Gamescom 2026: graliśmy w kampanię Gears of War: E-Day. Fani oryginału mają na co czekać!

Gamescom 2026: graliśmy w kampanię Gears of War: E-Day. Fani oryginału mają na co czekać!

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 12:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Po ograniu fragmentu kampanii mogę już powiedzieć jedno. The Coaliton doskonale rozumie, za co gracze pokochali tę serię. To ponownie ciężki, brutalny shooter, w którym każde uderzenie o osłonę, perfekcyjne przeładowanie i rozerwany Gnasherem Locust daje potężną satysfakcję. Gorzej, że pod względem technicznym wersja na PC dalej wymaga wielu poprawek. No ale skoncentrujmy się najpierw na kampanii. 

Udostępniony fragment rozpoczynał się na początku drugiego aktu, zaledwie kilka godzin po Dniu Wyjścia. Kalona zamienia się w pole bitwy, miejski ratusz pełni funkcję prowizorycznego szpitala i centrum dowodzenia, a COG nadal nie rozumie, z czym właściwie walczy. Mieszkańcy chcą ratować cywilów, wojskowi próbują utrzymać miasto, zaś Szarańcza konsekwentnie rozwala wszystkie przygotowane plany.

Dalsza część tekstu pod wideo

W tych okolicznościach powstaje Bravo Squad: Marcus Fenix, Dominic Santiago oraz nowi bohaterowie - Mags Carter i Lucas Reyes. Marcus i Dom są młodsi, bardziej zdyscyplinowani i jeszcze nie przypominają styranych życiem zabijaków z pierwszej trylogii. Dom martwi się o Marię i rodzinę przebywającą w Ephyrii, natomiast Marcus jako osobę kontaktową podaje Adama Fenixa. To są drobne sceny, ale dla fanów serii mają ogromne znaczenie. Gra mocniej uderza w emocjonalne tony i robi to według mnie w odpowiedni sposób. Motywacje bohaterów można poczuć, podobnie jak ich strach czy przerażenie. Szarańcza też jest o wiele lepiej zmobilizowana, zjednoczona i ma konkretny zestaw celów do zrealizowania. 

Klasyczne Gearsy dla największych fanów serii

Gears of War E Day
resize icon

Pierwsza misja to dosyć klasyczna, liniowa przeprawa przez most prowadzący w stronę stadionu Oria, przekształconego w wysuniętą bazę COG. Kolejne areny są zamknięte i starannie zaprojektowane, przeciwnicy atakują falami, a gracz przesuwa się od jednej osłony do następnej. Brzmi znajomo? Bardzo dobrze, bo właśnie tego od kampanii Gears of War oczekiwałem. Największą zmianę przynosi poruszanie się. Marcus może skakać, wspinać się na samochody i autobusy, przeskakiwać przez przeszkody, ślizgać się oraz padać na ziemię pod ostrzałem. Bohater nadal waży mniej więcej tyle, co niewielki samochód dostawczy, ale znacznie łatwiej zmienia pozycję i wykorzystuje pionową konstrukcję aren. Nowe ruchy nie odbierają Gearsom charakterystycznego ciężaru postaci, ale dają po prostu więcej możliwości.

Samo strzelanie wypada znakomicie. Broń jest głośna, agresywna i odpowiednio brutalna, aktywne przeładowanie ponownie ma znaczenie, a przeciwnicy nie pełnią wyłącznie funkcji mięsa do przemielenia. Podstawowe Locusty (zwane Dronami) zmieniają osłony, próbują flankować, korzystają z granatów dymnych i potrafią wbiec w zasłonę, żeby zaatakować z bliska. Snajperzy blokują dalsze przejście, Boomery wymuszają natychmiastową zmianę pozycji, a Wretche potrafią zaatakować również od strony, której człowiek kompletnie nie pilnował.

Nieźle zachowują się także członkowie oddziału sterowani przez sztuczną inteligencję. Reagują na flankujących wrogów, podnoszą Marcusa i potrafią eliminować zagrożenia znajdujące się poza polem widzenia gracza. Jednocześnie bohaterowie przez cały czas komentują wydarzenia i dopiero uczą się rozróżniania Szarańczy - nadają przeciwnikom prowizoryczne nazwy, rozpoznają ich zachowania oraz przekazują sobie informacje podczas walki. Tutaj fabuła rozwija się razem z rozgrywką, co wypada doskonale. Po dotarciu na stadion struktura kampanii ulega zmianie. Drużyna zabiera turystyczną mapę Kalony i wkracza do większej, wielościeżkowej dzielnicy, w której można realizować główne cele, pomagać innym oddziałom oraz szukać dodatkowego wyposażenia. Nie jest to klasyczny otwarty świat, lecz rozbudowana arena połączona siecią ulic, zaułków i wnętrz.

Locusty
resize icon

W specjalnych, mobilnych punktach zaopatrzenia można uzupełnić amunicję, zmienić zestaw uzbrojenia i zamontować modyfikacje broni. Dostępne ulepszenia pozwalają między innymi zwiększyć obrażenia, wystrzelić dwa pociski ze Snuba albo automatycznie przeładować broń po egzekucji piłą. Dochodzą do tego ładowane podczas walki przedmioty taktyczne, w tym zastrzyki lecznicze oraz narzędzia ogłuszające przeciwników. To znacznie lepszy kierunek niż puste obszary przemierzane Skiffem w Gears 5. Kalona jest gęsta, szczegółowa i cały czas sprawia wrażenie miasta rozpadającego się na oczach gracza. W oddali walczą inne oddziały, budynki i osłony ulegają zniszczeniu, a olbrzymi Corpser potrafi przebić się przez fragment dzielnicy i całkowicie zmienić krajobraz. Opcjonalne zadania nie są też tylko znacznikami do odhaczenia - pozwalają zdobywać modyfikacje, poznawać innych żołnierzy i lepiej rozumieć skalę inwazji.

Dużo uwagi poświęcono samym bohaterom. Żołnierze wymieniają się historiami, Dom opowiada o swoim bracie Carlosie, pojawia się Tai Kaliso, a gracze mogą zobaczyć powstanie prototypowego Lancera z piłą mechaniczną przytwierdzoną do standardowego karabinu. E-Day nie opowiada o zwycięzcach wojny, lecz o ludziach, którzy jeszcze wierzą, że sytuację uda się szybko opanować. My wiemy, jak bardzo się mylą.

Świetna kampania, słaba optymalizacja

Oprawa totalnie mnie zachwyciła już od pierwszych minut. Modele postaci, oświetlenie, animacje twarzy, destrukcja otoczenia i liczba detali sprawiają, że Kalona wygląda oszałamiająco. Widać, że twórcy włożyli mnóstwo pracy w dopieszczenie każdego detalu. Aż przypomniałem sobie ten szok, jaki wywołały na mnie pierwsze Gearsy wydane na X360 (i ta kapitalna recenzja wideo na GameTrailers, aż się łezka w oku kręci). The Coalition wykorzystuje Unreal Engine 5 do budowania skali, ale nie zapomina o brudnym, przytłaczającym klimacie pierwszego Gears of War.

Grałem na mocnym PC, a mimo tego wersja przedpremierowa działała słabo. Optymalizacja wymaga jeszcze sporo pracy, DLSS nie funkcjonował poprawnie, podobnie jak generator klatek, a podczas rozgrywki pojawiały się również inne błędy i niedoróbki. Do premiery pozostało trochę czasu, więc trzymam kciuki, żeby The Coalition zdołało to wszystko wyeliminować. Byłoby szkoda, gdyby problemy techniczne przykryły kampanię, która pod każdym innym względem zapowiada się na najlepszy powrót do klasycznych Gearsów, jaki mogliśmy dostać. Bardzo czekam i bardzo polecam! 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: Opracowanie własne
Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper