Zapomniana perełka wielkiego reżysera. To już 70 lat od premiery!

Zapomniana perełka wielkiego reżysera. To już 70 lat od premiery!

Jan Piekutowski | Dzisiaj, 22:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Każdy wielki reżyser ma swój film przełomowy, który pozwolił rozwinąć skrzydła kariery, stanął u podstaw wybitności. Nie inaczej jest w przypadku Stanleya Kubricka. Siedemdziesiąt lat temu na ekrany kin weszło “Zabójstwo” i historia kinematografii otworzyła swój nowy rozdział.

Stanley Kubrick chwycił za kamerę jako bardzo młody człowiek. W 1951 roku, kiedy reżyser miał raptem 23 lata, pojawił się krótkometrażowy dokument “Day of the Fight”. Rok później pierwsza fabuła, czyli “Strach i pożądanie”. Na kolejną produkcję trzeba było poczekać do 1955 roku i premiery “Pocałunku mordercy”. Żaden z tych filmów nie odniósł sukcesu finansowego, zawsze kończyło się porażką. Jednocześnie jednak Kubrick - który na każdy z projektów sam szukał środków - zaczął urabiać glinę. Zaistniał na rynku kinematograficznym, zwłaszcza “Pocałunek mordercy” z Frankiem Silverą i Irane Kane w rolach głównych został dobrze przyjęty przez krytyków. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Zaczęło się eksperymentowanie z reżyserią, nietypowymi kątami kamery, ale też udźwiękowieniem. Już wtedy aktorzy zwracali uwagę, że pracują z człowiekiem nietypowo traktującym film. Podchodzącym do niego z sobie tylko znanym nastawieniem. Kubricka pociągała przemoc i erotyka, co w oczywisty sposób wykwitło w “Oczach szeroko zamkniętych”, ostatnim dziele Amerykanina. Droga do “Oczu” była jednak długa i, jak to u Kubricka, kręta.

Magnetyczny reżyser szybko zdobył wpływowych przyjaciół. W 1955 roku nawiązał relację z producentem Jamesem B. Harrisem. Harris nie miał zbyt mocnego portfolio, ale trzymał rękę na prawach do ekranizacji noweli “Clean Break”. Historię napisał Lionel White, który do tej pory umykał uwadze reżyserów. Adaptacja “Clean Break” zmieniła to podejście, okazała się punktem zwrotnym nie tylko dla Kubricka i Harrisa, ale też samego White’a. Autor zmarł w 1985 roku i do tamtego momentu zekranizowano siedem jego książek. Wśród nich znalazł się słynny “Szalony Piotruś” Jeana-Luca Godarda, chociaż francuska nowa fala odarła White’a z obecności w napisach końcowych.

Nie możemy tego stwierdzić z całkowitą pewnością, ale trudno uwierzyć, że gdyby nie “Zabójstwo” - bo tak nazwano pierwszy film spod szyldu Kubricka i Harrisa - zainteresowanie utworami White’a byłoby tak duże. A w zasadzie - gdyby nie artystyczny poziom “Zabójstwa” i to, co wykwitło z późniejszej współpracy Kubricka i Harrisa. Bo pod względem finansowym film z 1956 roku znów okazał się niepowodzeniem.

Prosta historia

Zabójstwo
resize icon

“Zabójstwo” opowiada o losach grupy mężczyzn pod przewodnictwem Johnny’ego Claya (Sterling Hayden). Clay jest świeżo po odsiadce i chce zapewnić sobie oraz przyszłej małżonce świeży start. Nie zna jednak innej drogi niż ta przestępcza. Konstruuje nieprofesjonalny zespół składający się jeszcze z mającego problemy alkoholowe Marvina (Jay C. Flippen), rogacza George’a (Elisha Cook Jr.) i barmana Mike’a (Joe Sawyer). Na późniejszym etapie dołączają jeszcze skorumpowany policjant Randy (Ted de Corsia), zapaśnik Maurice (Kola Kwariani) oraz strzelec Niki (Timothy Carey). Ich celem staje się uprowadzenie dwóch milionów dolarów w żywej gotówce prosto z kasy toru do wyścigów konnych. Konstruują całkiem sprytny plan, który ma fatalny koniec.

“Zabójstwo”, podobnie jak wcześniejszy “Pocałunek mordercy”, sklasyfikowano jako kino noir. Ma niezbędne ku temu elementy - przypadkowych ludzi wciągniętych w przestępstwo, niejednoznacznych bohaterów, a przede wszystkim femme fatale w postaci czy to Fay (Coleen Gray), czy Sherry (Marie Windsor). Pierwsza chce wyjść za Johnny’ego, druga regularnie zdradza George’a z Valem (Vince Edwards). Jeśli zaś chodzi o względy formalne, “Zabójstwo” wyróżnia się grą cieniem, swoją drogą robiącą wrażenie do dziś. Kubrick zadbał również o kilka eksperymentów, czy to z ukazaniem polowania Nikiego, czy też filmowaniem długiej sekwencji walki z udziałem Maurice’a. A jednak żaden z tych elementów nie jest najmocniejszym elementem “Zabójstwa”. Ten film, jak żaden wcześniejszy Kubricka, stoi postaciami.

Z małą pomocą przyjaciół

Zabójstwo
resize icon

Nasz dziarski 70-latek liczy sobie nieco ponad 80 minut. Niewiele. Mimo tego każdy z bohaterów - a przecież, jako się rzekło, mamy do czynienia ze sporym gronem - posiada zestaw cech bardzo charakterystycznych, dzięki którym łatwo opisać i zidentyfikować. Jeszcze ważniejsze, że dzięki temu bohaterowie przestają być w oczach widza papierowi. Nawet jeśli nie wiążą nas z nimi szczególne więzi emocjonalne, bardziej rozumiemy motywacje, podjęte decyzje. Wszyscy członkowie grupy Johnny‘ego Claya (swoją drogą, absurdalnie dobre imię i nazwisko dla bohatera kina noir) mają swój motor napędowy, który pcha ich na przestępczą ścieżkę. Pozostają przy tym zwyczajnymi ludźmi, co pokazuje uniwersalność zbrodni, nawet jeśli jest nią obrabowanie kasy wyścigów konnych.

Kubrick nie osiągnął tego efektu samemu. W poprzednich filmach miał pewien kłopot z dialogami, nie przywiązywał do nich szczególnej uwagi, co sygnalizowała choćby Kane. W “Zabójstwie” znów był reżyserem oraz scenarzystą, ale przy dialogach pracował Jim Thompson, autor poczytnych kryminałów pulpowych (na polskim rynku ukazały się między innymi “Morderca we mnie” oraz “Ucieczka gangstera”). Thompson skutecznie zadbał o naturalność prostych dialogów. “Zabójstwo” nie stoi pamiętnymi cytatami, ale swobodą, w której dobrze odnajdywał się każdy z aktorów. Niektóre rozmowy przypominają pojedynki na miecze, a w przypadku George’a i jego żony bezlitosne kłucie ostrzem przez drugą stronę. W tej warstwie film z 1956 roku nie zestarzał się prawie wcale.

Tego samego nie sposób powiedzieć o bodaj najbardziej kontrowersyjnym ruchu Kubricka. Bardzo duże znaczenie dla zrozumienia fabuły ma narrator (Art Gilmore). Historię poznajemy w sposób nieliniowy, wiele scen oglądamy z różnych perspektyw. Przysłużyło się to budowaniu bohaterów - doskonale wiemy, jaką rolę każdy miał do odegrania w planie Johnny’ego i dlaczego aż trzykrotnie poszło nie po myśli Claya. Jednocześnie tłumaczenie wszystkich przesunięć na osi czasu, ale też niektórych decyzji bohaterów za pomocą wypowiedzi narratora to zabieg dość leniwy. Przypomina komiksy lat 70. i 80., kiedy byliśmy zasypywani masą informacji w rogach kadrów. Komiks na szczęście porzucił ten sposób narracji, kino również od niego odeszło. 

Zabójstwo
resize icon

Czy jednak pozbawione stałej obecności narratora “Zabójstwo” byłoby filmem w oczywisty sposób lepszy? Nie mam w tej kwestii niezbędnego przekonania. Ta produkcja zgadza się ze sobą jako całość, każdy element ma swoje miejsce, podobnie jak każdy miał rolę w planie Johnny’ego. To, że z perspektywy czasu nie wszystko wydaje się odpowiednio wybrzmiewać stanowi zabawną analogię do finału filmu. 

Nie ulega natomiast żadnej wątpliwości, że “Zabójstwo” to film wspaniały, unikalny i przełomowy dla Kubricka. Patrząc na “Zabójstwo” trudno powiedzieć, że ten sam człowiek stworzy za moment “Mechaniczną pomarańczę”, “Lśnienie” czy “Ścieżki chwały”. Z drugiej strony “Zabójstwo” sprawiło, że Kubrick i Harris postanowili zrobić razem “Ścieżki…” i “Lolitę”. Wreszcie zaś, ten jeden z ostatnich przedstawicieli pierwszego kina noir, był źródłem inspiracji dla kolejnych wielkich, na czele z Quentinem Tarantino i “Wściekłymi psami”. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: własne
Jan Piekutowski Strona autora
Popkulturę pochłania masowo, łapczywie. Od dziecka, od kiedy zakatował DVD z "Królewną Śnieżką". Nie ma serialu, którego nie obejrzy. Nie ma filmu, na który nie pójdzie do kina. Nie ma komiksu, którego nie przeczyta. We wszystkim stara się znaleźć jakiś pozytyw, bo przecież pewnego dnia smutek się skończy.
cropper