Graliśmy w Sea of Remnants. To miała być gra na PC czy tylko mobilka na większym ekranie?
Gamescom to miejsce, w którym można trafić na naprawdę różne gry. Od wielkich, długo wyczekiwanych produkcji AAA, przez ambitne projekty niezależne, aż po malutkie gry indie. Są też takie tytuły, które sprawiają, że po kilku minutach zastanawiam się, czy nie jestem darmowym testerem jakiegoś bardzo wczesnego prototypu.
No i właśnie takie myśli miałam podczas grania w Sea of Remnants. Roger, podczas moich marudzeń dotyczących tej gry, bardzo ładnie wyjaśnił, że czasami trzeba też spróbować złych gier, żeby na przyszłość łatwiej było mi wszystko wypośrodkować. Niby rację chłop ma. Nawet jakbym chciała jakoś fabułę tutaj wam przybliżyć, no to nie bardzo wiem, od czego zacząć. Osoba „prezentująca” mi grę wręczyła mi słuchawki, wskazała na klawiaturę i myszkę, przekazała trochę merchu związanego z grą, po czym usłyszałam: „Graj”. Bez większego wprowadzenia, zarysu fabularnego czy wyjaśnienia, co powinnam robić.
Jak już ogarnęłam sterowanie, no to z tego, co wydedukowałam metodą prób i błędów, na samym początku miałam znaleźć jedzenie dla chomika. Pewnie brzmi absurdalnie, ale tak wyglądało moje pierwsze zadanie podczas grania w to demo. Przy okazji, znów metodą prób i błędów, ogarnęłam, że chomiki w tej grze jedzą małże, zatem musiałam się do nich skradać i je zbierać. Naprawdę podczas tego zadania chciałam się cieszyć grą i eksplorowaniem mapy, ale notorycznie rozjeżdżające się tekstury i foki wpływające w skały wytrącały mnie z jakiejkolwiek immersji.
Pan ze stoiska, widząc, że coś za bardzo eksploruję lokację, podszedł, pokierował mnie do jaskini i kazał walczyć. No i mamy pierwszy (i jedyny) bojowy moment. Naszym oczom ukazuje się syrena, która zostaje naszym pierwszym przeciwnikiem. Jak na bossa w krótkim demie była całkiem odporna: miała aż trzy paski zdrowia, przechodziła między fazami i miała dwa addy, które cyklicznie się odradzały. Problem w tym, że sama walka nie oferowała mi praktycznie żadnej rozrywki. Jak wyglądała? Spacja, spacja, jeszcze trochę spacji, można przerollować chomiczą ruletkę i znów spacja, spacja, spacja… Największym problemem podczas starcia było utrzymanie zainteresowania tym, co w ogóle robię. Doszło do tego, że nerwowo spoglądałam na zegarek, bo następny pokaz się zbliżał, a ja nawet nie byłam w połowie walki. Powtarzające się długie animacje ataków między spacjami, bez możliwości ich skipnięcia, też nie były przyjemne dla oka. Jasne, zobaczyć je raz czy dwa, ale nie co turę. Podobny zarzut w latach 90. kierowano w stronę jednej z moich ulubionych gier, jaką jest Legend of Legaia. Tyle że tam chodziło o powtarzalność animacji przy summonach, a tutaj mówimy o zwykłych atakach.
Mam wrażenie, że twórcy zrobili port na PC bez przeanalizowania rozgrywki. Jasne, to, co ta gra oferuje, na telefonie miałoby sens. Mobilki projektowane są raczej z myślą o krótkich sesjach, prostym sterowaniu i akcji, no i rollowaniu. W skrócie - wszystko ma być przystępne i nieskomplikowane. Na PC jednak oczekuję czegoś więcej. Chcę mieć pełną kontrolę nad tym, co robię, eksperymentować i czerpać przyjemność z bicia bossa. Szkoda, bo Sea of Remnants wizualnie mogłoby się podobać. Gra ma przepiękną pastelową paletę barw, designy postaci też nie były złe. To miałoby ogólnie swój urok, gdyby nie rozwalające się tekstury.
Największym problemem jest po prostu niedopracowanie produkcji. Podczas grania miałam wrażenie, że jest to bardzo wczesny prototyp, a nie fragment produkcji, która powinna już sobą coś reprezentować, zwłaszcza że wpakowano ogromne pieniądze w samo stoisko i merch. Stoisko Sea of Remnants i liczba gadżetów, które rozdawali w części konsumenckiej Gamescomu, wyrzuciły mnie z kapci. Było dużo, widowiskowo - szkoda, że budżet nie poszedł na grę. Może za jakiś czas, jeśli pojawi się pełna wersja, to wszystko będzie poprawione, ale ja w tym potencjału do grania na czymś innym niż smartfony nie widzę.
No cóż, po tej grze mam dość osobliwy zestaw wspomnień: chomik żywiący się małżami, spacja, foki pływające w kamieniach oraz górach i jeszcze raz spacja. Studio odpowiedzialne za tę produkcję musi odrobić lekcje i zanotować, że ładnymi designami rynku gier nie zdominuje. Niestety, ale mamy na tyle świadomych graczy, że wymagają od gier już trochę więcej.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych