Brązowa era PlayStation. Czy Sony odzyska zaufanie graczy po Marvel's Wolverine?
Premiera Marvel’s Wolverine miała być dla Sony koronnym dowodem na bezkonkurencyjność ich katalogu gier na wyłączność. Zamiast triumfalnego pochodu przez nagłówki portali branżowych, japoński gigant zderzył się jednak z brutalną ścianą krytyki ze strony własnych fanów. W sieci próżno szukać powszechnego zachwytu - gra jest bezlitośnie masakrowana przez społeczność, która ma już dość powielania utartych, bezpiecznych schematów. Choć nikt nie odmawia Insomniac Games kunsztu w kreowaniu fotorealistycznej oprawy, sama warstwa wizualna przestała wystarczać.
Głównym zarzutem stał się całkowity brak satysfakcjonującego wyzwania i sprowadzenie rozgrywki do roli interaktywnego filmu. Tytuł traktuje odbiorcę protekcjonalnie, zalewając go nachalnymi znacznikami, podpowiedziami i ścieżkami, które odbierają jakąkolwiek frajdę z samodzielnego odkrywania świata. Czarę goryczy przelały jednak sekwencje QTE pozbawione realnych konsekwencji porażki oraz automatyzujące się sceny akcji, w których brak reakcji na padzie i tak prowadzi do sukcesu na ekranie. Dla wielu odbiorców Wolverine stał się uosobieniem „samograja” skrojonego wyłącznie pod kinowe doznania, w którym obecność żywego człowieka z kontrolerem wydaje się deweloperom jedynie zbędnym dodatkiem.
Taka recepcja flagowego tytułu wstrząsnęła wizerunkiem marki PlayStation, zmuszając graczy do zadania sobie pytania: co dalej? W portfolio Sony na horyzoncie majaczy już kolejny wielki projekt, czyli God of War Laufey od utalentowanego zespołu Santa Monica Studio. Nie jest to jednak premiera witana z jednogłośnym entuzjazmem, a zwiastunom towarzyszy zauważalny chłód. Produkcja od pierwszych zapowiedzi zbiera solidne baty za decyzję o całkowitym odsunięciu na boczny tor Kratosa - postaci, która przez dwie dekady stanowiła absolutne serce, duszę i tożsamość całej mitologicznej sagi.
Zamiana spartańskiego boga wojny na jego zmarłą małżonkę, Faye, dla wielu sympatyków cyklu okazała się pigułką niezwykle trudną do przełknięcia. Perspektywa wcielenia się w Laufey na papierze po prostu nie wygląda tak elektryzująco, jak wymachiwanie Ostrzami Chaosu czy Toporem Lewiatan u boku ikonicznego antybohatera. Fani nie ukrywają obaw, że odejście od surowego, brutalnego fundamentu Kratosa na rzecz nowej perspektywy narracyjnej może rozmyć unikalny ciężar gatunkowy, za który pokochano reboot z 2018 roku i jego kontynuację.
Z drugiej strony, stawianie krzyżyka na Santa Monica Studio byłoby kardynalnym błędem. Amerykańscy deweloperzy wielokrotnie udowadniali, że w dziedzinie czystego rzemiosła deweloperskiego należą do absolutnej światowej elity. Możemy być niemal w stu procentach pewni, że projekt świata, architektura środowiskowych zagadek oraz monumentalne starcia z bossami znów będą stały na najwyższym możliwym poziomie. Jeśli mechanika walki dostarczy odpowiedniej głębi i mięsistości, Laufey ma szansę obronić się w samym gameplayu, nawet jeśli zwiastuny nie rozbudziły pierwotnego entuzjazmu.
Co oprócz God of War Laufey?
Prawdziwym sprawdzianem i symbolicznym zamknięciem 2027 roku ma być jednak Intergalactic: The Heretic Prophet - wyczekiwana, zupełnie nowa marka od legendarnego Naughty Dog. To projekt o gigantycznej skali i kolosalnym budżecie, mający zapoczątkować nową erę science fiction w dorobku „Niegrzecznych Psów”. Podobnie jak w przypadku God of War Laufey, pierwsze reakcje społeczności dalekie były od jednomyślnego uwielbienia. Internet zalała fala sceptycyzmu wymierzona w nową bohaterkę, Jordan A. Mun, a jej projekt i estetyka podzieliły graczy jeszcze przed pokazaniem konkretnych fragmentów zabawy.
Trudno jednak ignorować fakt, że krytyka wizerunkowa na etapie wczesnych grafik koncepcyjnych to zjawisko, z którym Naughty Dog mierzyło się niemal przy każdej nowej produkcji. To studio, które jak mało kto w branży potrafi nadać swoim postaciom wielowymiarowość i autentyzm dopiero w praniu - poprzez kapitalnie poprowadzony scenariusz, fenomenalny motion capture i relacje budowane w trakcie samej podróży. Wizerunkowe uprzedzenia internautów zazwyczaj pękają w momencie, gdy gra trafia do napędów, a na ekranie zaczyna dominować bezkompromisowa jakość.
Przede wszystkim jednak, patrząc na historyczne dokonania zespołu Neila Druckmanna, możemy oczekiwać, że sama rozgrywka w Intergalactic okaże się po prostu kolosalnie dobra. Naughty Dog to mistrzowie organicznego łączenia filmowości z perfekcyjną, responsywną mechaniką starć, co udowodnili choćby bezbłędnym, brutalnym modelem walki w The Last of Us Part II. Jeśli studio przełoży tę samą precyzję, zaawansowaną sztuczną inteligencję wrogów i fizykę otoczenia na realia futurystycznego thrillera, otrzymamy tytuł, który zamknie usta największym malkontentom.
Sony znalazło się obecnie w punkcie zwrotnym, w którym musi na nowo zdefiniować swoje pojęcie „prestiżowej gry wideo”. Porażka koncepcyjna Marvel’s Wolverine jasno pokazała, że gracze dojrzeli i nie dają się już kupić samym ładnym teksturom, jeśli za widowiskiem kryje się płytka, pozbawiona wyzwania mechanika. Gracze nie chcą już tylko patrzeć na ekran - chcą realnie grać, czuć opór wirtualnego świata i ponosić konsekwencje własnych błędów.
Przekonanie zniechęconej społeczności do nowych twarzy w postaci Faye oraz Jordan będzie wymagało od PlayStation czegoś więcej niż standardowej, wygładzonej kampanii marketingowej. Japońska korporacja musi udowodnić, że wyciągnęła bolesną lekcję z przygód Logana i zrozumiała, gdzie leży granica między dostępnością a bezdusznym upraszczaniem rozgrywki. Prawdziwe zaangażowanie odbiorcy buduje się poprzez satysfakcjonujący gameplay loop, a nie wyłącznie reżyserowane wstawki przerywnikowe.
Potencjał do odzyskania pełnego zaufania jest jednak ogromny. Zarówno Santa Monica Studio, jak i Naughty Dog to deweloperzy o unikalnym rodowodzie, którzy w chwilach największej presji potrafili tworzyć dzieła przełomowe. Jeśli powstrzymają korporacyjne zapędy do robienia z gier „filmów dla każdego”, obie nadchodzące produkcje mogą zaoferować wybitną, mięsistą rozgrywkę, która odepchnie w cień kontrowersje wokół obsady.
W 2027 roku zapewne zagramy też w Fairgame$, sieciowe napady ala PayDay od Sony, ale po ostatnim wycieku grafik z gry nie jest to z pewnością gra, dzięki której PlayStation odzyska zaufanie graczy.
Przeczytaj również
Komentarze (14)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych