Graliśmy w Metro 2039. To będzie najbardziej klimatyczna gra w uniwersum

Graliśmy w Metro 2039. To będzie najbardziej klimatyczna gra w uniwersum

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 09:01
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Wiecie, kiedy naprawdę można poczuć, że twórcy są pewni swojego kawałka kodu? Gdy na kilka miesięcy przed premierą udostępniają długi fragment gry i w zasadzie mówią: bierzcie, grajcie i sprawdzajcie wszystko. Właśnie tak było ostatnio z Metro 2039, więc bardzo szybko utonąłem w krainie pełnej potworów, gadów oraz bestii... i mówię tutaj wyłącznie o ludziach, których ten świat zdążył już całkowicie wypaczyć. Poznajcie nasze pierwsze wrażenia z najnowszej produkcji 4A Games.

Dmitrij Głuchowski w 2005 roku rozpoczął wyjątkowe uniwersum. Rosyjski pisarz wydał wtedy „Metro 2033”, czyli książkę, która nie tylko zapoczątkowała całą serię powieści, ale ostatecznie zainteresowała również twórców gier. 4A Games od lat współpracuje z doświadczonym autorem, rozwijając jego postapokaliptyczną wizję na swój sposób. Radioaktywna Moskwa, ludzie ukrywający się w tunelach metra, walka o każdy nabój i przede wszystkim historie pokazujące, że w tym świecie największym potworem nie zawsze jest mutant – właśnie na tych fundamentach zbudowano jedno z najbardziej charakterystycznych uniwersów postapo.

Dalsza część tekstu pod wideo

Gracze pierwszy raz zeszli do tuneli w 2010 roku za sprawą Metro 2033, później otrzymaliśmy Metro: Last Light, a w 2019 roku 4A Games znacząco rozbudowało formułę poprzez Metro Exodus. Od premiery ostatniej pełnoprawnej odsłony minęło już ponad siedem lat i choć w międzyczasie marka nie została całkowicie zapomniana, na kolejną wielką produkcję 4A Games przyszło nam czekać naprawdę długo… zdecydowanie za długo. Metro 2039 ma być następnym dużym krokiem dla serii i po kilku godzinach spędzonych z grą mam wrażenie, że deweloperzy bardzo dobrze wykorzystali ten czas.

Widać to już w samej technologii. 4A Games nie porzuciło własnego silnika na rzecz popularnego Unreal Engine 5, a zamiast tego znacząco rozwinęło swoje autorskie rozwiązania. Metro 2039 jest pierwszą odsłoną od początku projektowaną z myślą o PlayStation 5, Xboksach Series X|S oraz współczesnych pecetach, bez konieczności oglądania się na poprzednią generację... i to naprawdę widać. Nie chodzi wyłącznie o znacznie ładniejszą grafikę – skala lokacji, oświetlenie, liczba detali, animacje oraz atmosfera kolejnych miejsc pokazują, że 4A Games dostało w końcu możliwość przygotowania Metro bez ograniczeń narzucanych przez sprzęt sprzed kilkunastu lat.

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Metro 2039 to nowy poziom metra

Metro 2039 - stacja metra
resize icon

Moja przygoda z Metro 2039 rozpoczęła się na stacji Siewastopolskaja i już pierwsze minuty bardzo dobrze pokazują, jak zmienił się ten świat. Podziemne tunele nadal pozostają jedyną względnie bezpieczną przestrzenią, więc mieszkańcy próbują stworzyć namiastkę normalnego życia. Dzieci bawią się pomiędzy prowizorycznymi zabudowaniami, dorośli rozmawiają o codziennych problemach, ktoś handluje, ktoś pracuje, a inni po prostu próbują przetrwać kolejny dzień. Nie ma tutaj wielkiej ekspozycji i nachalnego tłumaczenia rzeczywistości. Wystarczy przejść kilkadziesiąt metrów i posłuchać rozmów, by zrozumieć, że w 2039 roku „normalność” ma zupełnie inne znaczenie.

Już sama stacja pokazuje również, jak mocno 4A Games rozwinęło oprawę. Deweloperzy wykorzystują współczesny sprzęt nie tylko po to, by zachwycić pięknymi widokami, ale przede wszystkim, żeby jeszcze mocniej podkreślić brud, wilgoć i rozpad tego świata. Siewastopolskaja jest zapuszczona, zniszczona i pełna prowizorycznych konstrukcji. Chodzimy po kładkach, pod nogami pojawia się woda, ściany są pokryte rdzą i zabrudzeniami, a światło przebija się przez kolejne źródła w bardzo naturalny sposób. To nie jest miejsce, które ma wyglądać efektownie. Ono ma sprawiać wrażenie zamieszkanego przez ludzi, którzy od lat łatają wszystko tym, co akurat mają pod ręką. I właśnie dlatego prezentuje się tak dobrze.

Główny bohater rozpoczyna przedstawiony fragment od poszukiwań pewnego mężczyzny, ale twórcy bardzo wyraźnie pilnowali, żeby nie zdradzić nam zbyt wiele z głównego wątku. Protagonista opuszcza metro i rusza na powierzchnię, ponieważ facet może doprowadzić go do tajemniczej kobiety, której znaczenia na tym etapie jeszcze nie znamy. Fabularnie otrzymałem więc zaledwie kilka wskazówek, ale 4A Games bardzo sprawnie wykorzystuje niedopowiedzenia.

Metro 2039 stacja i wyznawcy
resize icon

Najciekawszym elementem zaprezentowanym w ogrywanym fragmencie jest bez wątpienia poznanie… prawdopodobnie jednego z głównych antagonistów przygody. W jednym z materiałów wideo, który możemy włączyć podczas przemierzania świata jest odezwa niejakiego Führera Huntera, czyli człowieka, który zaczyna budować wokół siebie ideologię opartą na strachu, wrogu i potrzebie ciągłej walki. Przydomek nie jest tutaj przypadkowy - mężczyzna wyraźnie stylizuje się na autorytarnego przywódcę, przejmuje kontrolę nad Nowym Rajchem i próbuje przekonać mieszkańców, że tylko on potrafi wskazać prawdziwe zagrożenie. Jego przemówienia są mocne, agresywne i bardzo wymowne. Według niego trzeba „zacząć walkę z cieniami”, czyli ze „złem w najczystszej postaci”, a każdy uzbrojony człowiek powinien dokładnie wiedzieć, do kogo ma strzelać.

Führer Hunter idzie jednak znacznie dalej. Przekonuje ludzi, że przeciwnik nie jest zwykłym zwierzęciem ani człowiekiem, lecz „bronią zachodnich agentów”, których celem jest zniszczenie ich „jako narodu i rasy”. W innym momencie swojego orędzia ostrzega, że te jednostki „nie chcą waszych ciał, pragną waszych umysłów”. To bardzo charakterystyczny sposób budowania propagandy, w której strach zostaje zamieniony w narzędzie kontroli. I właśnie tutaj Metro 2039 zaczyna robić coś więcej niż tylko budować kolejnego złoczyńcę. Twórcy pokazują człowieka, który wykorzystuje chaos, traumę i potrzebę bezpieczeństwa, żeby stworzyć własny system władzy.

Metro 2039 nowa rasa
resize icon

Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, by domyślić się, że drogi protagonisty i Führera Huntera prędzej czy później się przetną. Bohater kogoś szuka, Führer pewnie będzie posiadał ważne informacje, a jednocześnie jego działania będą coraz mocniej wpływać na życie ludzi żyjących w metrze. Trudno powiedzieć, czy naszym zadaniem będzie jego bezpośrednie wyeliminowanie, próba powstrzymania całej ideologii czy może odkrycie znacznie większej tajemnicy związanej z „cieniami”. Jedno jest jednak pewne: 4A Games bardzo szybko buduje konflikt, który nie sprowadza się wyłącznie do walki z mutantami.

Po opuszczeniu Siewastopolskiej miałem okazję przeżyć jedną ze scen pokazanych wcześniej na pierwszym zwiastunie i wtedy Metro 2039 po raz pierwszy naprawdę pokazało pazur. Powierzchnia nie daje chwili wytchnienia, atmosfera natychmiast się zagęszcza, a poczucie bezpieczeństwa znika wraz z zamknięciem kolejnych drzwi za plecami. Uwierzcie mi na słowo: ta gra potrafi przerazić… i nie chodzi wyłącznie o potwory czy nagłe ataki mutantów. Największy niepokój pojawia się wtedy, gdy zaczynamy rozumieć, jak bardzo ten świat potrafił wypaczyć ludzi.

Metro 2039 świetnie łączy otwarte przestrzenie z klasycznym klimatem serii

Metro 2039 - zniszczony świat
resize icon

Twórcy Metro 2039 zdecydowali się na bardzo ciekawy zabieg, na którym (przynajmniej patrząc na zaprezentowany fragment) może zostać zbudowana spora część całej przygody. Po wyjściu z metra trafiłem do większej, stosunkowo otwartej przestrzeni, ale nie był to gigantyczny teren znany z Metro Exodus. Zamiast tego otrzymałem bardziej skondensowany obszar, w którym znajdowało się kilka miejsc możliwych do głębszej eksploatacji. Mogłem wejść między innymi do opuszczonego przedszkola, bazy oprychów, sklepu rybnego czy kanałów. Z jednej strony mamy więc trochę swobody i sami wybieramy kierunek eksploracji, z drugiej co chwilę wchodzimy do ciasnych, korytarzowych lokacji znacznie mocniej przypominających klasyczne Metro.

Szczerze mówiąc bardzo podoba mi się ten kierunek. Pierwszy udostępniony obszar jest zauważalnie mniejszy od większych map z Metro Exodus, ale właśnie dzięki temu znacznie częściej czułem zagrożenie. Nie ma tutaj aż tak dużych pustych przestrzeni, przez które spokojnie przemierzamy kolejne minuty. Praktycznie cały czas coś znajduje się w pobliżu – jakiś budynek, zejście do kanałów, opuszczony samochód czy podejrzane przejście. Nigdy nie wiadomo, czy za chwilę natrafimy na mutanty, ludzi czy po prostu kolejne miejsce opowiadające własną, zazwyczaj bardzo ponurą historię.

4A Games bardzo szybko pokazuje również, że przetrwanie na powierzchni nie będzie opierało się wyłącznie na dobrym celowaniu. Po opuszczeniu metra otrzymujemy broń oraz plecak, ale paradoksalnie jednym z najważniejszych elementów wyposażenia okazuje się urządzenie znajdujące się na lewym ramieniu protagonisty. To niewielkie centrum dowodzenia zawiera kompas wskazujący kierunek aktualnego celu, wskaźnik ukrycia, informacje dotyczące czasu działania filtra maski gazowej oraz licznik Geigera. Wszystko znajduje się bezpośrednio na postaci, więc zamiast co chwilę otwierać kolejne menu, możemy po prostu spojrzeć na rękę i sprawdzić sytuację.

Metro 2039 metro i nadejście bestii
resize icon

Szczególnie dobrze działa system promieniowania. Gdy wchodzimy do skażonego obszaru, licznik zaczyna reagować charakterystycznym dźwiękiem, a wraz ze wzrostem zagrożenia pojawiają się również efekty wizualne. Obraz zaczyna się delikatnie rozpadać, przed oczami protagonisty pojawiają się artefakty, a charakterystyczne trzaski momentalnie informują, że nie powinniśmy zbyt długo pozostawać w tym miejscu. To drobny element, ale właśnie takie szczegóły sprawiają, że eksploracja nie polega wyłącznie na patrzeniu na pasek zdrowia. Całe otoczenie komunikuje nam, że znajdujemy się w miejscu, które naprawdę chce nas zabić.

Równie istotna pozostaje oczywiście maska gazowa. Na powierzchni bez odpowiedniego filtra daleko nie zajdziemy, więc nieustannie trzeba kontrolować pozostały czas, szukać zapasów i decydować, czy warto jeszcze zaglądać do kolejnego budynku. Metro od zawsze świetnie wykorzystywało ten system do budowania presji i Metro 2039 nie zamierza z niego rezygnować.

Bardzo ważnym narzędziem jest również tablet. To właśnie na nim sprawdzamy aktualny cel misji, istotne punkty znajdujące się w okolicy oraz dodatkowe informacje dotyczące wydarzeń. Nie działa jednak jak typowa minimapa prowadząca gracza za rękę. Trzeba zatrzymać się, wyciągnąć urządzenie i samemu zorientować się, gdzie właściwie chcemy dotrzeć. Dzięki temu nawigacja nadal pozostaje częścią eksploracji, a nie tylko śledzeniem kolejnej kolorowej linii prowadzącej do celu.

Metro 2039 otwarta przestrzeń
resize icon

Plecak pełni natomiast znacznie ważniejszą funkcję niż zwykły magazyn na uzbrojenie. Możemy przenosić cztery bronie, ale przede wszystkim właśnie tutaj wykorzystujemy znalezione surowce do craftingu. Z zebranych części tworzymy apteczki, filtry do maski gazowej, amunicję oraz inne potrzebne elementy wyposażenia. System działa bardzo naturalnie, ponieważ praktycznie każdy znaleziony kawałek złomu może mieć znaczenie. Zamiast ignorować półki czy szafki, regularnie zaglądałem w każdy kąt, bo kilka dodatkowych części mogło oznaczać kolejny filtr albo zapas nabojów potrzebny podczas następnego starcia. W grze nie zabrakło również ulepszania broni. Znalezione plany pozwalają rozwijać posiadane giwery i tworzyć kolejne modyfikacje, więc eksploracja ma znaczenie nie tylko ze względu na podstawowe zasoby. Czasami warto wejść do pozornie nieistotnego budynku tylko po to, żeby odnaleźć schemat, który kilka godzin później całkowicie zmieni możliwości ulubionej broni.

4A Games świetnie wykorzystuje również prostsze gadżety do budowania atmosfery. Po wejściu do jednego z pomieszczeń zobaczyłem wyjątkowo brutalną scenę śmierci, a dalsza droga nie była od razu oczywista. Wyciągnąłem więc światło UV i zacząłem dokładnie podświetlać lokację, szukając kolejnych śladów oraz właściwego przejścia. Sam pomysł nie jest rewolucyjny, ale w takim świecie działa znakomicie. UV nie jest tutaj jedynie dodatkową latarką – w kilku momentach prezentowanego fragmentu pozwalało dostrzec rzeczy niewidoczne na pierwszy rzut oka i jeszcze mocniej podkręcało atmosferę eksploracji. Oczywiście klasyczna latarka także wraca, ale Metro byłoby niepełne bez momentów, w których technologia nagle przestaje współpracować. Gdy światło gaśnie, pozostaje zapalniczka -niewielki płomień ledwo rozcina ciemność, widoczność spada do minimum, a każde wejście do następnego pomieszczenia staje się znacznie bardziej nerwowe. Sama zapalniczka nie oferuje oczywiście żadnej rewolucyjnej mechaniki, ale 4A Games ponownie pokazuje, że potrafi wykorzystywać bardzo proste przedmioty do budowania napięcia.

I właśnie to najbardziej podoba mi się w obecnej formule Metro 2039. Gra nie zasypuje nas futurystycznymi gadżetami, które rozwiązują każdy problem jednym przyciskiem. Mamy kompas, licznik Geigera, maskę, tablet, UV, zapalniczkę i plecak pełen prowizorycznie przygotowanych przedmiotów. Wszystko wygląda tak, jakby naprawdę zostało zbudowane przez ludzi próbujących przetrwać koniec świata.

Metro 2023 jest pełne sekretów i zagrożeń

Metro 2039 bestie
resize icon

Początkowo miałem wrażenie, że przygotowana przez twórców lokacja jest znacznie większa, ale po kilku godzinach zrozumiałem, że 4A Games zastosowało znacznie ciekawsze rozwiązanie. Deweloperzy bardzo sprytnie rozrzucili po okolicy kolejne miejsca, do których możemy wejść – w jednym punkcie znajduje się przykładowo wspomniane wcześniej przedszkole. Często wchodzimy do takiego miejsca jednymi drzwiami, przechodzimy przez całą sekwencję, lekko popychamy fabułę do przodu i ostatecznie wychodzimy zupełnie w innym miejscu. W taki sposób małymi krokami poznajemy całą okolicę i otrzymujemy kolejne kawałki układanki, dzięki którym poznajemy następny fragment historii.

Moim ulubionym momentem całej opowieści jest bez wątpienia przedszkole. Już tutaj 4A Games pokazuje, że w najnowszej odsłonie zamierza mocniej bawić się paranormalnymi wydarzeniami i momentami wręcz skręcać w stronę horroru. Bohater widzi dzieci, chwilę później sylwetki znikają, zamykają się kolejne drzwi, a spokojna eksploracja błyskawicznie zamienia się w niezwykle niepokojącą sekwencję. I szczerze mówiąc? Metro 2039 potrafi być naprawdę przerażające. Nie chodzi wyłącznie o klasyczne jumpscare’y, ale przede wszystkim o atmosferę i ciągłe poczucie, że coś jest nie tak. Mam ogromną nadzieję, że podobnych fragmentów w pełnej wersji będzie znacznie więcej.

Nie oznacza to jednak, że 4A Games zapomniało o strzelaniu… w prezentowanym fragmencie było go naprawdę sporo i śmiało mogę napisać, że Metro 2039 nie zamierza prowadzić gracza za rękę. Wystarczą dwa lub trzy celne strzały, żeby protagonista wylądował na ziemi, więc podczas starć z bandytami kilka razy musiałem powtarzać tę samą sekwencję. Podobnie wyglądała walka z większym mutantem, który błyskawicznie potrafił skrócić dystans i zakończyć zabawę - wysoki poziom trudności jest zdecydowanie zaletą.

Metro 2039 główny bohater
resize icon

Walka oczywiście wygląda zupełnie inaczej w zależności od przeciwnika. Bandyci korzystają z broni, chowają się za osłonami i próbują znaleźć lepszą pozycję. Mutanci przypominający zombie stawiają przede wszystkim na liczebność i agresywne skracanie dystansu, natomiast większe bestie wymagają już konkretnego przygotowania oraz wykorzystania odpowiedniej amunicji. To właśnie tutaj pojawia się bardzo ciekawy system alternatywnych pocisków. Rewolwer może korzystać z amunicji zapalającej, która ma szansę podpalić przeciwnika, shotgun otrzymuje opcję wystrzeliwującą pojedynczy pocisk rozpadający się po trafieniu na odłamki, a karabin może korzystać z amunicji przeciwpancernej przeznaczonej do eliminowania mocno opancerzonych celów.

Bardzo dobrze wypadają też klasyczne, korytarzowe strzelaniny. Oświetlenie robi tutaj świetną robotę, ponieważ w ciemnych pomieszczeniach często najpierw widzimy latarki przeciwników, a dopiero później samych bandytów. Możemy obserwować ich ruch, przewidywać trasę i przygotować zasadzkę. Sztuczna inteligencja niestety nie zawsze zachwyca – czasami przeciwnicy podejmują dziwne decyzje, nie reagują odpowiednio szybko albo zwyczajnie zachowują się mało rozsądnie. Podobnie jest z większymi mutantami, które na otwartym placu potrafią zgubić bohatera lub na chwilę „zawiesić się” podczas pogoni. Nie są to problemy niszczące rozgrywkę, ale mam nadzieję, że do premiery zostaną jeszcze dopracowane.

Znacznie bardziej frustrują mnie sztuczne ograniczenia świata. Metro 2039 daje sporo swobody podczas eksploracji, ale od czasu do czasu przypomina, że poruszamy się wyłącznie po przestrzeni przewidzianej przez projektantów. W jednym miejscu protagonista bez problemu wspina się na samochód czy inną przeszkodę, a kilka minut później identyczny wrak staje się niewidzialną ścianą, której nie możemy pokonać. Takie sytuacje szczególnie mocno rzucają się w oczy właśnie dlatego, że reszta świata sprawia wrażenie bardzo naturalnego.

Metro 2039 wielki świat czy mały?
resize icon

Za to kapitalnie wypadają sekwencje, podczas których dosłownie trzeba chodzić na palcach. W niektórych miejscach mutanty stoją w całkowitej ciemności i zamiast rozpoczynać otwartą walkę, możemy wykorzystać noktowizor, obserwować ich pozycje, przemknąć pomiędzy nimi albo podchodzić kolejne bestie od tyłu i cicho je eliminować. To właśnie w takich momentach Metro 2039 najlepiej pokazuje różnorodność gameplayu. Raz swobodnie eksplorujemy większą przestrzeń, chwilę później uczestniczymy w brutalnej strzelaninie w ciasnym budynku, następnie rozwiązujemy prostą zagadkę, a za moment chowamy się w kompletnej ciemności przed mutantami, których zdecydowanie nie chcemy alarmować.

W prezentowanym fragmencie pojawiły się również zagadki, choć tutaj nie spodziewałbym się specjalnie skomplikowanych łamigłówek. Najczęściej są to krótkie przerywniki eksploracyjne – przykładowo za pomocą światła UV odnajdujemy ukrytą wskazówkę prowadzącą do kodu, który następnie wykorzystujemy do otwarcia kłódki. Bohater może także korzystać z ładunków wybuchowych do burzenia odpowiednio oznaczonych ścian oraz z palnika pozwalającego dostać się do zamkniętych pomieszczeń. Zazwyczaj za dodatkową eksplorację otrzymujemy części, amunicję lub inne zasoby, więc warto zaglądać w każdy kąt. Nie są to wielkie zagadki wymagające kartki i długopisu, ale skutecznie przełamują rytm kolejnych starć i dają kolejny powód, by dokładnie badać świat.

Czy warto czekać na Metro 2039?

Prezentowany fragment Metro 2039 zdecydowanie rozbudził moje oczekiwania. Jestem fanem poprzednich odsłon, przeczytałem książki z tego uniwersum i doskonale wiem, czego spodziewać się po kolejnej wyprawie do tego zniszczonego świata. 4A Games nie próbuje wywracać sprawdzonej formuły do góry nogami, ale rozwija ją dokładnie tam, gdzie jest to potrzebne – oferuje bardziej skondensowane lokacje, sporo eksploracji, wymagającą walkę, elementy horroru oraz kapitalną atmosferę. To nadal Metro, tylko większe, ładniejsze i pod wieloma względami bardziej różnorodne.

Metro 2039 raczej nie będzie produkcją, która nagle przekona do tego uniwersum wszystkich graczy odbijających się wcześniej od charakterystycznego tempa, ciężkiego klimatu czy wymagającej walki. To wygląda jak prawdziwy pewniak przede wszystkim dla entuzjastów tego świata – osób pamiętających wyprawy Artema, lubiących zaglądać do każdego brudnego pomieszczenia, oszczędzać ostatnie naboje i nerwowo zerkać na kończący się filtr w masce. 4A Games doskonale wie, dla kogo przygotowuje tę przygodę i przynajmniej na podstawie kilku spędzonych z nią godzin – nie zamierza zawieść tej grupy.

Metro 2039 już teraz wygląda znakomicie, atmosfera dosłownie wylewa się z ekranu, a momentami produkcja potrafi naprawdę przestraszyć. Nadal dostrzegam elementy wymagające dopracowania – szczególnie zachowanie przeciwników czy niektóre sztuczne ograniczenia świata – ale są to rzeczy, które na kilka miesięcy przed premierą mogą zostać poprawione. Największą niewiadomą pozostaje dla mnie główny wątek, bo twórcy pokazali zaledwie jego niewielki fragment. Wierzę jednak, że historia dotrzyma kroku rozgrywce oraz fenomenalnemu klimatowi i na początku przyszłego roku możemy otrzymać dokładnie taki powrót do metra, na jaki fani czekali od lat.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: PPE.pl
Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper