117,5 miliona wyświetleń. Jeden autor stał się dla Netflixa osobnym gatunkiem
Na Netflixie można dziś szukać serialu po gatunku, kraju, aktorze albo nastroju. Jest jednak jeszcze jedna kategoria, której aplikacja oficjalnie nie pokazuje, choć spokojnie mogłaby dostać własny przycisk: „coś Harlana Cobena”. Człowiek wie mniej więcej, czego chce. Zwyczajna rodzina zaraz odkryje bardzo niezdrowy sekret, ktoś zaginiony prawdopodobnie wcale nie jest tak zaginiony, jak się wydawało, a po czwartym odcinku połowa bohaterów będzie miała ze sobą więcej wspólnego, niż pozwalały przypuszczać pierwsze trzy godziny.
I Will Find You pokazało właśnie, jak potężna zrobiła się ta marka. Najnowsza adaptacja Cobena zebrała 117,5 mln wyświetleń w ciągu 11 tygodni i wskoczyła do ścisłej czołówki najpopularniejszych anglojęzycznych seriali w historii Netflixa. Jeszcze ciekawiej wygląda liczba stojąca za samym nazwiskiem autora: to już trzynasty serial, który przygotował z platformą.
Jeszcze jeden trup w spokojnej okolicy
Sekret tej współpracy trudno sprowadzić wyłącznie do popularności książek, choć startowy kapitał jest ogromny. Powieści Cobena ukazały się w 46 językach, a na świecie znajduje się około 80 mln ich egzemplarzy. Ważniejsze wydaje mi się jednak to, jak dobrze jego historie pasują do sposobu oglądania Netflixa. Zbrodnia wydarzyła się przed laty, ktoś niespodziewanie wraca, bohater odkrywa pierwszą tajemnicę i od tego momentu kolejne drzwi otwierają następne. Odcinek potrafi skończyć się dokładnie wtedy, gdy pilot zaczyna wyglądać jak największy wróg rozsądnej godziny pójścia spać.
Netflix nauczył się również sprzedawać nazwisko autora podobnie jak kiedyś telewizja sprzedawała producenta albo kino reżysera. Stay Close, The Stranger, Fool Me Once, Missing You, Run Away, I Will Find You - tytuły się zmieniają, obsady wymieniają, a widz szybko rozpoznaje znajomy rodzaj układanki. Sama platforma zebrała już trzynaście seriali Cobena w jednym katalogu i wprost promuje je jako kolekcję. Trochę jak półka w księgarni, przy której nie trzeba czytać wszystkich opisów z tyłu okładki.
Co ciekawe, ekranizacje wcale nie trzymają się kurczowo miejsca akcji z powieści. Wiele książek Cobena rozgrywa się w New Jersey, podczas gdy seriale przenoszono do Wielkiej Brytanii, Polski, Hiszpanii czy Francji. Historia pozostaje znajoma, ale dekoracja może zmienić język, architekturę i aktorów. Dzięki temu cała seria adaptacji nie wygląda jak jeden serial produkowany bez końca w tej samej dzielnicy.
Algorytm pokochał autora thrillerów
I Will Find You jest tutaj najlepszym dowodem, że formuła nadal ma paliwo. Serial wystartował 18 czerwca, zebrał 24 mln wyświetleń już w pierwszych czterech dniach, a później przez pięć tygodni utrzymywał się na pierwszym miejscu globalnego zestawienia anglojęzycznych seriali Netflixa. Pod koniec sierpnia licznik wskazywał już wspomniane 117,5 mln. Trudno przy takich liczbach mówić o zmęczeniu widowni, nawet jeśli po obejrzeniu kilku adaptacji zaczynamy już podejrzewać każdego sąsiada pojawiającego się dziwnie wcześnie w pierwszym odcinku.
Sam pomysł I Will Find You brzmi wręcz podręcznikowo cobenowsko. David Burroughs odsiaduje dożywocie za zabójstwo własnego syna, dopóki nie pojawia się dowód sugerujący, że chłopiec może żyć. Osiem odcinków, Sam Worthington na pierwszym planie i zagadka skonstruowana tak, żeby każdy kolejny trop przesuwał podłogę o kilka centymetrów. Coben zaczął rozwijać serial jeszcze podczas pisania książki, czego wcześniej nie robił, a Netflix wszedł w projekt bardzo wcześnie.
Taka współpraca ma również ogromną przewagę nad pogonią za kolejnym kompletnie nowym hitem. Netflix nie musi za każdym razem tłumaczyć widzowi od zera, czym jest produkt. Nazwisko wykonuje część marketingu jeszcze przed zwiastunem. Tak samo działają dziś Shonda Rhimes, Ryan Murphy czy Guy Ritchie, choć każdy w zupełnie innym fragmencie katalogu. W przypadku Cobena obietnica jest wyjątkowo konkretna: kilka wieczorów, zamknięta historia i tajemnica, która będzie regularnie przewracała stolik.
Najlepiej widać to po tym, że Netflix wcale nie zamierza zwalniać. Kolejna brytyjska adaptacja The Woods jest już w produkcji, a osobny serial dostanie Myron Bolitar - jeden z najbardziej znanych bohaterów autora, tym razem z Colinem Woodellem w głównej roli oraz Davidem E. Kelleyem i Kyle'em Longiem jako współshowrunnerami. W pewnym momencie bibliografia Cobena zaczyna przypominać harmonogram platformy.
Jest oczywiście ryzyko, że ta maszyna zacznie kiedyś produkować wyłącznie własne echo. Jeśli każdy thriller będzie otwierał się zaginięciem sprzed lat, rodzinnym sekretem i twarzą spoglądającą nerwowo z nanny cam, widz w końcu nauczy się melodii. Na razie wyniki sugerują coś odwrotnego. Ludzie wracają właśnie po znajomy rytm. Kryminał od dawna żyje przecież z podobnej umowy.
Coben dostał własny przycisk „play”
117,5 mln wyświetleń I Will Find You robi wrażenie samo w sobie. Znacznie ciekawsza jest droga prowadząca do tej liczby. Trzynaście seriali, kolejne produkcje już w przygotowaniu i widownia, która nauczyła się rozpoznawać nazwisko autora równie szybko jak logo wielkiej franczyzy. Netflix zazwyczaj próbuje stworzyć markę z bohatera albo świata. Tutaj wystarczy nazwisko na plakacie.
Harlan Coben znalazł więc dla swoich książek coś w rodzaju drugiej księgarni, tyle że jej półki stoją w ponad setkach milionów domów. Nowa adaptacja może mieć innych aktorów, inny kraj i kolejną rodzinę przekonaną, że przeszłość została bezpiecznie zakopana. Widz już wie, że za kilka odcinków ktoś tę ziemię rozkopie. 117,5 miliona razy nacisnął „play”, żeby zobaczyć kto.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych