Graliśmy w Switch Sports Resort. Nintendo znów rozkręca imprezę, choć nie będzie to balet roku

Graliśmy w Switch Sports Resort. Nintendo znów rozkręca imprezę, choć nie będzie to balet roku

Roger Żochowski | Dzisiaj, 22:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Kiedy pod koniec pierwszej dekady XXI wieku Nintendo wypuściło na rynek Wii Sports i Wii Sports Resort, mało kto spodziewał się, że ruchowe machanie kontrolerami zjednoczy zarówno niedzielne rodziny, jak i zatwardziały, hardkorowy „core”.

Do dziś tamten eksperyment pozostaje jednym z najbardziej unikalnych osiągnięć japońskiego giganta, którego magię próbowano odtworzyć przez kolejne lata. Gdy teraz, na horyzoncie nowej generacji, pojawia się Nintendo Switch Sports Resort, nietrudno o wrażenie, że tytan z Kioto sięga po najbezpieczniejszą z możliwych desek ratunkowych.

Dalsza część tekstu pod wideo

Mając okazję osobiście sprawdzić Nintendo Switch Sports Resort podczas gamescomu, spędziłem z grą intensywną, półgodzinną sesję. Choć nie zostałem całkowicie powalony na kolana, bawiłem się naprawdę świetnie. Wersja demonstracyjna dawała szansę przetestowania kilku dyscyplin samotnie lub w parze, z podziałem na wariant uproszczony (wykorzystujący pojedynczy Joy-Con 2) oraz pełny, w którym w ruch idą obie połówki kontrolera.

Znajome konkurencje i kilka nowych atrakcji

Switch Sports Resort
resize icon

W demie, gdzie Nintendo przygotowało nawet postać nazwaną Roger, do wyboru miałem między innymi łucznictwo, kręgle, skutery wodne czy pojedynek w nowym siłowaniu na kciuki. Bowling nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle wcześniejszych odsłon cyklu. Sterowanie polega niezmiennie na przytrzymaniu tylnego spustu i zamachu odpowiadającym rzutowi prawdziwą kulą. Gra wydała mi się jednak łatwa - przy minimalnych korektach celowania można było z łatwością zbijać wszystkie kręgle, więc szybko zmieniliśmy dyscyplinę. 

Wszystkie inne klasyczne konkurencje również czerpią garściami z wysłużonego Wii Sports Resort z 2009 roku. Tenis stołowy wiernie i zaskakująco naturalnie odzwierciedla ruchy ręki ściskającej paletkę. Fajnie odpala się ścinki, można nawet podkręcać piłeczkę, celować w kanty, a we dwie osoby gra się rewelacyjnie. Stoczyłem pojedynek z jakimś Youtuberem z bodajże Indii, ogrywając go finalnie dwoma punktami. Nie był z tego faktu zadowolony i chyba skasował finalnie nagrywane wideo.

Siłowanie na kciuki? A czemu nie

Switch Sports Resort
resize icon

Łucznictwo sprawdza się kapitalnie przy użyciu obu kontrolerów - jedna dłoń trzyma łuk, druga zaś precyzyjnie napina cięciwę. Zaawansowany żyroskop napędza z kolei rekreacyjne latanie samolotem połączone ze strzelaniem do balonów na malowniczej wyspie. Można najpierw zwiedzić sobie okoliczne tunele i wodospady, ćwicząc latanie. A potem bawić się, trzymając Joy-Con poziomo, jakbyśmy puszczali samolocik z papieru. Ruch wypuszczania samolocika dawał efekt turbo, a odpowiednie skręcanie nadgarstkiem pozwalało robić beczki i inne manewry. Fajna rzecz, aczkolwiek obstawiam, że szybko się znudzi.

Wśród odgrzewanych rarytasów znalazły się autentyczne nowości, takie jak jazda na deskorolce oraz wspomniane siłowanie na kciuki. Deskę obsługiwano w nietypowym trybie myszki, przesuwając kontroler po płaskiej powierzchni stolika, co imitowało ruch nogi odpychającej deskę wprawiając ją w ruch. Były nawet proste triki, choć po kilku minutach szurania kontrolerem nadgarstek trochę zaczynał się męczyć. Starość nie radość, chciałoby się napisać.

Zabawa jest świetna, ale bez „wow” efektu

Switch Sports Resort
resize icon

Z kolei Thumb Wrestling okazał się małym hitem. Trzymając Joy-Con pionowo, przechylamy go na boki, próbując przycisnąć cyfrowy kciuk rywala. Złapani w pułapkę musimy gwałtownie potrząsać urządzeniem, przy czym każde kolejne wybicie skraca bezpieczne okno reakcji. Dobre to, naprawdę dobre, ale po raz kolejny - przede wszystkim w multi. Youtuber znowu musiał przełknąć gorycz porażki i chyba wtedy przestał się do mnie uśmiechać. Na koniec spróbowałem jeszcze boksu, który był niezłym treningiem kondycyjnym, bo trzeba było odpowiednio uchylać się przed ciosami i machać rękoma. Pojedynek, a zwłaszcza podbródkowe, smakowały naprawdę dobrze, choć sama walka do skomplikowanych nie należała. Całość bez wątpienia sprawdzi się jako kapitalna propozycja dla najmłodszych oraz bezpretensjonalne party game na spotkania ze znajomymi.

Skromna oprawa graficzna boleśnie przypominała o oszczędnościach budżetowych, ale do takiej gry akurat pasowała. Mimo oczywistego posmaku odgrzewanego kotleta, tytanicznie obroniła się czysta frajda - można było naprawdę uśmiechnąć się nie raz pod nosem, a na sprawdzenie czeka jeszcze mnóstwo innych dyscyplin. Proste, ale na imprezy w sam raz. I tylko Youtubera szkoda, bo materiału nie nagrał.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper