Prywatyzacja popłaca? - o przejęciach Ubisoftu i EA
Karma zawsze wraca. To bodaj jedyna rzecz, w którą doprawy wierzę. Mistyczne prawo jej oddziaływania zdaje się działać w każde sferze życia i biznesu. Przekonały się o tym zarządy tak pozornie niezachwianych gigantów jak Ubisoft czy Electronic Arts. Obie firmy stanęły w finansowym ogniu i groził im kolaps. Uratowały je zewnętrzne inwestycje i prywatyzacji. Pomo nadeszła od strony Chin i Stanów Zjednoczonych. Kto by pomyślał.
W połowie lat 90. Electronic Arts nie przebierało w środkach. Firma założona przez Tripa Hawkinsa masowo przejmowała studia i wchłaniała w struktury, często przejęte podmioty musiały pożegnać się z oryginalnymi nazwami stając się częścią EA. Większość z wykupionych deweloperów przeszła do historii (Origin, Bullfrog, Westwood). Amerykański wydawca rósł w obroty, z biegiem lat stał się jedną z bardziej znienawidzonych firm przez graczy. Wszystko przez coraz bardziej antykonsumenckie akcje jak przepustki online (te pojawiły się wraz z Battlefield 3 w 2011 roku). W następnej dekadzie Amerykanie poszli w maksymalizację gier-usług. W międzyczasie inwestowano potężne środki w studia taki jak BioWare, które dostarczały hity pokroju Dragon Age: Inkwizycja. Porażką natomiast okazało się Mass Effect: Andromeda. I zdaje się, że właśnie od tej niesławnej produkcji zaczynają się współczesne problemy całego Electronic Arts.
Drugim znanym i cenionym latami wydawcą był francuski Ubisoft. Firma odpowiedzialna za sukcesy serii Assassin's Creed i Far Cry nie słynełą może z produkcji gier-usług (o czym się rzadko wspomina) lecz wprowadził model konstrukcji gier z otwartym światem powielonym przez wielu innych deweloperów. Implementacja tych samych rozwiązań do każdej gry w końcu zderzyła się z rzeczywistością. Gracze poczuli się zmęczeni a kondycji firmy nie poprawiło nawet całkiem udane Assassin's Creed: Shadows. Grę kilkukrotnie opóźniano, aby pozbyć się niedopracowań w okresie premiery. Społeczność stała się pod tym kątem szalenie wyczulona i firma, jeśli tylko opublikowała produkt zawierający błędy mierzyła się z potężnym bojkotem. Miarka się w końcu przebrała i Ubisoft mierzy się ze spadkami akcji na giełdach i gorszą sprzedażą gier. Firmę uratował jednak pakt z chińskim Tencentem.
Desperacka pomoc

Prywatyzacja takich gigantów jak Electronic Arts i Ubisoft tylko potwierdza jak bardzo zmienny jest krajobraz tej branży. Niedawni giganci dzisiaj chwieją się w posadach. Bardzo rzadko w tym biznesie udaje się powrócić do dawnej formy. Choć na dobre drodze ku temu jest np. japońskie Konami. Po 2015 roku ten wydawca stał się regularnym workiem treningowym wściekłych graczy, wszystko przez decyzje o pójściu korporacji w sektor gier mobilnych. Współcześnie Konami ma znacznie lepszy wizerunek. Wydawca regularnie dostarcza gry spod znaku Silent Hill oraz Metal Gear Solid a niebawem na rynek powróci Castlevania. Public Investment Fund, fundusz inwestycyjny z monumentalną siedzibą w Arabii Saudyjskiej sięgnął po Electronic Arts. Kupcami okazały się jeszcze dwie inne firmy: Silver Lake i Affinity Partners, ta ostatnia należy do zięcia Donalda Trumpa, Jareda Kushnera. Transakcja wyniosła rekordowe 55 miliardów dolarów, z czego 20 miliardów zostało przeznaczone na spłatę aktualnego zadłużenia Electronic Arts. Ostatnie lata nie były dla przedsiębiorstwa zbyt łaskawe. Słabe premiery Anthem, Need for Speed i Battlefield 2042 przysporzyły zarządcom licznych problemów. Jedną z pierwszych gier jakie ukazały się już po sfinalizowania tej transakcji był całkiem udany Battlefield 6.
Rob Fahey, dziennikarz piszący dla Games Industry opisał ciąg przyczynowo skutkowy prowadzący do zachwiania się Ubisoftu w posadach. W tekście z 13 września, 2024 roku napisał: „Ubisoft posiada wiele wydawnictw, całe mnóstwo gier, które nie radzą sobie z generowaniem zysków w skali zatrudnionych pracowników. To oznacza kłopoty na wyższych szczeblach przedsiębiorstwa – kłopoty edytorskie” (tłum. własne) – treść następnie odwołuje się do postaci samego Yvesa Guillemota jako osoby decyzyjnej wykorzystującej wszelkie zasoby, aby pozostać na pozycji lidera. „Jeśli problemy Ubisoftu są doprawdy edytorskie, to ich arbitrem zawsze pozostaje CEO, zwłaszcza taki, który zarządza firmą od ponad trzydziestu lat wraz z rodziną trzymającą władzę” – pisze dziennikarz.
Zmiany na lepsze?

W trakcie pandemii drastycznie wzrosło zainteresowanie domową rozrywką. Medium gier to bardzo skuteczne narzędzie do topienia problemów i czasu. Wówczas wycena akcji niejednego wydawcy skoczyła do góry, w tym również Ubisoftu. Peak nie potrwał długo. Notowania na giełdzie zaczęły spadać, co doprowadziło do kuriozalnej sytuacji, w której firma powróciła do wartości z lat 2015-2017 i niestety tkwi w nich obecnie. To pokłosie giełdowej batalii z Vivendi rzucające cień na całą firmę. Z ostatnich raportów wynika, że Ubisoft stracił 90% wyceny. Inwestorzy nie pałają entuzjazmem, a Guillemotów czeka rzeczywistość, której tak się przecież obawiali. Jeden z inwestorów jawnie zasugerował, aby stać się częścią Tencentu. Dzisiaj Tencent i Ubisosft utworzyły spółkę skoncentrowaną na markach kluczowych dla ciągłości finansowej francuskiej przedsiębiorstwa. Assassin's Creed, Rayman, Splinter Cell - te franczyzy zostały już należycie zabezpieczone. Sukcesem okazał się wydany w lipcy remake czwartej części cyklu Assassin's Creed. Być może renowacje są kluczem do odzyskania ciągłości finansowej. Choć o powrocie do dawnej kondycji nie ma mowy.
Electronic Arts nie zapowiedziało jeszcze nowych produkcji spod znaku Titanfall (nie wiadomo, czy takowa w ogóle powstanie) ani kolejnego Battlefield. Firma skupia się na rozwoju produkcji już istniejących na rynku. Wciąż nienaganne zyski generuje The Sims 4 oraz EA Sports FC 27, która zmieniła kierunek i stawia na sprawiedliwy podział graczy online i offline. Dla Ubisoftu i EA przyszłe duże zmiany. Czy zaprocentują one w przyszłości? Czy miejsca w zarządach pozostaną nietknięte a same marki przetrwają w znanej formie? Odpowiedzi poznamy dopiero w kolejnych latach.
Przeczytaj również
Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych