Koniec YouTube?

9-latek wydał 118 000 dolarów na reklamę Minecrafta. Internet stworzył zupełnie nowe dzieciństwo 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Kiedy miałem dziewięć lat, największym biznesowym problemem było raczej ustalenie, czy wydać całe kieszonkowe na grę, czy zostawić kilka złotych na chipsy. Mike miał zupełnie inny dylemat. Jego filmy z Minecrafta i Robloxa zbierały po kilka wyświetleń, więc postanowił zrobić z tym coś, co dla współczesnego dzieciaka najwyraźniej może wydawać się całkowicie naturalne: kupić reklamę na YouTube. 

Według relacji jego ojca dziewięciolatek w ciągu około trzech tygodni nabił na firmowej karcie 118 tysięcy dolarów kosztów reklamowych. Wszystko zaczęło się od niewinnej kampanii za około 20 dolarów, którą tata pokazał mu jako sposób promowania kanału. Karta została zapisana na koncie Google, limity nie były ustawione, a dziecko później odpalało kolejne promocje samodzielnie. Niektóre materiały rzeczywiście dobiły dzięki temu do ponad 200 tysięcy wyświetleń. Finał był dużo mniej zabawny: ojciec poinformował później, że stracił pracę i pozostał z rachunkiem do spłaty…

Dalsza część tekstu pod wideo

Dzieci chciały miecz, dziś chcą zasięgów

Ciekawsze od kwoty jest to, dlaczego dziewięciolatek w ogóle wiedział, czym jest promowanie filmu. Ojciec pokazał mu jedną kampanię, ale cały mechanizm był już dla dziecka czytelny. Masz film. Film ma mało wyświetleń. Płacisz, żeby zobaczyło go więcej osób. Poziom abstrakcji porównywalny z kupieniem lepszego miecza w grze.

Tutaj współczesne dzieciństwo odjechało od tego, które pamięta wielu z nas. My również chcieliśmy imponować kolegom, mieć najlepszą postać, zdobyć coś rzadkiego albo być pierwszym człowiekiem w klasie, który przeszedł trudnego bossa. Dzisiejsze dzieci dostają do tego publiczny licznik. Wyświetlenia. Subskrypcje. Lajki. Obserwują twórców mających milionowe kanały i bardzo szybko uczą się, że większa liczba obok filmu oznacza sukces. 

Mike zaczynał zresztą dokładnie tak, jak można sobie wyobrazić kanał prowadzony przez dzieciaka. Grał na PS5, miał tani headset, wrzucał nieedytowane materiały i zbierał po pięć, dziesięć wyświetleń. Dwadzieścia lat temu podobny dzieciak opowiadałby kolegom przy szkolnym komputerze, że zbudował wielki zamek w grze. Dzisiaj może wrzucić ten zamek do internetu, sprawdzić analitykę i być rozczarowany, że obejrzało go tylko siedem osób. To naprawdę ogromna zmiana w głowie człowieka.

Internet dał dzieciom narzędzia dla dorosłych

Cała historia jest oczywiście również opowieścią o szeregu bardzo dorosłych błędów. Firmowa karta została wcześniej zapisana na koncie Google używanym także przez syna. Nie ustawiono limitów wydatków. Ojciec sam pokazał dziecku, jak uruchamia się promocję. Według jego relacji Mike nie rozumiał później, że pokazane wcześniej 20 dolarów było konkretnym budżetem, a system po prostu akceptował kolejne kampanie. Dziewięciolatek dostał więc do ręki coś przypominającego konsolę do gry, tylko przycisk „promuj” był podłączony do prawdziwych pieniędzy.

I tutaj trudno całe zdarzenie sprowadzić do opowieści o dziecku, które „wydało fortunę”. Dziewięciolatek nie rozumie pieniędzy tak jak trzydziestolatek. Sto dolarów i sto tysięcy dolarów mogą być dla niego przede wszystkim większymi liczbami na ekranie. Zwłaszcza gdy interfejs nie wymaga wyciągnięcia gotówki, wpisania kodu czy nawet ponownego sięgnięcia po kartę. Klikasz, system potwierdza, licznik wyświetleń rośnie. Pieniądz cyfrowy ma bardzo słabą wagę w dłoni - bo żadnej dłoni już nie potrzebuje.

Problem wykracza przy tym daleko poza jeden rodzinny dramat. Dzieci poruszają się dzisiaj po platformach zaprojektowanych wokół mechanizmów stworzonych dla dorosłych twórców i firm. YouTube uczy je statystyk. TikTok uczy zasięgu. Gry uczą walut premium. Sklepy mają zapisane karty. Influencerzy pokazują, że hobby może zmienić się w zawód, najlepiej jeszcze przed końcem szkoły. Potem dziwimy się, że dziewięciolatek nie chce po prostu nagrywać Minecrafta. On chce, żeby jego Minecrafta ktoś oglądał.

Cała sprawa skończyła się tutaj bardzo realnymi konsekwencjami. W późniejszej aktualizacji ojciec powiedział, że stracił pracę i musi zmierzyć się z rachunkiem, wspominając nawet o możliwości sprzedaży domu. Pokazał też zrzut z kwotą ponad 118 tys. dolarów, choć został później usunięty. To ważne przypomnienie, żeby nie traktować tej historii wyłącznie jak kolejnego mema o dzieciaku i karcie rodzica. Kilka tygodni klikania w ekran może dziś wywołać problemy, które rodzina będzie rozwiązywać przez lata.

Nasze dzieciństwo miało podwórko

Nie zazdroszczę trochę dzieciakom dorastającym teraz. Mają dostęp do rzeczy, o których kiedyś można było tylko marzyć: mogą tworzyć filmy, własne gry, muzykę, grafiki i pokazywać je całemu światu bez pytania kogokolwiek o zgodę. Tyle że razem z tym prezentem dostają bardzo wcześnie wszystkie obsesje dorosłego internetu. Czy ktoś mnie ogląda? Ile mam polubień? Czemu kolega ma więcej? Jak zrobić, żeby liczba poszła w górę? Poza tym, czasem jestem wdzięczny, że te 20-25 lat temu nie mogłem wrzucać moich wygłupów na social media. 

Historia Mike'a jest ekstremalna głównie przez liczbę zer na rachunku. Sam mechanizm jest już zupełnie zwyczajny. Dzieci nie tylko grają dziś w Minecrafta. Nagrywają go, publikują, budują profile, patrzą na statystyki i marzą o własnej widowni. Internet dał im ogromną scenę, zanim zdążyły zrozumieć, ile kosztuje wynajęcie reflektorów. Tym razem światło świeciło przez trzy tygodnie. Rachunek wyniósł 118 tysięcy dolarów.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Minecraft.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper