Spędziłem 12 godzin w samolocie, a ta gra sprawiła, że podróż minęła błyskawicznie

Spędziłem 12 godzin w samolocie, a ta gra sprawiła, że podróż minęła błyskawicznie

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Co do zasady lubię latać samolotami. Bardzo często traktuję to trochę jako formę eskapizmu, gdzie ze względu na zasady jestem dosłownie i w przenośni poza zasięgiem. Jasne, na dłuższych trasach nie wzgardzam Wi-Fi w powietrzu, natomiast z reguły przynajmniej te kilka godzin w powietrzu pozwala mi się odciąć od całego świata i poniekąd poczuć jak za dawnych lat - chłonąć popkulturę bez ciągłych rozpraszaczy. 

I taka okazja pojawiła mi się ostatnio, gdy wraz z moją lepszą połówką wybraliśmy się do miejsca, które długo za nami chodziło. Cudowny kraj, wspaniali ludzie, ale dzieliła nas od nich kilkunastogodzinna podróż. Od początku wydawało mi się to dobrą opcją, by tak na pełnej wgryźć się w tytuł, do którego już kilkukrotnie podchodziłem - tytuł pod wieloma względami ikoniczny, a jednocześnie pięknie zazębiający się z naszą destynacją. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Persona 5 ma tę rzadką cechę…

Potrafi sprawić, iż zwykłe wejście do metra jest bardzo ważne. Jednego dnia infiltrujemy pałac zrodzony z czyjejś wypaczonej psychiki, a chwilę później rozwiązujemy test w szkole. W praktyce, co właściwie łatwo dostrzec już po kilku godzinach, gra składa się z setek małych decyzji, które składają się na obszerną opowieść. 

Osobiście uważam, że ogromnie pomaga styl. Tokio w Personie 5 właściwie pulsuje na ekranie. Shibuya, Shinjuku, szkolne korytarze, stacje metra i małe uliczki mają charakter, którego nie da się pomylić z żadnym innym JRPG. I już na tym etapie mogę powiedzieć, że sam klimat kapitalnie zazębia się z rzeczywistością. 

Turowa walka jest szybka, czytelna i oparta na wykorzystywaniu słabości przeciwników, a kolekcjonowanie oraz łączenie Person daje mnóstwo miejsca na kombinowanie. Persona 5 Royal potrafi spokojnie zabrać ponad sto godzin życia, ale rzadko czułem, że gra zwyczajnie je pożera. Zawsze jest jakiś mały cel.

Idealnie do samolotu

Dlatego trudno mi wymyślić wiele lepszych gier na długi lot. Samolot daje coś, czego normalnie często brakuje a o czym wspomniałem we wstępie - kilkanaście godzin, podczas których właściwie nie ma gdzie pójść. Można obejrzeć dwa filmy, przespać się, zjeść coś z małego plastikowego pudełka, a później zostaje nadal pół drogi. Persona 5 świetnie wypełnia właśnie tę pustkę, bo nie wymaga ciągłego napięcia ani refleksu. Można spokojnie przejść kilka dni w kalendarzu, zrobić parę walk, odłożyć konsolę na posiłek i wrócić godzinę później.

Jeszcze lepiej działa to podczas lotu do Japonii. Jest coś wyjątkowo przyjemnego w przemierzaniu cyfrowej Shibuyi kilka godzin przed tym, jak zobaczymy prawdziwą. Gra może stać się małym wprowadzeniem do miasta: stacje, przejścia, tłum, automaty, sklepy, kolejki i cały codzienny rytm Tokio… I pewnie, Persona podkręca rzeczywistość na swoje potrzeby, ale sporo drobnych elementów codzienności jest tam wystarczająco dobrze uchwyconych, żeby po przylocie złapać kilka momentów „hej, przecież ja to znam”.

Długi lot ma jeszcze jedną zaletę: pozwala wejść w tę historię bez ciągłego odrywania się. W domu łatwo odpalić grę na godzinę i po chwili przypomnieć sobie o mailu, telefonie albo czymkolwiek innym (tak, u mnie często to tak wygląda). W samolocie nagle można spokojnie przeżyć kilka tygodni życia Jokera w jednym ciągu. Dla tak długiej i powolnie rozwijającej się gry to niemal idealne środowisko. 

Tokio zaczyna się jeszcze przed lądowaniem

Persona 5 działa świetnie jako gra sama w sobie, ale w drodze do Japonii dostaje dodatkową warstwę, której trudno nie docenić. Człowiek zaczyna patrzeć na mapę Shibuyi trochę uważniej, rozpoznawać nazwy i zastanawiać się, jak podobne miejsce będzie wyglądało kilkanaście godzin później.

Jeśli więc ktoś szuka jednej gry na kilkunastogodzinny lot do Tokio, moim skromnym zdaniem Persona 5 Royal jest bardzo mocnym kandydatem. Długa, spokojna wtedy, gdy tego potrzebujemy, efektowna wtedy, gdy zaczyna brakować bodźców, a do tego prowadzi dokładnie w stronę miejsca, do którego zmierzamy. Można wystartować z Europy, spędzić pół podróży w wirtualnym Tokio i kilka godzin później wysiąść w prawdziwym. Trudno o lepszy loading screen przed Japonią.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: Własne
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper