Steam Deck 2 powstanie dopiero wtedy, "gdy będzie miał sens". Chciałbym, żeby tak działała cała branża
W branży technologicznej cztery lata to czasem cała epoka. Telefon zdąży dostać kilka następców, karta graficzna zmieni numerację i tak dalej... Steam Deck zadebiutował w 2022 roku, więc zgodnie z logiką rynku jego właściciele powinni już oglądać prezentację następcy i zastanawiać się, komu sprzedać stary model. Valve jednak patrzy na to inaczej.
Steam Deck 2 powstaje, ale firma nadal nie chce podać nawet przybliżonego terminu premiery. Pierre-Loup Griffais z Valve ponownie podkreślił, że następca ma zaoferować wyraźny skok wydajności, a nie kilka dodatkowych klatek okupionych krótszym czasem pracy na baterii. Firma już wcześniej mówiła wprost, że nie interesuje jej wzrost wydajności o 20, 30 czy nawet 50 procent przy podobnej efektywności energetycznej. Czeka na moment, w którym nowy sprzęt faktycznie będzie można nazwać kolejną generacją. Przyznam, zrobiło to na mnie takie wrażenie, że muszę coś o tym naskrobać!
Nowy numer na pudełku
Steam Deck nie jest już technologicznym potworem. Jego układ coraz częściej musi negocjować z nowymi grami warunki kapitulacji, podczas gdy konkurencyjne handheldy oferują wyższą wydajność i nowsze podzespoły. Valve spokojnie mogłoby więc wypuścić Decka z szybszym procesorem, napisać na stronie „do 40 procent więcej mocy”, dorzucić nowe zdjęcia i rozpocząć kolejną rundę przedsprzedaży. Chętnych by nie zabrakło.
Tylko Steam Deck od początku miał ogromną przewagę, której nie da się wpisać w tabelkę benchmarków. Był urządzeniem bardzo konkretnym. Valve ustaliło jeden cel i przez lata rozwijało wokół niego SteamOS, kompatybilność oraz cały ekosystem. Nawet model OLED z 2023 roku nie udawał nowej generacji. Poprawił ekran, baterię i kilka elementów konstrukcji, ale gry nadal miały działać według tego samego punktu odniesienia.
W świecie pecetów brzmi to niemal podejrzanie spokojnie. Przyzwyczailiśmy się do urządzeń, które starzeją się już podczas konferencji zapowiadającej kolejne. Producenci telefonów od lat próbują przekonać nas, że przesunięcie aparatu o kilka milimetrów jest wydarzeniem sezonu.
Karty graficzne otrzymują nowe generacje, modele pośrednie i wersje SUPER, a rynek handheldów w kilka lat zapełnił się sprzętem o nazwach, które zaczynają przypominać oznaczenia silników odrzutowych. Na tym tle Valve mówiące „jeszcze nie” wypada zaskakująco rozsądnie.
Zatrzymać sprzęt na kilka lat
Oczywiście firmie łatwiej pozwolić sobie na cierpliwość, gdy jej główny biznes polega na prowadzeniu największego sklepu z grami PC. Valve nie musi sprzedawać nowego Decka co dwa lata, żeby utrzymać cały statek na powierzchni. Każdy obecny użytkownik urządzenia nadal kupuje gry na Steamie, więc kilkuletni cykl życia handhelda wcale nie musi wyglądać w księgowości jak problem.
Mimo wszystko chciałbym, żeby podobne myślenie częściej pojawiało się także gdzie indziej. Nowa generacja sprzętu powinna dawać moment „okej, teraz rozumiem”, kiedy różnicę widzimy bez powiększania dwóch screenów do 400 procent. Lepsza wydajność, wyraźnie dłuższa bateria, większy komfort, nowe możliwości - coś, co zmienia sposób korzystania z urządzenia.
Valve chce zachować równowagę między wydajnością, ceną i czasem pracy, a odpowiedniego układu najwyraźniej nadal nie widzi. Takie ograniczenie brzmi znacznie sensowniej niż projektowanie urządzenia wokół daty wpisanej kilka lat wcześniej do prezentacji dla inwestorów.
Jest jeszcze druga korzyść: gracze mogą przez chwilę przestać myśleć o swoim sprzęcie jak o produkcie z datą ważności. Kupujesz Steam Decka i korzystasz z niego tak długo, jak spełnia twoje potrzeby. Nie musisz rok później czytać poradników pod tytułem „czy warto wymienić?”, bo producent postanowił dołożyć pięć procent wydajności i nowy odcień plastiku. Dla mnie tego najbardziej brakuje dziś w elektronice.
Valve kiedyś oczywiście naciśnie przycisk. Steam Deck zaczyna już odczuwać wiek, wymagania nowych gier nie będą malały, a konkurencja nie zamierza czekać. Firma sama potwierdza, że nad przyszłym urządzeniem pracuje i szuka sposobu, by dostarczyć odpowiednio duży skok. Cierpliwość nie oznacza więc zamiaru sprzedawania tego samego handhelda do 2035 roku. Chodzi o wybranie momentu, w którym wymiana przestanie być kosmetyką.
Steam Deck 2 i efekt „wow”
Wolałbym poczekać rok dłużej i dostać Steam Decka 2, przy którym pierwsza godzina wystarczy do zrozumienia, po co powstał. Niech nowe gry nagle działają znacznie lepiej. Niech bateria wytrzymuje dłużej zamiast krócej. Niech ekran, ergonomia i system skorzystają z doświadczeń zebranych przez kilka lat. Wtedy numer „2” będzie miał faktyczne potwierdzenie w rzeczywistości użytkowej.
Branża bardzo długo uczyła nas czegoś odwrotnego: premiera kolejnego produktu jest nieunikniona, więc trzeba znaleźć powód, żeby go sprzedać. Valve najpierw szuka powodu, a dopiero później chce ustalić premierę. Być może pomaga w tym nietypowy model biznesowy, być może sytuacja za kilka lat zmusi firmę do kompromisów. Na razie patrzę na swojego kilkuletniego Decka i pierwszy raz od dawna nie mam poczucia, że producent stoi za plecami i dmucha mi w potylicę, że poraz na zmianę. Przyjemna odmiana.
Przeczytaj również
Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych