną publiczność i Keri Russell, a czwarty sezon wystartował z 4,8 mln wyświetleń. Below w pierwszych czterech dniach miało już 17 mln, a tydzień później podbiło wynik do 21,2 mln.
Pomaga zapewne powrót bardzo prostego rodzaju telewizyjnej przyjemności. Below jest tajemnicą, thrillerem i monster movie w jednym. Nie wymaga studiowania świata przedstawionego. Kolejny odcinek ma przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie z poprzedniego i zostawić następne. Takie konstrukcje od dekad sprawdzały się w telewizji, tylko streaming lubi czasami udawać, że odkrył opowiadanie historii od początku.
Sam Netflix pewnie teraz zastanawia się, co zrobić z sukcesem, bo Below było przygotowane jako miniserial. Hartnett przed premierą mówił, że traktuje projekt właśnie w ten sposób, choć zostawiał sobie furtkę, gdyby produkcja okazała się naprawdę wielkim hitem. Po dwóch tygodniach trudno już udawać, że warunek nie został spełniony.
Nowa marka
Najbardziej podoba mi się jednak to, co 21,2 mln mówi o nas - o samych widzach. Nadal jesteśmy gotowi kliknąć coś kompletnie nowego. Nie musimy znać bohatera od dzieciństwa ani mieć jego figurki na półce. Below wystarczyło kilka dni, żeby wyprzedzić produkcje z dużo większym bagażem rozpoznawalności i zanotować najlepszy pojedynczy tydzień w historii kanadyjskich seriali Netflixa.
Hollywood i streaming często zachowują się dziś tak, jakby publiczność bała się wszystkiego, czego wcześniej nie widziała. Potem pojawia się serial o rybaku, małym miasteczku i czymś bardzo dużym pływającym pod powierzchnią, a 21,2 mln ludzi sprawdza, co będzie dalej. Miło czasem dostać przypomnienie, że największym atutem nowej historii może być właśnie to, że jeszcze nikt nie zdążył zrobić z niej franczyzy.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych