Universal Studio Japan to raj dla fanów gier i seriali. Cały dzień w innym świecie
Tak się miło złożyło, że piszę te słowa siedząc w samolocie powrotnym z Japonii. I z ogromną wdzięcznością wspominam teraz rzeczy, które przez minione dwa tygodnie miałem okazję tam zobaczyć i przeżyć… Buzujące i niegasnące Tokio, spokojne Ito, Kyoto działające jak wehikuł czasu, czy Osakę, która choć duża i tętniąca życiem, wydawała mi się nieco bardziej ludzka, niż wspomniane na początku wyliczanki Tokio.
I może na inne rzeczy przyjdzie jeszcze czas - o niektórych z tych miejsc zdecydowanie chciałbym napisać więcej, bo przechadzając się po Den Den Town, czy kultowej w wielu kręgach Akihabarze, czułem się jak w miejscu, w którym po prostu powinienem być. Dziś jednak chciałbym się skupić na niego innej lokacji… Takiej, która wydawała się tak bardzo odrealniona, że cały czas postrzegam dzień spędzony tam poprzez opary oniryzmu. Wiecie, o czym mowa?
O Universal Studios Japan
Cóż, jasne, że wiecie, o czym mowa - wszak rzuciłem to w tytule i na głównej gracie. Niemniej, lubię w ten sposób łączyć części tekstu, więc wybaczcie pastisz. W każdym razie, do celu - Universal Studios Japan to założony w Osace gigantyczny park rozrywki, który jest laurką dla popkultury wszelakiej. Zaczęło się od listu miłosnego do giganta Hollywood, a z czasem „stref” zaczęło przybywać.
Dziś na USJ składają się tematyczne zakątki związane z Hollywood, Harrym Potterem, Sunrio (Hello Kitty i jej gromadka), Snoopym (ten pocieszny biały psiak), Szczękami, uniwersum Parku Jurajskiego, Nintendo a także Minionkami. I jak to w parkach rozrywki bywa, główną atrakcją są tam oczywiście kolejki górskie - od takich dla wielbicieli mocnych wrażeń (Flying Dinosaur był kapitalny), aż po spokojną rozrywkę dla najmłodszych (jak choćby kręcenie się w filiżankach z Hello Kitty, czy powolne toczenie się na grzbiecie Yoshiego).
Na tym jednak nie wszystko, bowiem skala atrakcji jest znacznie szersza. Mamy możliwość zwiedzania Hogwartu, przelecenia się na miotle z Harrym i ekipą (mój faworyt z całego parku), czy przejścia transformacji w Minionka. Mało? To co powiecie na specjalne pokazy filmów oraz anime w 4D, albo sprawdzenie swoich sił w Mario Kartach opartych na rozszerzonej rzeczywistości? Ja spędziłem tam 12 godzin i nie udało mi się zaliczyć wszystkiego.
Świat maniaka popkultury
No i tak, wypada wspomnieć o tym słoniu w składzie porcelany - zarabianie na hobby weszło tam na zupełnie nowy poziom. Można oczywiście wejść za bardzo niewielką cenę i stać w kolejkach do wszystkich atrakcji (nie liczcie jednak, że zaliczycie wtedy choćby 50% parku), nie spróbować żadnych tematycznych atrakcji i odpuścić sobie zakupy, ale… Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, gdzieś uleci ta magia.
Bo ona - czy tego chcemy, czy nie - chowa się też w konsumpcjonizmie. O ile fajniej jest przejść się do restauracji One Piece w kapeluszu Luffy’ego i zamówić specjał Zoro, albo skoczyć na specjalnego bananowego shake’a Donkey Konga w kubku stylizowanym na beczkę, niż stoczyć po prostu do restauracji Pod Złotymi Łukami? Zupełnie inny poziom immersji, a idąc do takiego miejsca człowiek chce się temu poddać. I nie dba o to, że wielka firma zdaje sobie z tego sprawę.
Jakkolwiek bowiem „bananowo” to nie brzmi, jest coś pięknego w możliwości poklepania po plecach tego swojego wewnętrznego dzieciaka od czasu do czasu. Choć jestem stosunkowo młodą osobą (co często przewija się w komentarzach), to możliwość przechadzania się po parku wyjętym niczym z nowego Donkey Konga, czy też zakup różdżki u Olivandera, to marzenia z najmłodszych lat. Dobrze je spełniać.
Chcę tam kiedyś wrócić
Już dziś wiem, że choć udało mi się zaliczyć tam zdecydowaną większość atrakcji (i 100% tych, które zaliczyć chciałem), jeszcze tam wrócę. Niekoniecznie raz, niekoniecznie dwa… A to chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę wystawić. Bo gdy słyszymy znane nam melodie z gier czy filmów, albo choć na moment możemy porwać się temu eskapizmowi, to znika cała otoczka wielkich tłumów i komercjonalizacji przedsięwzięcia.
Napisałem w tytule tego tekstu, że to raj dla fanów. I pozostaje mi to podtrzymać, bo właśnie z tym mamy do czynienia. Jeśli czujecie, że czasem zaniedbujecie to „dawne ja”, które macie w sobie i gdzieś samo hobby zaczyna u Was tracić kolory, to… Jeśli będziecie w Japonii, naprawdę warto się tam wybrać. Wejść do tego parku i dać się porwać samemu klimatowi. Poczuć to, jak pasja, którą w sobie nosimy, wylewa się na zewnątrz.
A poza tym, Flying Dinosaur i latanie na miotle to obiektywnie fenomenalna zabawa! ;)
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych