Klimatyczny thriller z Deppem w roli głównej. Lepszy niż mówią krytycy

Klimatyczny thriller z Deppem w roli głównej. Lepszy niż mówią krytycy

Jan Piekutowski | Dzisiaj, 16:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Umiarkowany sukces finansowy, mieszane opinie od krytyków i brak szczególnego miejsca w głowach widzów. A przecież to jedna z najlepszych ekranizacji prozy Stephena Kinga, a przede wszystkim udany thriller psychologiczny.

Nie tak dawno zachwalałem “Stań przy mnie”, które nie bez powodu cieszy się wyjątkową opinią wśród fanów twórczości Stephena Kinga oraz kina coming-of-age (tekst znajdziecie TUTAJ). Przy tej okazji rzuciłem okiem na listę pozostałych adaptacji Kinga w poszukiwaniu tytułów, o których dawno lub wcale nie słyszałem. I tak trafiłem na nieco zakurzone “Sekretne okno” z Johnnym Deppem w roli głównej.

Dalsza część tekstu pod wideo

Nie będę przekonywał, że to fantastyczny, przełomowy film. Nic z tych rzeczy. Kino porządne, rzemieślnicze. Ale czasami właśnie tego potrzebujemy, szczególnie w jesienne wieczory, gdy tak chętnie sięgamy po kryminalne opowieści, spowite gęstą mgłą tajemnicy. “Sekretne okno” dobrze to zadanie spełnia - film koncentruje się na historii udręczonego pisarza Morta (Depp), który zostaje posądzony o plagiat przez przerażającego Johna Shootera (John Turturro). Shooter daje Mortowi ultimatum - ma trzy dni na dostarczenie oryginału powieści i przekonanie kapelusznika, w innym przypadku plagiator i jego bliscy nie mogą spać spokojnie. Pisarz ignoruje jego ostrzeżenie, a gdy w końcu zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, jest już za późno. Życie zamienia się w prawdziwy koszmar. 

Trzy filary

Sekretne okno 2
resize icon

“Sekretne okno” to film dość dziwny, paranoiczny. Prosty, jako się rzekło, ale niepozbawiony intrygujących elementów. Jednym z zabiegów regularnie wykorzystywanych przez reżysera (i zarazem scenarzystę) Davida Koeppa są krótkie retrospekcje, zwłaszcza te poświęcone kłótni Morta z żoną Amy (Maria Bello). Scenki trwają raptem kilka sekund, ale skutecznie zaburzają porządek rzeczy. Wprowadzają zamieszanie do dość schematycznej historii, nadają jej nowy ton. Mają w sobie coś z twórczości Davida Lyncha, oczywiście pamiętając o zachowaniu odpowiedniej skali.

Z pewnością należy też wyróżnić role główne. Depp świetnie odnajduje się jako “zwyczajny człowiek”, korzysta ze sprawdzonych środków. Znów, podobnie jak w “Z piekła rodem”, udowadnia, że bardzo dobrze pasuje do kina gatunkowego nie tylko spod znaku piratów i statków. Broni się nawet wtedy, gdy zawodzi cały film. Dysponując oszczędnym scenariuszem, który wcale nie mówi nam zbyt wiele o Morcie, jest w stanie wycisnąć postać przekonującą, ciekawą, obdarzoną nerwem połączonym ze swoistą neurotycznością. Bardzo dobrze prowadzi widzów w stronę wielkiego finału będącego ściśle związanym z wielkim twistem całej historii. Dopiero wtedy puszcza lejce i pozwala sobie na aktorską szarżę. Inaczej do kreacji postaci podszedł Turturro. On bowiem od samego początku idzie na całość. Słychać to przede wszystkim w przerysowanym akcencie aktora. Nawet on jednak potrafi się finalnie sprawdzić, wszelkie dziwności Shootera znajdują swoje uzasadnienie. Nie ulega też wątpliwości, że Turturro błyszczy we wspólnych scenach z Deppem, panowie bardzo dobrze bawili się na planie i to widać.

Kolejnym filarem “Sekretnego okna” jest muzyka autorstwa Phillipa Glassa, geniusza w swoim fachu. Glass stworzył utwory do słów między innymi Davida Byrne’a, napisał też ścieżki dźwiękowe do “Godzin” czy “Truman Show”. W filmie z 2004 roku nie ma może szczególnie pamiętnego motywu muzycznego, ale raczej szereg utworów uzupełniających. Wszystkie brzmienia komponują się ze scenami, pomagają w budowaniu napięcia - początkowo aury tajemnicy, później zaś szaleństwa pochłaniającego życie Morta.

Jeden, by wszystkimi rządzić

Sekretne Okno 3
resize icon

Trzy opisane elementy - kilka zabiegów reżysera, aktorstwo i muzyka Glassa - pracują na jedno konto. Służą twistowi, zwrotowi akcji ujawniającemu prawdziwe zamiary Shootera. Możemy wprawdzie przewidzieć, co stanie z Mortem (zwłaszcza, jeśli mamy na koncie dziesiątki obejrzanych thrillerów psychologicznych), ale finał historii Shootera robi niesamowite wrażenie. Efekt słabnie przy kolejnych seansach, lecz to problem wszystkich opowieści bazujących na całkowitym zwrocie akcji. Trudno więc tę swoistą “jednorazowość” uznać za słabość “Sekretnego okna”.

To naprawdę porządna rozrywka, dobra okazja do odświeżenia sobie nieco zapomnianej roli Deppa i wreszcie całkiem wierna adaptacja świetnego opowiadania Kinga (znajdziecie je w zbiorze “Cztery po północy”). Swoją drogą znów trafiamy na motyw zarysowany choćby we wspomnianym na początku “Stand by me” - Mort ma problem z finałem swojej historii, chłopcy mieli problem z niesatysfakcjonującym finałem historii Gordie’ego, w wypadku Kinga stale się mówi, że nie potrafi kończyć książek. Moim zdaniem ten metatekstualny zarzut nie ma zastosowania ani w przypadku opowiadania, ani ekranizacji z 2004 roku. Jeśli nie znacie, oglądajcie. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: Opracowanie własne
Jan Piekutowski Strona autora
Popkulturę pochłania masowo, łapczywie. Od dziecka, od kiedy zakatował DVD z "Królewną Śnieżką". Nie ma serialu, którego nie obejrzy. Nie ma filmu, na który nie pójdzie do kina. Nie ma komiksu, którego nie przeczyta. We wszystkim stara się znaleźć jakiś pozytyw, bo przecież pewnego dnia smutek się skończy.
cropper